Kanał RSS: Gazeta Prawna - Podatki i rachunkowość

Logotyp serwisu informacyjnego

Publikowany przez serwis informacyjny Gazeta Prawna
Adres kanału RSS http://podatki.gazetaprawna.pl/rss.xml
Data ostatniej aktualizacji05.21.2019

Nie milkną echa wyroku TSUE w sprawie kart paliwowych

May 21 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że resort finansów analizuje skutki orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE z 15 maja 2019 r. (sygn. C-235/18, w sprawie Vega International) i nie wyklucza wydania interpretacji ogólnej. Oczekują tego firmy emitujące karty oraz klienci, którzy z nich korzystają.

Kogo dotyczy…

Kontrowersje wzbudza zwłaszcza to, kogo dotyczy orzeczenie trybunału. Eksperci potwierdzają, że jego skutki mogą odczuć nie tylko firmy zarządzające flotami samochodów, ale też towarzystwa leasingowe. Niektóre z nich uspokajają, że po wyroku TSUE nic się nie zmieni i ich karty w dalszym ciągu będą dawały prawo do odliczenia VAT ich klientom. Wszyscy analizują teraz zarówno sam wyrok, jak i zapisy we własnych umowach. Bo – jak mówią eksperci – karta karcie nierówna.

– Kluczowe jest to, co wynika z umów pomiędzy emitentem karty (np. firmą leasingową lub zarządzającą flotą) a ostatecznym nabywcą, czyli firmą tankującą paliwo – wyjaśnia Agnieszka Bieńkowska, doradca podatkowy i partner w Gekko Taxens. Podobnie uważa Roman Namysłowski, doradca podatkowy i partner zarządzający w Crido (patrz: opinia obok) oraz inni eksperci.

…i czego

Najprostsza wydaje się odpowiedź w sprawie kart emitowanych przez koncerny paliwowe – zasadniczo wyrok TSUE ich nie dotyczy, bo pomiędzy wystawcą karty (koncernem) a klientem dochodzi bezpośrednio do dostawy towaru. Wydaje się więc, że klienci mogą bez problemu odliczać VAT, choć i w tym przypadku pojawiają się wątpliwości (patrz: opinia Andrzeja Nikończyka).

Zasadniczo problem pojawia się w sytuacji, gdy karty paliwowe emituje inny podmiot.

– W takiej sytuacji zawsze mamy: stację paliw (A), emitenta karty (B) i jego klienta (C), którym jest firma tankująca paliwo. Emitent podpisuje z klientem umowę, w ramach której udostępnia kartę. Klient następnie kupuje paliwo na stacji. Towar wydaje stacja bezpośrednio firmie (C), a więc emitent nie wchodzi w posiadanie towaru, nie odbiera go od stacji i nie przekazuje fizycznie klientowi. Klient po zatankowaniu nie płaci gotówką, lecz używa karty – mówi Agnieszka Bieńkowska.

Problem polega na tym, jak taka transakcja powinna być rozliczona na gruncie VAT. Czy:

■ jako transakcja łańcuchowa dostawy towaru – gdzie A sprzedaje paliwo do B, a następnie B sprzedaje to samo paliwo do C (art. 7 ust. 8 ustawy o VAT), czy

■ jako usługa – wtedy kartę paliwową traktujemy podobnie jak kartę płatniczą lub kredytową.

To, jak rozliczyć transakcję z użyciem karty, zależy więc od tego, jaką funkcję pełni jej emitent. Czyli, jak mówi Agnieszka Bieńkowska, od tego, czy emitent:

■ jest rzeczywistym uczestnikiem transakcji dostawy towaru, a więc czy ma wpływ na cenę, po jakiej kupi od stacji i sprzeda do klienta oraz czy obsługuje reklamacje itp.,

■ pełni rolę podobną do roli banku, a więc nie obchodzi go, co klient kupuje i za ile, nie ma wpływu na cenę, asortyment, warunki dostawy, nie obsługuje reklamacji, a jedynie finansuje zakupy.

Co orzekł TSUE

W wyroku z 15 maja br. unijny trybunał uznał, że ani emitenci kart paliwowych, ani ich klienci kupujący benzynę lub olej napędowy na stacji nie mogą odliczać podatku zawartego w cenie paliwa, jeśli emitent refakturuje paliwo na korzystającego z karty i pobiera za to opłatę. Dlaczego? Bo w takiej sytuacji emitent udostępniający klientom karty paliwowe nie sprzedaje paliwa, tylko świadczy usługę finansową (kredytową), która jest zwolniona z podatku.

W sprawie, której dotyczył wyrok TSUE, chodziło o austriacką spółkę Vega International, która wydawała imienne karty paliwowe m.in. kierowcom polskiej spółki zależnej Vega Poland. Spółka austriacka dostawała od polskich dostawców paliwa faktury z wykazanym VAT. Pod koniec każdego miesiąca refakturowała je na Vega Poland i doliczała opłatę w wysokości 2 proc.

W wyroku z 15 maja br. TSUE powtórzył w zasadzie tezy swojego wcześniejszego orzeczenia – z 6 lutego 2003 r. w sprawie Auto Lease Holland (sygn. C-185/01). Dotyczyło ono firmy leasingowej, a trybunał uznał, że nie dochodzi do dostawy towarów, gdy leasingobiorca tankuje na stacjach paliw wyleasingowane auto, robiąc to w imieniu i na rachunek firmy leasingowej. W takiej sytuacji leasingodawca tylko kredytuje zakup.

To inna sytuacja

Część firm leasingowych przekonuje jednak, że majowy wyrok TSUE ich nie dotyczy i oferowane przez nie karty paliwowe będą dawały leasingobiorcom prawo do odliczenia VAT.

Zwracają uwagę na różnice między sytuacją spółek Auto Lease Holland i Vega International.

– Przede wszystkim firmy, o których mowa w wyrokach TSUE, nie kształtowały warunków zakupu paliwa – podkreśla przedstawiciel jednej z firm leasingowych, pragnący zachować anonimowość. Przekonuje, że inaczej jest w przypadku części polskich firm leasingowych, bo mają one wpływ na cenę paliwa i warunki dostawy.

– Cena paliwa ustalana jest indywidualnie pomiędzy koncernem paliwowym oraz pośrednikiem (firmą leasingową), a następnie pomiędzy pośrednikiem a klientem. Ponadto możliwe są rabaty: koncernu na rzecz pośrednika i pośrednika na rzecz klienta – wylicza różnice nasz rozmówca.

Ponadto – dodaje – w razie zakwestionowania jakości lub ilości zakupionego produktu, klient może zgłaszać reklamacje bezpośrednio do pośrednika. Emitent może natomiast zablokować kartę, gdy klient ją zgubi (zostanie mu ona skradziona) lub nie ureguluje należnej płatności. Karta paliwowa posiada też indywidualnie nadany limit dotyczący rodzaju towarów oraz wartości zakupów w danym okresie rozliczeniowym, który gwarantuje pośrednik.

Firmy leasingowe z koncesją

Część firm leasingowych posiada nawet koncesję paliwową (na obrót paliwami ciekłymi – OPC) wydaną przez Urząd Regulacji Energetyki. Można je znaleźć w wyszukiwarce dostępnej na stronie URE. Firmy uzyskują takie koncesje, aby móc oferować karty paliwowe.

W takiej sytuacji – zdaniem części leasingodawców – mamy do czynienia z dostawą łańcuchową, połączoną z przeniesieniem prawa do rozporządzania towarem (paliwem) jak właściciel.

Interpretacje mogą być złudne

Roman Namysłowski zwraca jednak uwagę, że gdyby Naczelny Sąd Administracyjny nie miał w tej sprawie wątpliwości, to nie zadałby pytania do unijnego trybunału w sprawie Vega International. Nie można też wykluczyć, że po wyroku TSUE szef KAS może zmienić niektóre wydane interpretacje.

Podobnego zdania jest Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy i partner w KNDP. – Ochrona z interpretacji indywidualnej może być złudna, bo organ nie analizuje sprawy, tylko ocenia przedstawiony stan faktyczny – przypomina doradca.

Eksperci mówią zgodnie – minister finansów powinien jak najszybciej wydać interpretację ogólną i wskazać, kiedy korzystanie z karty paliwowej oznacza dostawę łańcuchową, a kiedy świadczenie usług.

Niepewność co do prawa do odliczenia VAT z kart paliwowych nie służy nikomu. Problem – jak tłumaczy Roman Namysłowski – mogą mieć nawet właściciele stacji benzynowych.

– Może się okazać, że stacja co prawda opodatkowała transakcję dostawy paliwa, ale wystawiła fakturę na niewłaściwy podmiot. W skrajnie niekorzystnej interpretacji można przyjąć, że wystawiona faktura była tzw. pustą fakturą, a to by oznaczało, że podmiot, który ją otrzymał, nie ma prawa do odliczenia VAT – tłumaczy ekspert. ©℗

opinie

Nie jest prawdą, że wyrok TSUE ma niewielkie znaczenie

Irmina Sobczuk współpracownik Enodo Advisors

Wyrok TSUE charakteryzuje zdecydowany ton. Okoliczności, które trybunał uznał za kluczowe dla rozstrzygnięcia sprawy, są typowe dla wielu modeli kart paliwowych funkcjonujących obecnie na rynku. TSUE nie wskazał jakichkolwiek elementów transakcji, które mogłyby decydować o tym, że jej istotą jest dostawa paliwa, a nie usługa finansowa. Zwrócił uwagę na to, że ostatecznie to korzystający ponosi całość kosztów związanych z tankowaniem (poprzez płatność na rzecz udostępniającego kartę), ma możliwość wyboru stacji usługowej spośród wskazanych przez udostępniającego kartę, możliwość wyboru momentu zakupu paliwa, jego ilości, jakości i sposobu wykorzystania (w przypadku spółki zależnej o profilu transportowym jest on w praktyce ograniczony). Trybunał pominął przy tym elementy, na które zwrócił uwagę NSA w treści uzasadnienia o skierowaniu pytania prejudycjalnego, tj. m.in., że udostępnienie kart paliwowych w spornej sprawie wiązało się z możliwością uzyskania atrakcyjniejszej ceny paliwa oraz sprawowania kontroli nad jego jakością. Te aspekty były niejednokrotnie uznawane przez organy podatkowe za jedne z kluczowych dla rozstrzygnięcia sposobu opodatkowania VAT transakcji realizowanych za pomocą kart paliwowych. Oczywiście nie sposób pominąć faktu, że wyrok jest sprzeczny z dotychczasową polską praktyką rozliczania kart paliwowych. Z niektórych komentarzy wynika, że dotyczy bardzo specyficznego przypadku i ma znikome znaczenie praktyczne. Niestety, uważna analiza uzasadnienia nie daje wielu argumentów, by tak twierdzić. 

Trzeba przeanalizować umowy

Roman Namysłowski doradca podatkowy i partner zarządzający Crido

Podatnicy muszą przede wszystkim przeanalizować zawarte już umowy i sposoby ich realizacji pod kątem wniosków płynących z wyroku TSUE. Przede wszystkim powinni ocenić, czy rzeczywiście nie dochodzi do dostawy towarów pomiędzy poszczególnymi podmiotami w łańcuchu oraz czy dostawa ma jedynie miejsce pomiędzy właścicielem stacji benzynowej a właścicielem pojazdu. Otrzymane interpretacje indywidualne powinny chronić, jeżeli we wniosku o ich wydanie nie było nieprawidłowości w zakresie opisanego stanu faktycznego. Jednak nawet jeśli firma ma interpretację, to wyrok TSUE może stanowić dla szefa KAS przesłankę do jej zmiany. Czas pokaże, jaką taktykę zastosują organy podatkowe. Niezależnie od tego jednak, warto się do tego przygotować, a nie czekać. Dotyczy to wszystkich firm, również leasingowych. 

Jest wiele modeli kart paliwowych

Andrzej Nikończyk doradca podatkowy i partner w KNDP

Nie można rozciągać wniosków z wyroku TSUE na wszystkie karty paliwowe. Karta jest tylko nośnikiem uprawniającym do nabycia paliwa. Decydujące są umowy pomiędzy użytkownikiem i emitentem karty, a przede wszystkim pomiędzy emitentem karty i dostawcą paliwa. W praktyce występuje wiele modeli umownych i sam fakt wykorzystywania karty jako nośnika uprawnień ma najmniejsze znaczenie. Powszechnie uważa się, że problem nie dotyczy kart paliwowych emitowanych przez koncerny paliwowe, jednak nie wynika to wprost z wyroku TSUE. Co prawda trybunał zakwestionował istnienie dostawy łańcuchowej w sytuacji, gdy użytkownik pojazdu tankuje na stacji paliwo i decyduje o ilości nabywanego paliwa, jego jakości, jak również o momencie zakupu. Jednak w przypadku stacji partnerskich czy franczyzy wszystko zależy od treści umowy i trzeba to w każdym przypadku badać. Na pewno zupełnie inna jest sytuacja, w której emitent dysponuje koncesją na dostawy paliwa przy wykorzystaniu infrastruktury innych przedsiębiorstw. W tym zakresie nie powinno budzić wątpliwości, że skoro jest to działalność koncesjonowana w zakresie dostaw paliwa, to przedmiotem sprzedaży jest paliwo, a nie inne usługi. Znaczenie będą miały także inne okoliczności, np. komu klient powinien zgłaszać reklamacje dotyczące jakości paliw – wystawcy kart paliwowych czy bezpośrednio samej stacji. Te elementy w ogóle nie były przedmiotem sprawy, w konsekwencji wyrok nie dotyczy wszystkich modeli funkcjonowania kart paliwowych. 

]]


Należyta staranność w VAT, czyli na co patrzą urzędnicy

May 21 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Sprawdzenie przyszłego partnera na liście VAT-owców to nie wszystko. Nie ma zamkniętej listy czynności, które należy dokonać przed zawarciem umowy z kontrahentem w ramach należytej staranności. Jak informuje MF, należyta staranność w VAT to wskazanie najważniejszych okoliczności, które będą brać pod uwagę urzędnicy skarbowi w ocenie działalności przedsiębiorców przy rozliczeniach VAT. Resort finansów podpowiada jednak, jakie działania wskazują na dochowanie tej staranności.

Na początek formalności

W przypadku każdego potencjalnego kontrahenta należy sprawdzić jego wiarygodność. Do obowiązkowych działań jeszcze przed zawarciem współpracy należy potwierdzenie danych w Krajowym Rejestrze Sądowym i rejestrze VAT. MF zaleca także sprawdzenie, czy dany podmiot na dany moment posiadał status podatnika VAT. W zależności od rodzaju przyszłej współpracy warto sprawdzić także, czy kontrahent posiada wymagane koncesje i zezwolenia dotyczące towarów, które są przedmiotem planowanych transakcji.

Podejrzane transakcje, unikanie podatku, podział płatności. Tak działają kombinatorzy

Resort finansów ostrzega przed sytuacją, w której kontrahent stwarza na pozór idealne warunki współpracy całkowicie ściągając z nabywcy ryzyko gospodarcze. Czujność przedsiębiorców powinna być wzmożona gdy transakcja nie wymaga inwestowania własnych środków. Na ryzyko udziału w oszustwach podatkowych wskazywać może też zastosowanie przelewów natychmiastowych do płatności za towar.

Skarbówka zainteresuje się także sytuacją, gdy partner biznesowy zaproponuje rozbicie transakcji na kilka faktur, zwykle nie opiewających na kwotę wyższą niż 15 tys. zł. Taki podział transakcji pozwala na rozliczenie się w gotówce, co nie należy do ulubionych metod urzędu skarbowego. „Zgoda na sztuczny podział transakcji na płatności mniejsze niż 15 tys. zł, podobnie jak płatność gotówką, gdy wartość transakcji przekracza równowartość 15 tys. zł (np. aby skorzystać z rabatu dla płatności gotówkowej) – jest niezgodna z ustawą o swobodzie działalności gospodarczej” – zaznacza MF.

Resort ostrzega też przed sytuacją, w której sprzedawca chce podzielić płatność. Zasada jest taka jak przy split payment. Z jedną różnicą: kwotę netto wpłacamy przedsiębiorcy, a kwotę odpowiadającą podatkowi VAT – na rachunek zagraniczny np. na Kajmanach. W dobie śledzenia wyłudzeń VAT, taka sytuacja nie zostanie niezauważona przez skarbówkę.

Ponadto, MF radzi, by kontrolować ceny towarów oferowanych przez partnerów. Jeśli bez ekonomicznie uargumentowanego powodu znacząco odbiegają one od cen rynkowych – należy zachować czujność. Resort zaleca też kontrolę na własną rękę i ostrzega: jeśli potencjalny partner ogranicza kontakt do komunikatora internetowego, nie jest rezydentem Polski i nie prowadzi tu biura – możemy mieć do czynienia z „podejrzaną” firmą. Resort zaleca więc osobiste spotkania z kontrahentem.

Warunki zawarte w umowie także powinny być „typowe” dla danej branży. Ograniczenie możliwości reklamacji towaru, brak ubezpieczenia lub możliwości modyfikowania umowy czy też brak możliwości dokładnej weryfikacji jakości towarów może oznaczać, że mamy do czynienia z oszustem. Podejrzenia podatnika powinien zbudzić także brak obecności potencjalnego kontrahenta np. w mediach społecznościowych. To kryterium wiarygodności firmy jest jednak zależne od specyfiki branży i nie zawsze jest kluczowe przy wyborze partnera.

Skarbówka ceni split payment

I daje bonusy za podział płatności. Mechanizm ten póki co jest dobrowolny, a o podziale płatności decyduje nabywca przekupiony „bonusami”. Należą do nich m.in. szybszy zwrot VAT i zwolnienie z solidarnej odpowiedzialności. Sama decyzja o zastosowaniu split payment nie oznacza jednak, że w oczach skarbówki podatnik dochował należytej staranności. Jak zaznacza MF, zwolnienie z odpowiedzialności za jego ewentualne oszustwa nie nastąpi, gdy podatnik wiedział, że faktura zapłacona w ramach split payment została wystawiona przez tzw. słupa lub opiewa na niewłaściwe kwoty. Niezbędne jest zatem formalne zweryfikowanie partnera w każdym przypadku.

]]


Ustawa z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (wyciąg o MDR, cz.2) [KOMENTARZ]

May 20 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Druga część komentarza poświęcona jest pozostałym regulacjom polskiej ustawy, poprzez które ustawodawca implementował dyrektywę DAC 6, tj. dyrektywę Rady (UE) 2018/822 z 25 maja 2018 r. zmieniającą dyrektywę 2011/16/UE w zakresie obowiązkowej automatycznej wymiany informacji w dziedzinie opodatkowania w odniesieniu do podlegających zgłoszeniu uzgodnień transgranicznych (Dz.Urz. UE z 2018 r. L 139, s. 1). Są to art. 86b–86o ordynacji podatkowej. Wyjaśnić przy tym trzeba, że komentowany w pierwszej części art. 86a ordynacji podatkowej stanowi około połowę wszystkich przepisów rozdziału 11a działu III ordynacji podatkowej. Takie rozbudowanie przepisów zawierających definicje normatywne to nie przypadek. Jak się zdaje, prawodawca celowo przyjął taką konstrukcję, próbując zdefiniować w pierwszym z artykułów najważniejsze pojęcia, które niejednokrotnie stanowią istotę tych regulacji.

Nie znaczy to jednak, że unormowania omawiane w tej części komentarza są mniej ważne, nieistotne. Tak nie jest. Chodzi o to, że dla stosowania, a najpierw zrozumienia przepisów zamieszczonych w komentowanych poniżej art. 86b–86o ordynacji podatkowej, a przynajmniej zdecydowanej większości z nich, należy znać art. 86a i zamieszczone w nim definicje.

W tej części komentarza nie wyjaśniamy już, co to jest schemat podatkowy lub kim jest promotor, korzystający, wreszcie wspomagający, ale staramy się przybliżać obowiązki wynikające z kolejnych regulacji rozdziału 11a działu III ordynacji podatkowej. To właśnie w nich skonkretyzowane zostały powinności poszczególnych uczestników procesu identyfikacji i raportowania schematów podatkowych.

Chociaż omawiane w niniejszym komentarzu przepisy ordynacji podatkowej dotyczące schematów podatkowych same w sobie nie są tak bardzo kontrowersyjne, jak te przybliżone w pierwszej części, to ponad wszelką wątpliwość cieniem kładzie się na nich to chociażby, jak w art. 86a został wyznaczony krąg podmiotowy stosowania regulacji dotyczących schematów podatkowych. Oczywiście nie wszystko, co złe, jest w pierwszym artykule tego rozdziału, bo również w kolejnych przepisach nie brakuje kontrowersyjnych regulacji czy zwykłych nieścisłości, by nie rzec niedoróbek legislacyjnych.

W niniejszym komentarzu – podobnie jak w pierwszej części – staramy się przybliżać istotę polskich regulacji ordynacji podatkowej wprowadzonych 1 stycznia 2019 r. i dotyczących MDR. Ze względu na to, że polski prawodawca niezwykle daleko wykroczył poza to, co zostało zapisane w dyrektywie DAC 6, skupiamy się raczej na przepisach krajowych, odwołując się do prawa unijnego tylko w tych okolicznościach, w których jest to niezbędne ze względu na wskazanie na nie przez samego ustawodawcę.

Przypomnieć warto, że raportowanie schematów w założeniu (miejmy nadzieję) nie stanowi żadnej formy donoszenia na siebie czy kontrahentów, a jest wyłącznie kolejnym rodzajem sprawozdawczości. Mówiąc o obowiązkach informacyjnych w obszarze schematów podatkowych, trzeba również wziąć pod uwagę to, że w przyszłości staną się one kolejnymi powinnościami przedsiębiorcy. Oczywiście nie jest łatwo oswoić się z myślą, że mamy niekiedy informować o naszych kontrahentach czy pracodawcach. Z całą pewnością powoduje to wystąpienie pewnego dyskomfortu. Jednak przedstawiona w niniejszym komentarzu analiza przepisów i zastosowana w nich gradacja podmiotowa pokazują, że w niektórych okolicznościach przekazanie informacji może ochronić kontrahenta przed potencjalnymi zaniedbaniami w tym obszarze oraz konsekwencjami braku raportowania.

Niestety samym schematom podatkowym nie służy to, że złożenie informacji praktycznie nie daje żadnej formalnej ochrony. Upowszechnianiu wiedzy o zasadach stosowania przepisów nie sprzyja zaś to, że przedstawiciele fiskusa bronią się przed prezentacją (nawet po anonimizacji) schematów podatkowych, którym zostały nadane numery. A przecież wiedząc, że jakieś działanie jest schematem podatkowym, łatwiej byłoby rozstrzygnąć, czy w danej sytuacji należy je raportować.

Jeżeli zatem po lekturze pierwszej części czytelnik stwierdził, że schematy podatkowe mogą dotyczyć jego samego, jego firmy, pracodawcy, a może kontrahenta, to z całą pewnością powinien zapoznać się z kolejną częścią komentarza. Bo przecież ustalenie, że wystąpił schemat podatkowy, to dopiero początek, a o tym, co jeszcze trzeba zrobić, mówi dzisiejsza, druga i ostatnia, część komentarza.

Pierwsza część komentarza ukazała się 15 kwietnia 2019 r.

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU. CAŁOŚĆ DOSTĘPNA JEST NA EDGP>>>

]]


Kolejny problem ze schematami podatkowymi: Są już trzymiesięczne opóźnienia

May 20 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytania DGP potwierdza, że siedmiodniowy termin nadawania numerów schematom podatkowym (wynikający z ordynacji podatkowej – przyp.red.) bywa przekraczany. Zaznacza, że termin ma jedynie charakter instrukcyjny.

Resort uspokaja, że opóźnienia w nadawaniu numerów schematów podatkowych nie powinny rodzić negatywnych skutków dla podatników, promotorów ani innych zainteresowanych stron. Wskazuje, że problemy wynikają z tego, że to wstępny etap funkcjonowania przepisów MDR.

Obowiązkowy numer

Na nadanie numerów może czekać nawet kilkaset schematów. Już jakiś czas temu MF informowało, że promotorzy i podatnicy zgłosili 700 schematów, z czego nadano im jedynie 100 numerów. Eksperci przyznają, że problem narasta.

Przypomnijmy, że od początku roku promotorzy (np. doradcy podatkowi, radcy prawni, pracownicy banków), korzystający (podatnicy) i wspomagający (np. księgowi, biegli rewidenci) mają obowiązek zgłaszania schematów podatkowych Krajowej Administracji Skarbowej (KAS). Ta, po rozpatrzeniu wniosku, nadaje numer schematu podatkowego.

Na 700 zgłoszonych schematów nadano na razie tylko 100 numerów. Problem wciąż narasta

Ustawowy termin na nadanie NSP to siedem dni (art. 86g par. 3 ordynacji podatkowej). Liczy się go od dnia wpływu poprawnej informacji o schemacie podatkowym do szefa KAS.

Jak tłumaczy Piotr Wojciechowski, starszy konsultant w BTTP, numer schematu podatkowego nie jest nadawany automatycznie. KAS może żądać uzupełnień lub wyjaśnień dotyczących przekazanych informacji.

Nie każde zgłoszenie schematu kończy się nadaniem NSP, bo KAS może tego odmówić.

– Skorzystanie przez dyrektora KAS z takiego prawa wobec składającego MDR przerywa (a nie zawiesza) bieg terminu do nadania numeru. Oznacza to, że zaczyna on biec od nowa – tłumaczy Radosław Kowalski, doradca podatkowy.

KAS nie tłumaczy

Problem w tym, że nie wiadomo, dlaczego szef KAS nie nadaje numeru w ciągu siedmiu dni.

– Nie ma on obowiązku tłumaczenia się z przyczyn opóźnienia i w praktyce też tego nie robi – stwierdza Jarosław Bieroński, radca prawny, doradca podatkowy i starszy partner w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Jednym z powodów odmowy mogą być czynności weryfikacyjne, jakie musi przeprowadzić organ podatkowy. Przede wszystkim musi ustalić, czy zgłoszone uzgodnienie w ogóle stanowi schemat podatkowy, a także czy nie doszłoby do wielokrotnego nadania NSP temu samemu schematowi podatkowemu, np. w przypadku zgłoszeń dokonanych przez różne podmioty.

– Gdyby do tego doszło, to później organ musiałby unieważnić NSP – wyjaśnia Bieroński. Jego zdaniem sprawdzenie tych okoliczności przy dużej liczbie zgłoszeń schematów niewątpliwie wydłuża czas potrzebny do nadania NSP.

Możliwe skutki

Ministerstwo Finansów uspokaja, że brak nadania NSP nie oznacza skutków dla pozostałych podmiotów zobowiązanych do zgłaszania schematów. Innymi słowy, jeśli promotor nie dostanie NSP, to obowiązek ten nie przejdzie na korzystającego (podatnika) lub wspomagającego (np. księgowego).

– Zgodnie bowiem z art. 86e par. 1 ordynacji podatkowej przesłanie informacji o schemacie podatkowym przez jeden ze zobowiązanych podmiotów zwalnia pozostałe, jeśli zostały one wskazane w złożonej informacji – wyjaśniło nam buro prasowe resortu.

Jak jednak tłumaczy Piotr Wojciechowski, jeśli promotor nie wskaże tych innych podmiotów i w ciągu 30 dni od zgłoszenia schematu nie dostanie NSP, obowiązek przekazania informacji przejdzie na korzystającego.

– Może się więc zdarzyć, że schemat podatkowy zostanie zaraportowany dwukrotnie, raz przez promotora i drugi raz przez korzystającego – wskazuje ekspert.

Kto jest winny?

Radosław Kowalski przyznaje, że najwięcej problemów sprawia podawanie w treści informacji MDR-1 „streszczenia opisu schematu”. MF już wcześniej przyznawało, że dwu-, trzyzdaniowy opis nie wystarczy. W efekcie szef KAS musi prosić o uzupełnienie, co wydłuża procedurę nadawania NSP. Ale jak mówią eksperci, MF samo jest sobie winne, bo przepisy są niejasne. Przedsiębiorcy często nie wiedzą nawet rzeczy podstawowej, a więc czy dane uzgodnienie stanowi schemat podatkowy czy nie.

– To może wpływać na treść składanych informacji MDR-1, które mogą przez to być niekompletne, nieprecyzyjne – wyjaśnia Kowalski.

Podatnicy wysyłają też informacje MDR na „wszelki wypadek”, co sprawia, że zgłoszeń jest więcej niż trzeba. – Z drugiej strony – dodaje Piotr Wojciechowski – świadomość obowiązków MDR na rynku nadal jest znikoma.

– Ile trzeba będzie czekać na NSP, jeśli ta świadomość wzrośnie? – zastanawia się ekspert.

Problem będzie narastał

– Wyznaczenie w ustawie siedmiodniowego terminu (nawet jeśli ma on charakter instrukcyjny, co stwierdziło MF) było od początku nierealne – ocenia Piotr Wojciechowski.

– Zaistniała sytuacja była łatwa do przewidzenia z powodu nieczytelnych i niejasnych przepisów – wtóruje Radosław Kowalski.

Eksperci zwracają uwagę, że problem będzie narastał, bo z końcem czerwca upływa czas na zgłaszanie schematów podatkowych mających miejsce przed 2019 r. (obecnie zgłaszane są schematy tegoroczne).

Piotr Wojciechowski przyznaje też, że w Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu obowiązku raportowania MDR sytuacja była podobna jak dziś w Polsce.

– Tylko tam trzeba było trochę więcej niż kilka tysięcy wniosków na zalanie systemu. U nas już przy kilkuset była zadyszka – stwierdza ekspert.

opinia

Trzeba zastanowić się nad napisaniem przepisów od nowa

Pierwsze miesiące obowiązywania przepisów dotyczących raportowania schematów podatkowych pokazują, że system nie jest odpowiednio przygotowany. Świadczy o tym m.in. to, że mały ułamek zgłoszeń otrzymał numer schematu podatkowego (NSP). Nawet otrzymanie NSP nie oznacza, że zaraportowana sytuacja jest schematem – taką informację otrzymujemy wraz z numerem. Nadanie jego trwa kilka miesięcy, a ustawa mówi o terminie 7 dni. Dodatkowo obserwujemy częste przypadki otrzymywania wezwań w sprawie zgłoszeń schematów, które po wstępnych wyjaśnieniach okazują się bezprzedmiotowe. Trzeba też wspomnieć o częstych zmianach systemu informatycznego, przez który schematy są raportowane, bez wskazywania, co zostało zmienione. W efekcie następuje paraliż jego funkcjonowania. To wszystko, a także fakt, że przepisy MDR nie są przykładem legislacji dobrej jakości, powoduje, że należy poważnie zastanowić się nad zawieszeniem obowiązywania tych przepisów i spróbować napisać je od nowa, przy szerokim udziale środowiska doradczego i biznesowego.

]]


Nie będzie się opłacać ucieczka przed split paymentem

May 20 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Restrykcja w podatku dochodowym nie będzie jedyna. Kto nie przekaże równowartości podatku na rachunek VAT sprzedawcy, poniesie sankcję w wysokości 100-proc. dodatkowego zobowiązania w VAT. De facto więc nie odliczy podatku naliczonego wynikającego z otrzymanej faktury.

Niezależnie od tego popełni przestępstwo karnoskarbowe, za które będzie grozić grzywna do 720 stawek dziennych (czyli w skrajnych przypadkach wyniesie ponad 21 mln zł).

Tak wynika z projektu nowelizacji ustawy o VAT i innych ustaw, który został już opublikowany na stronach Rządowego Centrum Legislacji.

Jak biała lista

Sankcje za zapłatę na niewłaściwy rachunek bankowy są – przypomnijmy – także w uchwalonej już przez parlament nowelizacji ustawy o VAT, wprowadzającej białą listę podatników (czeka na podpis prezydenta). Nowelizacja ta zakłada, że powstanie elektroniczny wykaz podatników VAT, w którym będą podane m.in. ich konta firmowe, zgłoszone fiskusowi.

Nabywca, który zapłaci na inny rachunek, nieznany skarbówce, również nie zaliczy wydatku do kosztów uzyskania przychodu. Co więcej, będzie odpowiadać solidarnie ze sprzedawcą za VAT, gdyby nie został on rozliczony z tytułu danej transakcji.

Z obu dokumentów – zarówno uchwalonej już nowelizacji, jak i projektu, który czeka dopiero na akceptację rządu i Sejmu – wynika, że sankcje w podatkach dochodowych wejdą w życie od 2020 r. (dla transakcji realizowanych od tej daty). Natomiast pozostałe już od września br. Od tej daty split payment stanie się obowiązkowy w niektórych branżach.

Podzielona płatność

Komisja Europejska oraz Rada Unii Europejskiej zgodziły się na obowiązkową podzieloną płatność w lutym br. Zastrzegły jednak, że to zgoda czasowa – do końca lutego 2022 r.

Dziś mechanizm ten jest dobrowolny. W uproszczeniu polega na tym, że sprzedawca towaru lub usługi otrzymuje na zwykły rachunek tylko cenę netto, a równowartość VAT – na odrębne konto bankowe, nad którym kontrolę ma fiskus.

Kogo obejmie

Dobrowolny split payment nie zniknie, ale równolegle stanie się obowiązkowy od września 2019 r. w niektórych branżach. Przede wszystkim tych szczególnie „wrażliwych”, w których dziś obowiązuje odwrotne obciążenie i solidarna odpowiedzialność za VAT. Dodatkowo płatność będzie musiała być dzielona w obrocie węglem kamiennym i brunatnym, częściami do samochodów i motocykli oraz maszynami i urządzeniami elektrycznymi, np. akumulatorami.

Split payment będzie obowiązywał tylko w transakcjach między przedsiębiorcami i tylko przy zapłacie na kwotę 15 tys. zł i więcej. Ministerstwo Finansów szacuje, że pozwoli to zmniejszyć lukę VAT o ok. 0,5 pkt proc., co da ok. 958 mln zł rocznie.

Będą sankcje…

Przedsiębiorcy działający w branżach objętych obowiązkowym split paymentem będą musieli pamiętać, by na wystawianych przez nich fakturach była adnotacja „mechanizm podzielonej płatności”. Zapominalskich czekają kary: sankcja w VAT w wysokości 100 proc. podatku wykazanego na fakturze i odpowiedzialność karnoskarbowa za wadliwe wystawianie faktur, czyli grzywna w wysokości do 180 stawek dziennych.

Nabywca również zapłaci 100 proc. dodatkowego zobowiązania w VAT, co de facto będzie oznaczać brak odliczenia podatku naliczonego.

Niezależnie od tego popełni przestępstwo karnoskarbowe, za które będzie grozić grzywna do 720 stawek dziennych.

Oprócz tego poniesie – od 2020 r. – wspomniane konsekwencje w podatku dochodowym (brak kosztu uzyskania przychodu).

Ewentualne postanowienia umowne „wyłączające split payment” mają być nieważne z mocy prawa.

…ale i ułatwienia

Oprócz sankcji będą też ułatwienia dla korzystających ze split paymentu. Z pieniędzy zgromadzonych na rachunku VAT będzie można opłacać podatek dochodowy, akcyzę, cło i składki ZUS. Ma to zniwelować negatywny wpływ mechanizmu split payment na płynność finansową przedsiębiorców.

Równolegle jednak ze środków na rachunku VAT fiskus będzie mógł prowadzić egzekucję zaległości nie tylko w VAT (jak dziś), lecz także w podatkach dochodowych, akcyzie, cle i składkach ZUS.

Ułatwieniem w split payment będzie też możliwość przelewów zbiorczych za faktury otrzymane w jednym okresie rozliczeniowym, nie dłuższym niż miesiąc.

Wnioski do naczelnika urzędu skarbowego o zgodę na przeniesienie środków z rachunku VAT na zwykły rachunek rozliczeniowy firmy mają być wolne od opłaty skarbowej (30 zł). Będą je mogli składać także wspólnicy rozwiązanej spółki cywilnej. Na ewentualną odmowę naczelnika urzędu skarbowego będzie przysługiwać zażalenie.

Z projektu wynika, że wszyscy przedsiębiorcy objęci split paymentem będą musieli mieć rachunki rozliczeniowe w polskich bankach lub spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych. Zagraniczne firmy dostaną zwrot związanych z tym kosztów, na co nalegała Komisja Europejska.

Znika kaucja gwarancyjna

Z projektu wynika, że przy transakcjach na kwotę mniejszą niż 15 tys. zł, ale miesięcznie wyższą niż 12 tys. zł netto, nabywca towarów nie będzie wprawdzie musiał dzielić płatności, ale odpowie solidarnie ze zbywcą za ewentualne zaległości w podatku. Nie będzie już przy tym możliwości uniknięcia solidarnej odpowiedzialności przez złożenie kaucji gwarancyjnej, bo ta zniknie z przepisów. Alternatywą będzie dobrowolny split payment.

Pojawiają się pytania

Krzysztof Ugolik, menedżer w dziale doradztwa prawnopodatkowego w PwC, zwraca uwagę, że kluczowe zarówno dla nabywców, jak i dostawców będzie właściwe identyfikowanie transakcji objętych obowiązkowym split paymentem oraz właściwe ich oznaczenie i rozliczenie. A to wcale nie musi być proste.

– Wątpliwości budzi np. to, w jaki sposób ustalić, kiedy dojdzie do osiągnięcia limitu 15 tys. zł i jak go rozumieć (indywidualnie do jednej faktury, do grupy transakcji, do płatności) czy też sposób identyfikacji niektórych towarów i usług objętych obligatoryjnym mechanizmem podzielonej płatności – podkreśla ekspert.

Jego zdaniem szczególnie nieprecyzyjne wydaje się ujęcie towarów z kategorii części do samochodów i motocykli poprzez odniesienie do kategorii PKWiU obejmujących handel hurtowy i detaliczny. – Problemem może być też podobne odniesienia np. dla usług budowlanych. Trudności te mogłaby zlikwidować nowa matryca VAT, ale na nią najwyraźniej nie możemy liczyć w najbliższej przyszłości – podsumowuje Krzysztof Ugolik. ©℗

opinia

Sankcje niewspółmierne do przewinienia

Nabywca, który zamiast zastosować mechanizm podzielonej płatności, zapłaci dostawcy tradycyjnym przelewem, będzie musiał liczyć się z dodatkowym zobowiązaniem podatkowym w wysokości 100 proc. podatku wykazanego na fakturze. To oznacza, że prawo do odliczenia podatku naliczonego stanie się w takim przypadku całkowicie iluzoryczne. Dodatkowo przedsiębiorca nie będzie miał prawa zaliczenia wydatku do kosztów uzyskania przychodów. Jest to kolejny przypadek, kiedy podatnik poniesie negatywne skutki w podatku dochodowym z powodu błędnego sposobu dokonania płatności. Już w 2017 r. wprowadzono taką sankcję w stosunku do płatności dokonanych wbrew przepisom, bez pośrednictwa rachunku bankowego. Do tego dojdzie grzywna z kodeksu karnego skarbowego. Moim zdaniem wysokość tych sankcji wydaje się niewspółmierna do skali przewinienia, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę zwykłe pomyłki podatników przy dokonywaniu płatności. Warto zwrócić uwagę, że projekt nie przewiduje trybu korekty takich błędów, która pozwoliłaby na uniknięcie kar. 

Etap legislacyjny

Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw – w konsultacjach publicznych\

]]


KAS nie może już przetwarzać danych podatników bez ich wiedzy i zgody

May 20 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Co do zasady, Krajowa Administracja Skarbowa może przetwarzać dane podatników. Uprawnienie to jest jednak ograniczone przepisami prawa do konkretnych przypadków. Chodzi o ich gromadzenie i przetwarzanie w ramach postępowania skarbowego lub w związku z realizacją zadań z zakresu bezpieczeństwa publicznego.

Podobnie jak w przypadku Ordynacji podatkowej, nie pominięto obowiązku informacyjnego także w przypadku KAS w toku wdrażania RODO. Funkcjonariusze wykonują obowiązek informacyjny RODO poprzez udostępnienie informacji o przetwarzaniu danych w siedzibie organu lub na stronie internetowej tego organu lub na stronie BIP.

RODO 2019. Plusy i minusy zmian od 4 maja>>>

Obowiązki związane z RODO nie mogą kolidować z obowiązkami funkcjonariuszy, i w żaden sposób nie wpływają na przebieg i wynik procedur podejmowanych przed tymi organami (prowadzone kontrole celno-skarbowe, audyt, czynności audytowe, urzędowe sprawdzenie)

Co istotne, z ustawy zniknął zapis upoważniający organy KAS do przetwarzania danych osobowych bez wiedzy i zgody osoby, której dane dotyczą.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Implementacja RODO wymagała nie tylko ogólnych zmian w ustawie o KAS, ale także wprowadzenia przepisów, które umożliwią zabezpieczenie przetwarzanych danych. Wprowadzono zapis, zgodnie z którym przetwarzanie danych osobowych przez osoby zatrudnione lub pełniące służbę w KAS odbywa się tylko na podstawie pisemnego upoważnienia i tylko w zakresie niezbędnym do realizacji zadań powierzonych tym osobom. Ustawodawca wymaga także od KAS zapewnienia minimalnego zakresu zabezpieczeń w celu zapewnienia ochrony danych.

Centralny Rejestr Danych Podatkowych

To największa baza danych, która pomaga funkcjonariuszom KAS wypełniać swoje obowiązki. Rejestr ten służy do gromadzenia oraz przetwarzania danych wynikających z deklaracji podatkowych, decyzji organów podatkowych, tytułów wykonawczych, wyników analiz ryzyka i innych dokumentów, którymi posługuje się KAS. Nowela jasno wskazuje, kto jest upoważniony by korzystać z tej bazy. Dostęp do niej ma: Szef Krajowej Administracji Skarbowej, dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, dyrektor izby administracji skarbowej, naczelnik urzędu skarbowego oraz naczelnik urzędu celno-skarbowego. Zawężenie kręgu upoważnionych do wglądu do rejestru ma sprzyjać ochronie zawartych w nim danych.

RODO Jak przygotować się do kontroli>>>

W ustawie wyjątkowo kładzie się nacisk na ochronę danych wrażliwych. Dane tej kategorii, co do zasady, także mogą być przetwarzane przez KAS w ściśle określonych przypadkach. Mogą być one przetwarzane tylko wtedy, gdy jest to niezbędne ze względu na zakres lub charakter postępowania lub przeprowadzanych czynności. Prawo do gromadzenia takich danych musi wynikać z przepisów prawa i być uzasadnione ważnym interesem publicznym. Wprowadzenie takiej regulacji było zatem niezbędne, aby działania organów KAS pozostawały w zgodzie z przepisami RODO.

Dane wrażliwe, czyli jakie?

dane osobowe ujawniające pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub światopoglądowe, przynależność do związków zawodowych oraz dane genetyczne, dane biometryczne gromadzone w celu jednoznacznego zidentyfikowania osoby fizycznej lub dane dotyczące zdrowia, seksualności lub orientacji seksualnej tej osoby dane osobowe dotyczące wyroków skazujących i czynów zabronionych ]]


Podatki stare i nowe. Czy tak wiele zmieniło się przez ostatnie 30 lat? [OPINIA]

May 19 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

4 czerwca 1989 r. odbyły się w Polsce pierwsze po II wojnie światowej częściowo wolne wybory. Zapoczątkowały one proces przemian politycznych, który doprowadził do zmiany ustroju. W tym roku mija 30 lat od tego wydarzenia. #30LatWolności to cykl, w którym chcemy pokazać, jak na przestrzeni tych lat zmieniała się Polska. Pokażemy m.in. jaką transformację przeszły miejsca, w których żyjemy, jak zmieniało się prawo czy gospodarka. Wreszcie, jak zmieniliśmy się my sami.

Jaka jest różnica między PRL-wskim podatkiem wyrównawczym a daniną solidarnościową? Czy w obliczu kolejnych programów socjalnych powrót do „bykowego” jest nierealny? Oto jak zmieniał się system podatkowy przez ostatnie 30 lat.

Centralne sterowanie przez podatki

Do 1993 roku niejako odpowiednikiem dzisiejszego podatku od towarów i usług był podatek obrotowy. Wówczas podstawę opodatkowania stanowił jedynie przychód ze sprzedaży danego dobra. Nie chodziło bowiem tylko o wpływy do budżetu, ale o możliwość kontroli tzw. prywaciarzy. Zgodnie z ideą gospodarki centralnie sterowanej, podatek ten nakładany był w sposób uznaniowy. Dzięki podatkom państwo może bowiem kreować popyt. Im mniejsze obciążenie fiskalne na daną usługę lub produkt, tym większe zainteresowanie. Brzmi znajomo? Uznaniowość tak dobrze znana w okresie PRL-u, dziś znajduje odzwierciedlenie w ustawie o VAT. Wystarczy spojrzeć na zróżnicowanie stawek podatku.

Progresja podatkowa wciąż w modzie

Kwintesencją minionego ustroju był podatek wyrównawczy. W latach 1958-1991 każdy, kto zarobił więcej niż wynikało to z odgórnie ustalonego limitu, został obciążony dodatkowym podatkiem od „nadwyżki”. Dotyczył on zarówno tzw. „wolnych zawodów” (artystów, adwokatów itp.), jak i osób zatrudnionych w tzw. gospodarce społecznej. Im większe zarobki ponad normę, tym większa kwota podatku. Można było wówczas także korzystać z ulg i odliczeń. Czy zatem tak wiele zmieniło się odkąd w życie weszły ustawy o podatkach dochodowych? Istotą obowiązującego dziś progresywnego opodatkowania jest przecież proporcjonalnie wyższe obciążenie fiskalne osób o największych zarobkach. W imię tzw. równości pionowej, dziś również korzystamy z preferencji podatkowych, które trudno traktować inaczej niż w kategorii przywileju.

Dążenie do równości płac odbiło się nie tylko na zarobkach podatników, ale także firm dbających o wynagrodzenia pracowników. Podatek od ponadnormatywnych wypłat wynagrodzeń zapisał się na kartach historii jako tzw. „popiwek”. Dotyczył on przedsiębiorstw, które przekroczyły dopuszczalny poziom wzrostu płac. Należność ta nie obciążała bezpośrednio pracowników i była narzędziem w walce z hiperinflacją. Mimo to, podatek ten podzielił społeczeństwo. Podstawę opodatkowania stanowiło zwiększenie funduszu płac – bez względu na to, czy było ono następstwem zatrudnienia nowych pracowników, czy podwyżek. Zdaniem związków zawodowych, jego wprowadzenie przyczyniło się do obniżenia płac i hamowania rozwoju gospodarki. Ostatecznie, w latach 90. zrezygnowano z tego pomysłu i zlikwidowano „popiwek”.

Nie mniej kontrowersji budzą obecne plany wprowadzenia nowych podatków. Czym różni się PRL-owski podatek wyrównawczy od daniny solidarnościowej? Cel niewątpliwie jest słuszny. Pomoc w zapewnieniu godnego bytu osobom niepełnosprawnym i ich opiekunom powinna leżeć w interesie państwa. Wątpliwe są jednak metody pozyskiwania nowych środków w budżecie. W dobie skutecznej egzekucji podatków i rozszerzania wydatków socjalnych sięganie do kieszeni lepiej zarabiających podatników powinno być ostatnim możliwym rozwiązaniem.

Bykowe, czyli z rodziną najlepiej wychodzi się na podatkach

Prawie 70 lat temu do ustawy o podatku od wynagrodzeń wprowadzono tzw. bykowe. To podatek uiszczany przez singli niemających na utrzymaniu dzieci, który obowiązywał do 1989 roku. Chodziło o podwyższenie podatku o 20 proc. dla podatników w wieku ponad dwadzieścia pięć lat, nieżonatych, niemających na utrzymaniu dzieci i pobierających wynagrodzenie przekraczając określony w danym roku próg. Temat „bykowego” niespodziewanie wrócił przy okazji wdrażania programu „Mieszkanie plus”.

„Prywatnie uważam, że osoby samotne powinny płacić „bykowe”, bo to by skłoniło ich do założenia rodziny. Mówię pół żartem, pół serio, bo chciałbym, by Mieszkanie+ było przede wszystkim programem dla rodzin. W ustawie jednak ujęliśmy to w taki sposób, że dopłaty wypłacane będą nie tylko rodzinom w klasycznym tego słowa znaczeniu”.

To fragment rozmowy z wiceministrem Arturem Soboniem dla portalu Fakt24.pl. Słowa wypowiedziane „pół żartem, pół serio” podzieliły jednak społeczeństwo. Choć szanse na powrót „bykowego” są niewielkie, nie sposób nie zauważyć, że to małżeństwa są dziś na uprzywilejowanej pozycji. A z perspektywy ulg podatkowych – wielodzietne rodziny. Osoby żyjące „na kocią łapę” nie mają szans na wspólne rozliczenie PIT. Małżeństwa, szczególnie o zróżnicowanych dochodach, mogą uniknąć 32 proc. stawki podatku rozliczając się wspólnie. Ponadto mogą skorzystać z ulgi na dzieci w PIT, nie wspominając już o programach tj. 500 plus, 300 plus, mieszkanie plus etc.

Sprawiedliwość, przynajmniej w podatkach, nie jest i nie była pojęciem neutralnym. Świadczą o tym preferencje podatkowe, które z istoty czynią daną grupę podatników uprzywilejowaną. Przykłady odnajdziemy chociażby w „piątce Kaczyńskiego". Rząd szykuje zwolnienie z PIT dla pracowników do 26 roku życia. Podatku nie odprowadzą osoby zarabiające mniej niż 42,7 tys. zł rocznie pod warunkiem, że nie prowadzą własnej działalności. Ceną przedsiębiorczości milionerów będzie z kolei ekstra 4 proc. stawka podatku. Podobne przykłady można dziś mnożyć. Czy planowana w ten sposób redystrybucja dochodów jest sprawiedliwa? Pytanie to pozostaje aktualne bez względu na epokę, tak jak dążenie do (pozornej) równości zawsze stanowić będzie ponadczasowe kryterium wprowadzania podatków.

]]


Ordynacja podatkowa a przetwarzanie danych. Skarbówka działa niezależnie od RODO

May 18 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Ordynacja podatkowa w zakresie ochrony danych osobowych precyzuje wymogi dot. obowiązku informacyjnego i zasady, na jakich żądać można od administratora ograniczenia przetwarzania danych.

Obowiązek informacyjny wynika z art. 13 rozporządzenia ws. RODO. Przepis wskazuje na informacje, jakie administrator podczas pozyskiwania danych powinien przedstawić osobie, której te dane dotyczą. Należy wówczas wskazać m.in. cel przetwarzania danych, informacje o zamiarze przekazania ich innym podmiotom, w tym zagranicznych oraz informacje o odbiorcach tych danych. W kolejnym punkcie wskazano na obowiązek poinformowania osoby, której dotyczą dane m.in. o okresie, przez który pozyskane informacje będą przechowywane.

RODO 2019. Plusy i minusy zmian od 4 maja>>>

Zgodnie z art., 18 aktu, osoba, której dane dotyczą, ma prawo żądania od administratora ograniczenia przetwarzania w wymienionych w dokumencie przypadkach. Rozporządzenie mówi o sytuacji, w których podmiot, którego dotyczą dane, kwestionuje ich prawidłowość. Odwołać się można także w przypadku, gdy przetwarzanie danych odbywa się w sposób niezgodny z prawem. Jeżeli wówczas przetwarzanie danych zostanie ograniczone, takie dane osobowe można przetwarzać, z wyjątkiem przechowywania, wyłącznie za zgodą osoby, której dane dotyczą lub z uwagi na ważne względy interesu publicznego Unii lub państwa członkowskiego – czytamy w rozporządzeniu.

Jak przepisy o RODO mają się do Ordynacji podatkowej?

Kluczowym jest stwierdzenie zawarte w art. 1a Ordynacji. Zgodnie z nim, wykonywanie obowiązku informacyjnego odbywa się niezależnie od ustawowych obowiązków organów podatkowych. Co więcej, obowiązki wynikające z RODO nie powinny wpływać na tok i wynik procedur podatkowych. Przepisy dotyczące prawa do żądanie od administratora ograniczenia przetwarzania danych osobowych także nie kolidują z obowiązkami skarbówki. Wyraźnie zatem oddzielono obowiązki podatkowe od tych związanych z RODO. Zapobiega to ewentualnej kolizji przepisów, która mogłaby się na tym tle pojawić.

Dostęp do akt sprawy nadal nieograniczony

Na podstawie art. 178 Ordynacji podatkowej, stronie przysługuje prawo dostępu do akt sprawy podatkowej, czyli prawo wglądu do akt oraz prawo do sporządzania notatek, odpisów i kopii. Art. 15 rozporządzenia o RODO także świadczy o prawie interesanta do informacji.

RODO Jak przygotować się do kontroli>>>

Przepis ten również dotyczy prawa do uzyskania dostępu do przetwarzanych przez administratora danych osobowych. Ustawodawca postanowił, że obydwie regulacje są równoprawne. Zastosowanie jednej nie wyklucza prawa do skorzystania z drugiej.

Dane w służbie walki z wyłudzaniem podatków

Nowo dodany art. 119 Ordynacji podatkowej wskazuje, że przetwarzanie danych dla celów ustalenia wskaźnika ryzyka nadużyć podatkowych może opierać się na danych osobowych ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne oraz dane biometryczne. Istotne jest tylko, aby przetwarzanie tych danych było zgodne z działem IIIB Ordynacji podatkowej, czyli było niezbędne do osiągnięcia celu, jakim jest przeciwdziałanie wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych. RODO dopuszcza taką możliwość w ściśle określonych przypadkach: jeśli jest to umotywowane interesem publicznym i działanie to jest proporcjonalne do wyznaczonego celu. Nowelizacja formułuje zatem granice upoważnienia ustawowego dla przetwarzania wrażliwych danych osobowych.

]]


UE bez porozumienia ws. przepisów dotyczących akcyzy od alkoholu

May 17 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

"Bardzo trudno mi przemilczeć moje rozczarowanie, że nie osiągnęliśmy porozumienia w sprawie pakietu dotyczącego akcyzy" - powiedział na konferencji prasowej Eugen Teodorovici, minister finansów Rumunii, sprawującej do końca czerwca prezydencję w Radzie UE.

Zgodnie z unijnymi przepisami dochody z podatku akcyzowego przypadają w całości krajowi, w którym jest on uiszczany. Od 1992 r. kraje UE dysponują wspólnymi przepisami, aby wszędzie w UE akcyza była stosowana w ten sam sposób i do tych samych wyrobów.

W ub.r. Komisja Europejska zaproponowała, by drobni producenci alkoholu i producenci trunków rzemieślniczych mieli dostęp do nowego, ogólnounijnego systemu certyfikacji potwierdzającego status niezależnych, drobnych producentów w całej Unii. Dzięki temu mogliby oni korzystać z obniżonych stawek akcyzy.

Rumuński minister powiedział, że dla państw członkowskich rozwiązania te byłyby opcjonalne - kraje nie musiałyby ich stosować lub mogłyby stosować akcyzę na niższym poziomie. "Wzory konsumpcji różnią się w różnych krajach. Nasza propozycja zmierza do tego, by brać pod uwagę różnice regionalne, gdzie alkohole takie jak piwo, czy wino są konsumowane w mniejszym stopniu" - zaznaczył Teodorovici.

Zmiany prawne w dwóch oddzielnych dyrektywach miały też na celu ułatwienie życia małym i średnim firmom. Chodzi m.in. o korzystanie z nowoczesnych systemów informatycznych oraz zniesienie obowiązku zatrudniania przedstawicieli podatkowych. Rumuńska prezydencja chciała wypracować porozumienie pakietowe, jednak jej się to nie udało.

"Chcieliśmy zawrzeć w przepisach wszystkie wnioski, które zostały położne na stole przez państwa członkowskie. Pomimo, że prawie wszystkie problemy są rozwiązane, jest oczywiste, że państwa członkowie nie chcą postępu w sprawie napojów alkoholowych produkowanych na własny użytek" - oświadczył Teodorovici.

Projekt przewiduje też podniesienie progu dla piwa o niższej zawartości alkoholu, które może być objęte obniżonymi stawkami podatkowymi, z 2,8 proc. obj. do 3,5 proc. obj. Cel to zachęcenie browarników do innowacyjności i tworzenia nowych produktów. W założeniach unijnych ekspertów powinno to skłonić konsumentów do wybierania napojów alkoholowych o niskiej zawartości alkoholu zamiast standardowych wysokoprocentowych alkoholi, co powinno ograniczyć spożycie.

Polska opowiadała się za tym, by dwie dyrektywy traktować oddzielnie. Minister finansów Teresa Czerwińska zauważyła, że w sprawie dyrektywy dotyczącej harmonizacji struktury podatku akcyzowego potrzebne są dalsze dyskusje. "Nie powinniśmy wprowadzać tych derogacji, w których efekcie mielibyśmy zwielokrotnienie różnych limitów w UE" - oświadczyła w trakcie posiedzenia.

Wpływy z podatków akcyzowych stanowią ok. 5–18 proc. dochodów podatkowych lub 2–5 proc. PKB państw członkowskich. Państwa członkowskie UE mogą swobodnie ustalać stawki według własnego uznania, pod warunkiem że przestrzegają ogólnounijnych progów minimalnych.

]]


Ustawa zmniejszająca tzw. podatek miedziowy z podpisem prezydenta

May 17 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Chodzi o nowelizację ustawy autorstwa posłów PiS o podatku od wydobycia niektórych kopalin, uchwaloną przez Sejm 12 kwietnia. Ustawa wejdzie w życie pierwszego dnia miesiąca następującego po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia.

Zdaniem autorów ustawy, jej skutkiem finansowym będzie obniżenie wpływu do budżetu państwa o szacunkową kwotę 180 mln zł w 2019 roku oraz 240 mln zł w latach kolejnych. Według KGHM, w sumie z tytułu podatku firma zapłaciła ponad 11 mld zł.

Według autorów ustawy obniżenie wymiaru podatku udostępni dodatkowe fundusze KGHM Polska Miedź, które istotnie przełożą się na długoterminową stabilność i rozwój spółki. Uwolnione fundusze umożliwią zwiększone inwestycje w eksplorację i eksploatację złóż rud miedzi.

Podczas prac nad ustawą jej autorzy zapowiadali, że nowelizacja stanowi "pierwszy krok w kierunku dalszego sukcesywnego obniżania tego podatku, by był na poziomie takim, jak jest mniej więcej średnia w tych krajach, w których ten podatek obowiązuje" i "jeżeli tylko budżet na to pozwoli, będą składać kolejne wnioski o obniżenie tego podatku".

W uzasadnieniu nowych przepisów napisano, że podatek od niektórych kopalin wywiera istotny, negatywny wpływ na sytuację KGHM, gdyż jego potęgowa konstrukcja i wysokość ograniczają możliwości inwestycyjne spółki, zagrażając możliwości utrzymania wielkości produkcji niezbędnej do stabilnego funkcjonowania. Przywoływali, że KGHM zatrudnia ponad 33 tys. pracowników i jest kluczowym podmiotem gospodarczym nie tylko w regionie, ale w całej Polsce.

Podatek od wydobycia niektórych kopalin (miedzi i srebra) jest pobierany w Polsce od 18 kwietnia 2012 r. Wielkość podatku, który wpływa do budżetu państwa, zależy od: wartości surowców na rynku światowym, od kursu dolara amerykańskiego, w którym miedź i srebro są notowane na giełdzie oraz od wolumenu wydobycia. Podstawę opodatkowania stanowi ilość miedzi oraz srebra zawarta w wyprodukowanym koncentracie. Obniżenie podatku od niektórych kopalin o 15 proc. było jednym z punktów umowy zawartej w woj. dolnośląskim między PiS a Bezpartyjnymi Samorządowcami po ubiegłorocznych wyborach samorządowych. Ponadto w ub. roku rząd przyjął projekt umożliwiający firmom wydobywczym dokonywanie darowizn w wysokości do 5 proc. wartości podatku od kopalin na rzecz lokalnych samorządów.

]]


Rząd nie pozostawia złudzeń. Po uprawomocnieniu wyroku sieci handlowe będą opodatkowane

May 17 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

W czwartek Polska w Sądzie Unii Europejskiej wygrała sprawę przeciwko Komisji Europejskiej dotyczącą podatku od sprzedaży detalicznej. Zdaniem sądu "KE popełniła błąd", uznając ten podatek za niedozwoloną pomoc publiczną. Decyzja Sądu UE oznacza, że Polska będzie mogła znów pobierać podatek handlowy, który dotychczas był zawieszony.

Kopcińska była pytana w radiowej Trójce, czy rząd planuje korekty w podatku handlowym, by nie uderzał on w konsumentów. "On w żaden sposób nie uderzy w konsumentów, chcemy tylko i wyłącznie równosci, czyli: ci, którzy pracują, handlują w Polsce, w Polsce płacą podatki. Konsument na tym nie ucierpi" - oświadczyła.

"Czekamy na uprawomicnienie się wczorajszego, korzystnego dla Polski wyroku. Kiedy on się uprawomocni, wielkie sieci handlowe będą opodatkowane, tak, jak zaproponował to rząd polski, bo nie godzimy się na to, żeby była nierówność w zakresie płacenia podatków tych wszystkich, którzy w Polsce pracują, zarabiają" - podkreśliła.

Ustawa o podatku od sprzedaży detalicznej zakładała wprowadzenie dwóch stawek podatku od handlu: 0,8 proc. od przychodu między 17 mln zł a 170 mln zł miesięcznie i 1,4 proc. od przychodu powyżej 170 mln zł miesięcznie. Podatek miał obowiązywać od września 2016 roku. KE we wrześniu 2016 roku wszczęła postępowanie o naruszenie prawa unijnego przez Polskę w związku z wprowadzeniem podatku. Bruksela argumentowała wtedy, że jego konstrukcja może faworyzować mniejsze sklepy, co może być uznane za pomoc publiczną. Stwierdziła następnie, że podatek został wprowadzony w życie w sposób niezgodny z prawem. Wydała też nakaz zawieszenia stosowania podatku do czasu zakończenia jego analizy przez urzędników w Brukseli.

Polska nie zgodziła się z tym stanowiskiem, ale pobór podatku został zawieszony. Na przełomie listopada i grudnia 2016 roku skierowała do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę na decyzję KE. Przekonywano w niej, że KE dokonała błędnej kwalifikacji podatku jako pomocy państwa. Polska zaskarżyła decyzję KE w całości. Zarzuciła też w niej KE m.in. naruszenie unijnego prawa poprzez nakazanie niezwłocznego zawieszenia stosowania progresywnej skali polskiego podatku od sprzedaży detalicznej. Resort finansów argumentował wtedy, że reakcja KE może być uznana za dyskryminację Polski w kontekście podobnych podatków funkcjonujących we Francji i Hiszpanii.

W czwartkowym wyroku Sąd UE uznał, że KE się pomyliła. Doszedł do wniosku, że KE "nie mogła słusznie wywieść istnienia selektywnych korzyści towarzyszących podatkowi od sprzedaży detalicznej z samej tylko progresywnej struktury tego nowego podatku".

]]


Wyroki TK, TSUE i uchwały NSA to za mało. Przedawnienie wciąż budzi spory

May 17 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Najwięcej kontrowersji budzi wszczynanie postępowań karnych skarbowych w celu niedopuszczenia do przedawnienia.

Naczelny Sąd Administracyjny i oba trybunały przesądziły już mnóstwo kwestii związanych z przedawnieniem. Wiele – na korzyść podatników. Ale miesiąc temu pojawił się nowy problem.

Nie ulega wątpliwości, że w przypadku przepisów o przedawnieniu zobowiązań podatkowych problemem jest zarówno ich obecna treść, jak i sposób ich stosowania przez urzędników. Cóż z tego bowiem, że zgodnie z art. 70 ordynacji podatkowej zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem pięciu lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku, jeśli przepis ten jest martwy. W praktyce termin może być bowiem wydłużany bez ograniczeń, a zobowiązanie podatkowe może być egzekwowane nawet po kilkunastu latach! Jak to możliwe? Otóż wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo lub wykroczenie skarbowe powoduje zawieszenie biegu terminu przedawnienia, a zastosowanie środka egzekucyjnego przerwanie jego biegu. Przepisy pozwalają zaś na wszczynanie postępowania karnoskarbowego nawet w ostatnim dniu przed przedawnieniem zobowiązania podatkowego. Nic dziwnego, że podatnicy od lat walczą, aby przedawnienie zobowiązań podatkowych nie było fikcją. Kolejne orzeczenia sądów administracyjnych, Trybunału Konstytucyjnego i Trybunału Sprawiedliwości UE pozwoliły usunąć tylko część wątpliwości. Pojawiła się jednak nadzieja, że podatnicy nie będą w swej walce osamotnieni. Rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw złożył bowiem niedawno wnioski o wszczęcie postępowań dyscyplinarnych wobec urzędników, którzy wydali decyzje o wszczęciu postępowania karnoskarbowego jedynie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Co istotne, problem dostrzega też Ministerstwo Finansów, które w projekcie nowej ordynacji podatkowej proponuje odmienne od dotychczasowych regulacje w tym zakresie. Szkoda tylko, że resort nie zdecydował się na znowelizowanie obecnych przepisów, gdyż podatnicy będą musieli czekać co najmniej półtora roku na wejście w życie nowych regulacji. 

Istota problemu pozostaje nierozwiązana

Od czterech lat Naczelny Sąd Administracyjny podejmuje co rok co najmniej jedną uchwałę związaną z przedawnieniem zobowiązań podatkowych. A to nie koniec, bo podatnicy czekają już na kolejną uchwałę i kolejny wyrok Trybunału Konstytucyjnego. W najnowszej uchwale – z 18 marca 2019 r. (sygn. akt I FPS 3/18) – NSA wyjaśnił, komu należy doręczać zawiadomienie o zawieszeniu biegu przedawnienia wskutek wszczęcia postępowania karnego skarbowego. Orzekł, że jeżeli podatnik ma ustanowionego pełnomocnika, to fiskus nie może go pominąć przy doręczeniu zawiadomienia. – Jeśli pominie i wyśle pismo bezpośrednio do podatnika, to bieg terminu przedawnienia nie zawiesza się – stwierdził NSA. Problem w tym, że to kolejna uchwała, która dotyczy pobocznej kwestii, czyli komu doręczyć zawiadomienie. 

Przypomnijmy, że uchwały i rozstrzygnięcia TK czy Trybunału Sprawiedliwości UE (bo już nawet unijny trybunał rozstrzygał jedną ze spraw związanych z przedawnieniem) zapadają, gdy sądy nie są w stanie ustalić, jak należy stosować określone przepisy (jaka wykładnia jest prawidłowa). Tylko jak mają stosować regulacje o przedawnieniu podatnicy, skoro co roku zapada co najmniej jedna uchwała NSA, nie wspominając o wyrokach w zwykłych sprawach? W dodatku w toczących się postępowaniach pojawiają się kolejne kwestie sporne, wymagające rozstrzygnięcia.

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU. CZYTAJ WIĘCEJ NA EDGP>>>

]]


Polska wygrała z KE ws. podatku handlowego. "Komisja popełniła błąd, uznając sporny środek za pomoc państwa"

May 16 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Wyrok nie jest ostateczny, przysługuje od niego odwołanie.

Na przełomie listopada i grudnia 2016 roku Polska skierowała do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę na decyzję KE w sprawie podatku handlowego. Jak podkreślono w skardze, KE dokonała błędnej kwalifikacji podatku jako pomocy państwa.

Wcześniej, we wrześniu 2016 roku, KE wszczęła postępowanie o naruszenie prawa unijnego przez Polskę w związku z wprowadzeniem podatku handlowego. Bruksela argumentowała wtedy, że jego konstrukcja może faworyzować mniejsze sklepy, co może być uznane za pomoc publiczną.

KE wydała też nakaz zawieszenia stosowania podatku do czasu zakończenia jego analizy przez urzędników w Brukseli. Stwierdziła następnie, że podatek stanowi pomoc państwa niezgodną z rynkiem wewnętrznym oraz że został on wprowadzony w życie w sposób niezgodny z prawem.

Polska zaskarżyła decyzję KE w całości. Zarzuciła też w niej KE naruszenie unijnego prawa poprzez nakazanie niezwłocznego zawieszenia stosowania progresywnej skali polskiego podatku od sprzedaży detalicznej.

Sąd UE uznał, że KE się pomyliła. "W konsekwencji Sąd stwierdził nieważność decyzji końcowej Komisji" – podano w komunikacie TSUE.

Sąd UE jest jednym z dwóch organów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

]]


Wyrok TSUE może wywrócić system do góry nogami. Chodzi o VAT i karty paliwowe w Polsce

May 16 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

To niedobra wiadomość zarówno dla podmiotów oferujących karty paliwowe (niebędących koncernami paliwowymi), jak i ich klientów. Oznacza bowiem, że jedni i drudzy nie mają prawa odliczać VAT od transakcji z użyciem plastiku. Takie są skutki zwolnionej z VAT usługi finansowej.

Zdaniem ekspertów wczorajszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (sygn. C-235/18) może wywrócić do góry nogami dotychczasowe rozliczenia VAT związane z kartami paliwowymi. Takie karty oferuje dziś wiele podmiotów, np. towarzystwa leasingowe, firmy zarządzające flotami służbowych samochodów. Ze względu na skalę działalności są w stanie wynegocjować lepsze ceny od koncernów paliwowych.

Nie można wykluczyć, że powołując się na to orzeczenie, fiskus będzie kwestionował dotychczasowe, błędne, jak się okazuje, rozliczenia wystawców kart paliwowych i ich klientów. Skutek byłby więc nie tylko na przyszłość, lecz także wstecz.

Trzy strony transakcji

Chodzi o transakcje, w których udział biorą co najmniej trzy podmioty: koncern paliwowy, podmiot udostępniający karty paliwowe oraz ich użytkownicy.

Z reguły działa to tak, że użytkownicy kart bezgotówkowo zaopatrują się w paliwo na stacjach danego koncernu. Ten następnie podlicza zakupy i wystawia fakturę na firmę udostępniającą karty paliwowe. A ta z kolei wystawia faktury użytkownikowi kart, którego pracownicy tankowali paliwo do samochodu.

W sprawie, której dotyczy wyrok TSUE, chodziło o austriacką spółkę Vega International, która wydawała imienne karty paliwowe m.in. kierowcom polskiej spółki zależnej Vega Poland. Spółka austriacka dostawała od polskich dostawców paliwa faktury z wykazanym VAT. Pod koniec każdego miesiąca refakturowała je na Vega Poland i doliczała opłatę w wysokości 2 proc.

Vega Poland mogła albo skompensować faktury za karty paliwowe z fakturami wystawionymi na spółkę austriacką, albo sama opłacić faktury paliwowe w terminie do trzech miesięcy.

Następnie spółka austriacka występowała do polskiego urzędu skarbowego o zwrot VAT.

Kredyt czy dostawa

Wątpliwości dotyczyły tego, jak traktować firmę udostępniającą karty paliwa (Vega International). Czy jako podmiot uczestniczący w łańcuchu dostaw? Wtedy zarówno wystawca kart (Vega International), jak i ich nabywca (Vega Poland) mieliby prawo do odliczenia VAT zawartego w cenie paliwa. Czy jako świadczącego usługę kredytowania? Wtedy mielibyśmy do czynienia z usługą finansową, zwolnioną z VAT, co oznaczałoby, że żadna ze spółek – ani Vega International, ani Vega Poland – nie mogłaby odliczyć VAT zawartego w cenie paliwa.

To usługa kredytowania

Trybunał uznał, że wystawca kart (Vega International) świadczy usługę kredytową zwolnioną z VAT. W żadnym momencie bowiem nie dysponuje paliwem jak właściciel. Towar nabywa użytkownik karty (Vega Poland) bezpośrednio od koncernów paliwowych. To on wybiera, od którego dostawcy kupi paliwo, w jakiej ilości i kiedy. Dzięki karcie może jedynie zapłacić za nie w terminie do trzech miesięcy lub skompensować ze zobowiązaniami wobec austriackiej spółki matki.

Vega International świadczy zatem usługę finansową na rzecz Vega Poland, finansując z góry zakup paliwa, a zatem działając w tym zakresie tak jak zwykła instytucja finansowa lub kredytowa – orzekł TSUE.

Wątpliwości od lat

Pytanie w tej sprawie zadał trybunałowi w listopadzie 2017 r. Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt I FSK 63/16).

Problem pojawił się jednak dużo wcześniej. W 2012 r., orzekając po raz pierwszy w tej sprawie, NSA uznał, że transakcje z użyciem kart paliwowych nie dają prawa do odliczania VAT (sygn. akt I FSK 1177/11). Argumentem był dla niego wyrok TSUE z 6 lutego 2003 r. w sprawie Auto Lease Holland (sygn. C-185/01). Trybunał orzekł wtedy, że nie dochodzi do dostawy towarów, gdy leasingobiorca tankuje na stacjach paliw wyleasingowane auto, robiąc to w imieniu i na rachunek firmy leasingowej. W takiej sytuacji leasingodawca jedynie kredytuje zakup – stwierdził TSUE.

NSA uznał, że podobnie działają karty paliwowe. Potem jednak, pod koniec 2014 r., złagodził swoje stanowisko (np. w wyroku o sygn. akt I FSK 1478/13). Stwierdził, że nie można z góry przesądzać, iż jest to usługa finansowa. Trzeba najpierw badać, czy wystawca karty ma wpływ na istotne elementy transakcji (tj. cenę, warunki nabycia paliwa itp.).

Ostatecznie sąd kasacyjny uznał, że sprawą powinien zająć się TSUE. 

opinie

Podatnicy muszą sprawdzić swoje rozliczenia

Wyrok TSUE z pewnością wpłynie na rynek kart paliwowych emitowanych przez podmioty inne niż koncerny paliwowe (na potrzeby zakupu paliw na stacjach należących do danego koncernu). Podmioty udostępniające karty (emitenci), które rozliczały VAT na zasadach właściwych dostawie towaru (paliwa), będą musiały zmienić swoje praktyki. Z jednej strony pojawia się możliwość podważenia prawa do odliczenia VAT przez emitenta (z tytułu faktur wystawianych przez sprzedawcę paliwa) oraz korzystającego z kart (z tytułu faktur wystawionych przez emitenta). Z drugiej strony, skoro w świetle wyroku TSUE emitent świadczy usługi finansowe zwolnione z VAT, to może to oznaczać zmniejszenie zakresu prawa do odliczenia VAT u emitentów. Innymi słowy, będą oni musieli zastosować współczynnik VAT i obliczyć, jaką część podatku mogą odliczyć. Niewątpliwie warto, aby podatnicy przyjrzeli się swoim dotychczasowym rozliczeniom w omawianym zakresie. 

Popularność kart paliwowych może się zmniejszyć

W związku z wyrokiem TSUE karty paliwowe mogą być mniej chętnie wykorzystywane w praktyce. Orzeczenie może bowiem spowodować zwiększone zainteresowanie ze strony organów podatkowych weryfikacją rozliczeń u tych podatników, którzy korzystają z kart paliwowych. Jeśli organ uzna, że u danego podatnika znajdzie zastosowanie stanowisko TSUE, to zakwestionuje prawo do odliczenia podatku VAT z tytułu faktury VAT dokumentującej dostawę paliwa.

Moim zdaniem jednak możliwość zastosowania stanowiska zaprezentowanego przez TSUE zależy od analizy okoliczności konkretnej sprawy i nie może być dokonywana automatycznie. 

Wyrok nie przekreśla dostaw łańcuchowych

Nie należy uogólniać wniosków płynących z wyroku TSUE. Na rynku funkcjonuje wiele modeli rozliczeń kart paliwowych i nie można ich wszystkich klasyfikować tak samo tylko z tego powodu, że rozliczenia następują przy wykorzystaniu kart paliwowych. Trzeba zawsze sprawdzić, jaki charakter ma umowa i łączący strony stosunek prawny, czy emitent karty ma wpływ na sposób kształtowania ceny towaru lub warunki jego nabycia, czy jest obciążony obowiązkiem reklamacyjnym itd. Jak bowiem już wcześniej wskazywano w orzecznictwie NSA, dla uznania transakcji za łańcuchową nie jest konieczne, aby towar został fizycznie wydany każdemu kolejnemu nabywcy. Ważne jest jedynie to, aby każdy z nabywców uczestniczących w tym łańcuchu miał wpływ na istotne elementy transakcji i aby realnie był jej stroną. Dostawa łańcuchowa nie oznacza faktycznego wydania towaru na każdym etapie łańcucha ani nie musi oznaczać, że podmiot uznany za rozporządzający powinien rzeczywiście rozporządzać rzeczą w tym znaczeniu, iż powinien być świadomy wszystkich czynności związanych z dysponowaniem towarem, tj. np. kiedy i kto faktycznie obraca (obracał) towarem.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że podatnicy muszą teraz wykonać pracę domową, czyli zweryfikować posiadane umowy pod kątem wniosków płynących z wyroku. Trudno powiedzieć, czy dla rozliczeń takich jak ten opisany w wyroku fiskus będzie oczekiwał dostosowania rozliczeń podatkowych jedynie na przyszłość, czy też zacznie kwestionować rozliczenia za okresy przeszłe. Z pewnością natomiast wyrok TSUE daje mu do ręki istotne narzędzie. 

Jak działały dotychczas karty paliwowe

orzecznictwo

Wyrok TSUE z 15 maja 2019 r., sygn. C-235/18, w sprawie Vega International Car Transport and Logistic – Trading. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

]]


W sprawach dokumentacji księgowej nie ma interpretacji

May 15 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Spór toczyła spółka z branży nowych technologii. Liczyła na to, że otrzyma indywidualną interpretację prawa podatkowego w sprawie rozwiązania, które zamierzała wprowadzić. Chodziło o system elektronicznej rejestracji faktur i rachunków (ang. My Time and Expenses). Jej pracownicy mieli go wykorzystywać do rozliczania ponoszonych przez siebie wydatków, zwracanych im następnie przez spółkę (m.in. koszty przejazdów taksówkami, koleją, posiłków spożywanych podczas podróży służbowych, itp.).

Faktury i rachunki przekazywaliby spółce wyłącznie w formie elektronicznej przy użyciu aplikacji mobilnej, zamiast – jak dotychczas – w formie papierowej. Dokumenty miały być przechowywane na serwerze. Spółka podkreślała, że pozwoli jej to ograniczyć koszty i czasochłonność procesu związanego z archiwizacją dokumentów. Zapytała fiskusa, czy zgadza się na taki system dokumentowania wydatków ujmowanych w kosztach.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej odmówił wydania interpretacji. Stwierdził, że pytanie nie dotyczy przepisów prawa podatkowego, lecz rachunkowości. Po stronie spółki stanął Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Przypomniał, że do zaliczenia wydatków do kosztów istotne jest prawidłowe ich udokumentowanie. – Wprawdzie ustawa o CIT nie definiuje zasad dokumentowania wydatków, jednak z art. 9 tej ustawy wynika, że podatnik powinien prowadzić stosowne ewidencje, które mogą być analizowane przez organy podatkowe w celu weryfikacji poprawności rozliczenia – podkreślił sąd.

Stanowiska tego nie podtrzymał jednak sąd kasacyjny. Sędzia NSA Bogusław Woźniak powtórzył za fiskusem, że pytanie nie dotyczy prawa podatkowego. – Kwestia prowadzenia dokumentacji rachunkowych jest regulowana w ustawie o rachunkowości, nie jest to więc domena prawa podatkowego – podkreślił. 

orzecznictwo

Wyrok NSA z 8 maja 2019 r., sygn. akt II FSK 3789/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

]]


Luka w przepisach o podatku od budynków komercyjnych

May 15 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Taki wniosek płynie z interpretacji dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 26 kwietnia 2019 r., sygn. 0111-KDIB1-2.4010.37.2019.1.MS. Zdaniem ekspertów potwierdza ona, że ustawodawca nie przewidział sytuacji, w których powierzchnie będą wynajmowane na krótsze terminy niż wielomiesięczny.

Problem dotyczy podatku od przychodów z budynków (komercyjnych), a ściślej przepisów wprowadzonych od 2019 r. wskutek nowelizacji z 15 czerwca 2018 r., o zmianie przepisów o PIT, CIT oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz.U. poz. 1291). Zmieniony został wówczas art. 24b ustawy o CIT.

Z jego ust. 6 wynika, że gdy budynek został oddany do używania w części, przychód ustala się proporcjonalnie do udziału powierzchni użytkowej oddanej do używania w całkowitej powierzchni użytkowej tego budynku. Proporcję tę ustala się w pierwszym dniu miesiąca, bo ust. 6 odnosi się tu do ust. 3, gdzie mowa jest o pierwszym dniu każdego miesiąca.

Na kilka godzin też

Podatnik, który zwrócił się z wnioskiem o interpretację, chciał się upewnić, że podatek od przychodów z budynków w ogóle nie dotyczy krótkoterminowego wynajmu, np. na kilka godzin lub kilka dni. Wskazywał, że przychód ustala się proporcjonalnie do udziału powierzchni użytkowej oddanej do używania w całkowitej powierzchni użytkowej budynku w całym okresie rozliczeniowym, a okresem tym jest miesiąc. Dodatkowym argumentem miało być to, że ustawodawca nie przewidział w tym zakresie żadnej metodologii liczenia.

Dyrektor KIS uznał jednak, że podatek jest należny, jeżeli tylko w pierwszym dniu miesiąca powierzchnie były przedmiotem najmu.

Przypomniał, że jeżeli budynek został oddany w najem (dzierżawę) w części, to przychód ustala się proporcjonalnie do udziału powierzchni wynajętej (dzierżawionej) w całkowitej powierzchni użytkowej tego obiektu. Proporcję tę ustala się na pierwszy dzień każdego miesiąca, natomiast w miesiącu, w którym środek trwały został wprowadzony do ewidencji – na dzień wprowadzenia środka trwałego do ewidencji.

Nie ma przy tym znaczenia czas, na jaki zawarto umowę najmu – stwierdził dyrektor. Uznał więc, że nawet jeżeli powierzchnia jest wynajęta na kilka godzin lub dni, to podatek trzeba zapłacić, przy czym w kalkulacji należy wziąć pod uwagę powierzchnię objętą umową najmu (dzierżawy) na pierwszy dzień miesiąca.

Niedorzeczne przepisy

Michał Rodak, doradca podatkowy z Grant Thornton, zwraca uwagę na absurd, do którego prowadzą takie przepisy. – Jeżeli podatnik wynajmie powierzchnię nie pierwszego, lecz drugiego dnia miesiąca, to nie będzie musiał uwzględniać tego najmu w kalkulacji przychodów z budynku – wskazuje ekspert.

Jego zdaniem to absurd i z pewnością nie taki był cel ustawodawcy.

Do czego to może prowadzić? – Firmy zajmujące się krótkoterminowym najmem, np. sal konferencyjnych, specjalnie nie będą podpisywać umów na ich wynajem w pierwszym dniu miesiąca tylko po to, aby nie uwzględniać tego najmu przy obliczaniu podatku. Nie jestem przekonany, czy aby na pewno o to chodziło ustawodawcy – mówi Michał Rodak.

Łukasz Kupryjańczyk, doradca podatkowy z Thedy & Partners, wskazuje, że interpretacja dyrektora KIS wynika z literalnego brzmienia przepisów. A ustawodawca, konstruując przepisy, skoncentrował się na dłuższych umowach najmu. – Nie przewidział natomiast sytuacji, w której powierzchnie będą udostępniane np. na kilka lub kilkanaście godzin bądź dni – mówi ekspert.

Przestrzega jednak przed świadomym unikaniem najmu pomieszczeń pierwszego dnia miesiąca. Fiskus może bowiem to zakwestionować, sięgając po generalną klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania. Uzna, że podatnik postępuje w sposób sztuczny, w celu uniknięcia daniny od przychodów z budynków.

Kompleksowa usługa

Michał Rodak wskazuje też na kolejne problemy, które rodzi interpretacja dyrektora KIS.

Przykładowo nie wiadomo, jak należy uwzględnić przychody z krótkoterminowego najmu sali konferencyjnej, gdy jest on jedynie częścią składową kompleksowej usługi organizacja konferencji. Chodzi o takie sytuacje, gdy poza udostępnieniem sali podatnik zapewnia swoim klientom wiele innych świadczeń, np. obsługę muzyczną, wyżywienie, witanie gości itp.

– Czy w takiej sytuacji wynajem jest również objęty art. 24b ustawy o CIT? – zastanawia się ekspert.

Jego zdaniem przepis absolutnie wymaga doprecyzowania. – W obecnej formie może on powodować absurdalne zachowania podatników, tak jak wspomniane już niewynajmowanie powierzchni w pierwszym dniu miesiąca – mówi Michał Rodak. 

]]


Przedsiębiorca jak potencjalny przestępca. Nie ma prawa do błędu

May 14 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Resort przedsiębiorczości zaproponował w projekcie kolejnych ułatwień dla biznesu, by wprowadzić prawo do błędu. Miałoby ono polegać na tym, że w przypadku mniej istotnego naruszenia przepisów związanych z wykonywaną działalnością gospodarczą przedsiębiorca nie będzie podlegał karze, jeżeli stwierdzone naruszenie zostanie usunięte w wyznaczonym przez urzędników terminie. Z prawa do błędu mieliby korzystać tylko mikro, mali i średni przedsiębiorcy i jedynie przez rok od założenia działalności.

Propozycja Emilewicz wywołała w rządzie i centralnych urzędach furię.

– Minister przedsiębiorczości kolejny raz zostaje sprowadzony do narożnika przez tych, którzy żyją z przedsiębiorczości Polaków – komentuje Janusz Piechociński, minister gospodarki w latach 2012–2015.

Z prawa do błędu miały korzystać mikro, małe i średnie firmy

Twardo przeciwko pomysłowi Emilewicz oponuje resort finansów (wcześniej resort technologii zakwestionował pomysł MF wprowadzenia tzw. testu przedsiębiorcy). Rządowi „księgowi” uważają, że przecież firmy są zobowiązane do bezwzględnego przestrzegania przepisów. A gdy tego nie robią – naturalne wydaje się nałożenie kary pieniężnej.

„Ograniczenie możliwości ukarania określonej grupy podatników mandatem karnym w okresie 12 miesięcy od dnia podjęcia przez nich działalności gospodarczej stwarza zagrożenie nierzetelnego wykonywania przez nich obowiązków podatkowych w tym okresie i tym samym rozwiązanie to może naruszać zasadę równości i powszechności opodatkowania” – przekonuje MF. Podobnych argumentów używa kilkanaście innych urzędów. Jedni martwią się o bezpieczeństwo żywności. Inni o środowisko naturalne. Jeszcze kolejni o przestrzeganie praw pracowniczych.

– Wszyscy oni zapomnieli już słowa ówczesnego ministra rozwoju i finansów Mateusza Morawieckiego, który mówił o tym, że polski przedsiębiorca jest uczciwy, że należy mu zaufać. Zapomnieli o stworzonej pod jego egidą Konstytucji biznesu – spostrzega Arkadiusz Pączka, ekspert Pracodawców RP, członek Rady Dialogu Społecznego.

Amnezja dotknęła też bezpośrednio podlegających premierowi urzędników. Zastrzeżenia do projektu ma również Rządowe Centrum Legislacji.

Trzeba zaufać polskiemu biznesowi – przekonywał premier Mateusz Morawiecki. Członkowie rządu oraz szefowie centralnych urzędów wolą jednak karać niż ufać.

Chodzi o projekt Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, który przewiduje prawo do błędu. Miałoby ono polegać na tym, że w przypadku mniej istotnego naruszenia przepisów związanych z wykonywaną działalnością gospodarczą przedsiębiorca nie będzie podlegał karze, jeżeli stwierdzone naruszenie zostanie usunięte w wyznaczonym przez organ kontrolny terminie. Z prawa do błędu mieliby korzystać tylko mikro, mali i średni przedsiębiorcy i jedynie przez rok od założenia działalności. MPiT przewiduje dwa ograniczenia: popełnianie naruszeń po raz kolejny oraz przypadki rażącego naruszenia prawa. W toku konsultacji jednak wiele publicznych podmiotów skrytykowało przygotowane rozwiązanie.

Zmasowana krytyka

By zrozumieć, jak wygląda mechanizm przyjmowania proprzedsiębiorczych zmian w Polsce, warto zobaczyć kilka konferencji uzgodnieniowych (czyli spotkań projektodawcy z wnoszącymi uwagi, by wypracować ostateczne brzmienie projektu).

– Wygląda to tak, że przedstawiciele kilkudziesięciu urzędów, jeden po drugim, wstają i mówią, że ograniczenie liczby lub zakresu kontroli i prawo do błędu to fantastyczne rozwiązanie. A potem dodają, że powinno obejmować wszystkie urzędy, tylko nie ten, który reprezentują. I tak osoba po osobie – opowiada Arkadiusz Pączka, ekspert Pracodawców RP i członek Rady Dialogu Społecznego.

Projektodawca – na ogół minister przedsiębiorczości – czasem stawia na swoim. Niekiedy jednak musi okroić projekt, rezygnując z najciekawszych rozwiązań. I z tym właśnie, w toku prac nad prawem do błędu, mamy obecnie do czynienia.

Główny inspektor jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych: – Rozwiązanie niezgodne z prawem unijnym.

Urząd Ochrony Danych Osobowych: – Projekt oczywiście sprzeczny z RODO.

Urząd Regulacji Energetyki: – Po co prawo do błędu ma dotyczyć średnich przedsiębiorców?

Główny inspektor ochrony środowiska: – Świetny pomysł. Ale wyłączcie z niego naszą działalność.

No i ministerstwa. Te też co do zasady popierają wprowadzanie ułatwień dla biznesu. Ale już w szczegółach mają do nich zastrzeżenia. Najwięcej – resort finansów.

Nie tylko prawo do błędu

Na placu boju

– To kolejny dowód na to, że jedno się mówi, a drugie robi. A od kilku lat niestety widać przełożenie zwrotnicy na antyprzedsiębiorcze podejście. Niekiedy rządzący robią pół kroku do przodu, by zaraz zrobić dwa kroki wstecz – uważa Janusz Piechociński, minister gospodarki w latach 2012–2015. I dodaje, że uwagi ze strony szefów urzędów są bardzo niepokojące, bo dają sygnał ich podwładnym, by nie wpatrywać się zbytnio w Konstytucję biznesu i zasadę zaufania do przedsiębiorców.

– Inna rzecz, że – nomen omen – błąd popełnił resort przedsiębiorczości. Z takimi propozycjami jak prawo do błędu należy wychodzić do publicznej debaty, gdy już ustali się szczegóły z najbardziej zainteresowanymi podmiotami. Źle wygląda, gdy ministerstwa: przedsiębiorczości i finansów nie zgadzają się ze sobą w tak podstawowej kwestii, jak wizja traktowania biznesu – zaznacza Janusz Piechociński.

Przedstawiciele Ministerstwa Przedsiębiorczości jednak podkreślają, że nic złego się nie stało. Grzegorz Płatek, dyrektor departamentu doskonalenia regulacji gospodarczych w MPiT, zaznacza, że ministerstwo podtrzymuje propozycję wprowadzenia prawa do błędu. A uwagi do projektu – co podkreśla – są nie tylko krytyczne; są również pozytywne. Nie można jego zdaniem więc mówić o tym, że większość krytykuje, skoro uwagi krytyczne co do prawa do błędu przedstawiło jedynie kilkanaście ministerstw i urzędów. A projekt opiniowało przecież kilkadziesiąt instytucji.

– Przedstawione opinie i postulaty zostały omówione w trakcie bardzo produktywnej konferencji uzgodnieniowej, która miała miejsce w drugiej połowie kwietnia. Posłużą one do doprecyzowania nowej regulacji w ten sposób, by została zagwarantowana jej jak największa skuteczność – mówi Płatek.

Arkadiusz Pączka nie ma jednak wątpliwości, że celem większości urzędów jest spowodowanie, by prawo do błędu nigdy nie weszło w życie. Nie można też zapominać, że bardzo przeciwny jest ten resort, od którego opinii wiele zależy, czyli Ministerstwo Finansów.

– Bynajmniej Jadwiga Emilewicz nie pozostała sama na placu boju. Jako przedsiębiorcy bardzo wspieramy jej inicjatywę – zapewnia ekspert.

Business Centre Club w opinii do projektu wskazał, że projektowana instytucja jest niedoskonała, gdyż... będzie dotyczyła zbyt małej liczby podmiotów. Organizacja chce, by prawo do błędu rozszerzyć na wszystkich przedsiębiorców niezależnie od czasu naruszenia. Jedynym warunkiem dla zastosowania ulgowego traktowania byłoby to, że naruszenie zostało popełnione po raz pierwszy. 

opinia

Albo dla wszystkich, albo dla nikogo

Instytucji prawa do błędu w zaproponowanej formie nie należy wprowadzać, ale z zupełnie innych powodów, niż przekonują niechętne jej ministerstwa i urzędy. Bynajmniej nie jest tak, że jej wejście w życie uniemożliwiłoby kontrole lub sprzyjało oszukiwaniu państwa. Przed tak daleko idącymi konsekwencjami Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii system zabezpieczyło. Razi jednak chęć nierównego traktowania przedsiębiorców. Prowadzący działalność popełniają błędy nie tylko w ciągu pierwszego roku. Tymczasem projektodawca sugeruje, by kogoś po 11 miesiącach działalności upomnieć, a już po 13 miesiącach – finansowo ukarać. Wprowadzanie sztywnych progów to niefortunny pomysł. Do tego nie jestem przekonany, czy państwo z góry powinno zakładać, iż przepisy są tak skomplikowane, że nie sposób ich zrozumieć. A de facto takie jest założenie. Oczywiście regulacje w Polsce są nieprecyzyjne i niejasne, ale rozwiązaniem jest ich upraszczanie i odchwaszczanie, a nie mówienie „odpuszczamy wam, bo i tak tego nie sposób pojąć”. Najkrócej mówiąc: instytucja prawa do błędu powinna albo obejmować wszystkich przedsiębiorców w całym czasie trwania działalności gospodarczej, albo jej być w ogóle nie powinno. Nie można się zgadzać na nierówne traktowanie poszczególnych grup przedsiębiorców, biorąc za kryterium czas prowadzenia działalności. 

Etap legislacyjny

Projekt ustawy po konsultacjach

]]


Czy zasądzone przez sąd koszty zastępstwa procesowego są opodatkowane VAT?

May 14 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Nie ma żadnych wątpliwości co do opodatkowania usługi wyświadczonej przez prawnika na etapie przedsądowym: za sporządzenie pozwu, analizę i zebranie całości materiału w sprawie, doradztwo w przedmiocie pozwu itd. Problem zaczyna się pojawiać w momencie zasądzenia przez sąd od strony przegranej kosztów zastępstwa procesowego.

Przy zawieraniu umowy cywilnoprawnej jej strony mogą ustalić, że w razie wygranej koszty zastępstwa zostaną przekazane prawnikowi jako nazwijmy to „bonus”. Mogą również zastrzec, że koszty zastępstwa mają zostać przekazane powodowi. Ewentualnie strony mogą w ogóle nie wypowiedzieć się w tej kwestii na etapie przedsądowym. Każdy z tych stanów faktycznych skutkuje, jak się okazuje, różną podstawą opodatkowania VAT lub wręcz brakiem obowiązku podatkowego.

Z urzędu i z wyboru

Należy zaznaczyć, że wątpliwości dotyczą jedynie opodatkowania kosztów zastępstwa procesowego w sprawach z wyboru. Kwestia opodatkowania kosztów zastępstwa przy tzw. urzędówkach została doprecyzowana przez ministra sprawiedliwości w rozporządzeniach wykonawczych w sprawie ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielanej z urzędu przez – odpowiednio – radców prawnych, adwokatów, jak i doradców podatkowych (Dz.U. z 2016 r. poz. 1714, 1715, oraz z 2018 r. poz. 1688). Przepis jest czytelny i nie wywołuje wątpliwości: sąd zasądza koszty zastępstwa wraz z VAT, a radca prawny, adwokat, doradca podatkowy wystawia fakturę na zlecającego usługę (czyli sąd) z należnym podatkiem.

Na rachunek wygranego…

Opłaty za czynności radców prawnych, adwokatów oraz wynagrodzenie za czynności doradców podatkowych zostały określone w innych rozporządzeniach ministra sprawiedliwości (Dz.U. z 2018 r. poz. 265, Dz.U. z 2015 r. poz. 1800 oraz z 2018 r. poz. 1687).

Sąd zasądza zwrot kosztów procesu od strony przegrywającej. Zasądzone koszty zastępstwa są świadczoną usługą na rzecz klienta i jako takie podlegają VAT. Niemniej w momencie, kiedy zostają przekazane na konto powoda, nie podlegają opodatkowaniu. Potwierdził to dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z 22 maja 2018 r. (sygn. 0112-KDIL1-2.4012.174.2018.1.PG). Istota tej wykładni sprowadza się do tego, że powód nie zawiera żadnej odpłatnej umowy z pozwanym, w związku z czym nie dochodzi do zaistnienie stosunku prawnego określonego umową między stronami. Jak czytamy w uzasadnieniu interpretacji dyrektora KIS „czynność podlega opodatkowaniu jedynie wówczas, gdy wykonywana jest w ramach umowy zobowiązaniowej, a jedna ze stron transakcji może zostać uznana za bezpośredniego beneficjenta tej czynności. Przy czym związek pomiędzy otrzymywaną płatnością a świadczeniem na rzecz dokonującego płatności musi mieć charakter bezpośredni i na tyle wyraźny, aby można powiedzieć, że płatność następuje w zamian za to świadczenie”.

Podsumowując, mamy do czynienia z sytuacją, w której przekazanie kosztów zastępstwa procesowego bezpośrednio klientowi nie podlega opodatkowaniu VAT.

Na konto pełnomocnika

Jeżeli jednak przegrany przekaże zasądzone koszty zastępstwa na rachunek pełnomocnika procesowego, wówczas VAT będzie należny. Powstają jednak wątpliwości co do ustalenia podstawy opodatkowania, czyli odpowiedzi na pytanie, czy koszty zastępstwa są kwotami brutto czy netto. Nie wdając się w głębsze analizy pojęć i idąc za tokiem rozumowania ministra sprawiedliwości, który przy tzw. urzędówkach jasno określił, iż opłaty ustalone zgodnie z przepisami rozporządzeń podwyższa się o kwotę VAT wyliczoną według stawki podatku obowiązującej dla tego rodzaju czynności, można wywieść, iż zasądzane kwoty zastępstwa są kwotami netto. Charakter zasądzonych opłat za czynności pełnomocnika procesowego nie zmienia się w zależności od tego, czy usługi są świadczone z urzędu, czy z wyboru.

Pełnomocnik stoi więc przed koniecznością wystawienia faktury swojemu klientowi i… naliczenia należnego VAT. Nie ma większego problemu, gdy klient ma prawo do odliczenia tego podatku jako VAT naliczonego. Kłopot pojawia się wtedy, gdy takie prawo nie przysługuje. W każdej jednak sytuacji klientowi trudno zrozumieć, dlaczego ma jeszcze dopłacać do wygranego procesu. Jeżeli nie ureguluje równowartości VAT, pełnomocnik procesowy może dochodzić zapłaty przed sądem, ale wówczas nie ma co liczyć na kolejne zlecenie. Co więcej, musi odprowadzić należny VAT do urzędu skarbowego, bo obowiązek podatkowy powstaje niezależnie od tego, czy klient zapłacił równowartość podatku.

W praktyce wielu pełnomocników uznaje, iż otrzymane kwoty zastępstwa procesowego stanowią kwotę brutto. Odprowadzają więc należny podatek od swoich usług, wyliczając go metodą „w stu”. Taki sposób postępowania, aczkolwiek z małym zastrzeżeniem, został potwierdzony interpretacją dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy z 23 kwietnia 2014 r. (nr TTP1/443-117/14/KM). Organ potwierdził w niej, że zwrot zasądzonych kosztów sądowych z tytułu zastępstwa procesowego jest kwotą brutto, jeżeli stanowi jedyne wynagrodzenie od nabywcy usługi.

Działając w ten sposób, pełnomocnicy obniżają o VAT zasądzone przez sąd opłaty, określone rozporządzeniem ministra sprawiedliwości. Tym samym obniżają również podstawę opodatkowania, a to stanowi już uszczuplenie zobowiązań wobec Skarbu Państwa ze wszystkimi tego konsekwencjami…

Przedstawiony problem wymaga więc ujednolicenia zasad postępowania i przede wszystkim reakcji ministra finansów, np. w postaci interpretacji ogólnej. 

]]


Nie ma pewności, kto rozlicza podatek przy inwestycjach w OZE

May 14 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stoi na stanowisku, że w takiej sytuacji mieszkańcy są inwestorem, a gminy działają jako generalny wykonawca.

Na razie z jego wykładnią nie zgadzają się sądy wojewódzkie, więc problem będzie musiał ostatecznie rozstrzygnąć Naczelny Sąd Administracyjny. Gminy się niecierpliwią, bo negatywne stanowisko fiskusa pozbawia je prawa do odliczenia VAT, co rzutuje na finansowanie kolejnych inwestycji.

Ewentualny błąd w rozliczeniach podatkowych to również problem dla firm wykonujących zamówienia. W praktyce chodzi nie tylko o instalacje fotowoltaiczne, lecz także kolektory słoneczne, pompy ciepła, kotły na biomasę. Inwestycje te często są dofinansowywane ze środków unijnych, a wykonawcy wyłaniani w drodze przetargów.

Wykonawca wystawia gminie fakturę z jej NIP, a samorząd podpisuje umowy z mieszkańcami, w których ustala, że instalacje zostaną im najpierw nieodpłatnie użyczone do korzystania w czasie trwania umowy, a dopiero potem zostanie przeniesiona ich własność.

Kto jest kim na budowie

Fiskus jest zdania, że w takiej sytuacji ma zastosowanie odwrotne obciążenie, czyli mechanizm, w którym podwykonawca powinien wystawiać fakturę bez VAT, a podatek musi rozliczyć samorząd. Skoro bowiem mieszkaniec podpisuje z gminą umowę, i to ona realizuje na jego rzecz inwestycję w odnawialne źródła energii (OZE), to inwestorem jest mieszkaniec, a samorząd jest głównym wykonawcą. Natomiast wyłonione w przetargu firmy to podwykonawcy – twierdzi fiskus.

Innego zdania są gminy. Uważają, że nie są głównymi wykonawcami, tylko inwestorami. To one bowiem inicjują program dla mieszkańców i wykładają środki pozyskane m.in. z UE. Natomiast firmy wyłaniane w przetargach to wykonawcy. Powinny więc wystawiać faktury z wykazaną kwotą VAT, a więc rozliczać podatek na zasadach ogólnych.

– Problem jest istotny, bo zgodnie z art. 88 ust. 3a pkt 7 ustawy o VAT, jeżeli podatnik otrzyma fakturę, w której została wykazana kwota podatku, to nie ma prawa do jego odliczenia, jeżeli okaże się, że dana sprzedaż podlegała jednak rozliczeniu według mechanizmu odwrotnego obciążenia – tłumaczy Agnieszka Bieńkowska, doradca podatkowy i partner w Gekko Taxens.

Nie dziwi jej więc, że gminy chcą wiedzieć, czy faktura wystawiona przez firmę wyłonioną w przetargu jest prawidłowa.

– Jeśli przyjmą fakturę z wykazanym VAT, a fiskus uznał, że transakcja była objęta mechanizmem odwrotnego obciążenia, to może się okazać, że nie będą mogły odliczyć tego podatku – wyjaśnia ekspertka.

Sądy korzystnie

Na razie samorządy wygrywają w sądach. Przykładowo w dwóch wyrokach z 3 kwietnia br. (sygn. akt I SA/Lu 62/19 oraz I SA/Lu 49/19) WSA w Lublinie orzekł, że wybrany w przetargu wykonawca instalacji fotowoltaicznych, pomp ciepła i kotłów na biomasę nie świadczy usług jako podwykonawca. Musi więc sam rozliczyć podatek jako wykonawca.

Lubelski sąd uznał bowiem, że miasto występowało w projekcie OZE jako inwestor, a nie generalny wykonawca, natomiast mieszkańcy będą ostatecznym beneficjentem inwestycji, a nie inwestorem.

Tak samo lubelski sąd orzekł 27 grudnia 2017 r. (sygn. akt I SA/Lu 781/17), a WSA w Poznaniu 11 kwietnia 2018 r. (sygn. akt I SA/Po 84/18). Na razie jednak wyroki te są nieprawomocne, co oznacza, że ostatecznie problem rozstrzygnie NSA.

Eksperci są podobnego zdania co sądy wojewódzkie.

– Mieszkaniec nie jest inwestorem projektu, bo nie ma żadnego wpływu ani na termin jego wykonania, ani na sposób realizacji czy koszt. Nie jest również jego inicjatorem – uważa Agnieszka Bieńkowska. Jej zdaniem, dopiero gdyby wyłoniony w przetargu wykonawca zlecił realizację usług budowlanych innemu podatnikowi, miałby zastosowanie mechanizm odwrotnego obciążenia.

Zgadza się z nią Paweł Buda, doradca podatkowy z kancelarii Cabaj Kotala. Jego zdaniem w sporach o VAT należy posługiwać się pojęciem „inwestora” wypracowanym na gruncie prawa budowlanego. – Inwestorem jest zawsze podmiot, bez którego woli i aktywności dany proces budowlany nie mógłby się rozpocząć ani być kontynuowany – tłumaczy.

W opinii ekspertów fiskus pomija jeszcze jedną kwestię. – Dyrektor KIS na siłę doszukuje się zastosowania mechanizmu odwrotnego obciążenia, a nie dostrzega, że odpowiadają one sytuacji opisanej w art. 8 ust. 2a ustawy o VAT – wskazuje Paweł Buda.

Z przepisu tego wynika, że gdy podatnik (w tym wypadku – gmina), działając we własnym imieniu, ale na rzecz osoby trzeciej (mieszkańców), bierze udział w świadczeniu usług, przyjmuje się, że ten podatnik (gmina) sam otrzymał i wyświadczył te usługi.

Problem mają też firmy

Wyroki sądów mogą być natomiast problemem dla wykonawców działających na zlecenie gmin. – Jeśli firma budowlana zastosowała się do stanowiska prezentowanego przez fiskusa i wystawiała faktury z adnotacją „odwrotne obciążenie”, to zmiana sposobu rozliczenia na tę zgodną z wyrokami WSA oznacza dla niej zaległość podatkową – tłumaczy Natalia Sabat, konsultant w Crido.

Z tego względu – jak wskazuje Paweł Buda – część firm budowlanych wystąpiło o interpretację indywidualną i przedstawia ją gminom. Firmy posiadające takie interpretacje nie zgadzają się na wystawienie faktury VAT na zasadach ogólnych. Tłumaczą, że to na nich jako wystawiających fakturę ciąży ryzyko błędnego rozliczenia VAT.

Zdarza się też, że o interpretację występują same gminy. 

]]


Wzmocnienie nadzoru nad biegłymi rewidentami i audytorami? Rząd we wtorek zajmie się projektem nowelizacji ustawy

May 13 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

"Celem zmian wprowadzanych do ustawy o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym jest wzmocnienie nadzoru publicznego nad działalnością biegłych rewidentów i firm audytorskich w Polsce" - napisano w uzasadnieniu projektu.

Zdaniem resortu finansów, który jest autorem zmian, obecne rozwiązania w zakresie nadzoru nad firmami audytorskimi oraz nad biegłymi rewidentami nie są wystarczające.

"Obecnie organ nadzoru publicznego, tj. Komisja Nadzoru Audytowego (KNA) nie ma wystarczających narzędzi pozwalających na kontrole jakości usług świadczonych przez firmy audytorskie w tym zakresie, gdyż system nadzoru publicznego opiera się w dużej mierze na nadzorze pośrednim, w którym istotną rolę odgrywa samorząd zawodowy" - napisano w uzasadnieniu.

"Znaczna część zadań z zakresu nadzoru publicznego została delegowana na Polską Izbę Biegłych Rewidentów (PIBR), która wykonuje kontrole jakości badań ustawowych jednostek innych niż jednostki zainteresowania publicznego (nie-JZP), a także wykonuje w stosunku do nich czynności dochodzeniowe i sankcyjne. Analiza działań podejmowanych przez PIBR, pokazuje, iż samorząd zawodowy nie podejmował wystarczającej aktywności zakresie sprawowanego przez siebie nadzoru publicznego" - dodano.

MF zamierza powołać w miejsce KNA odrębny organ nadzoru, który będzie państwową osobą prawną, wchodzącą w skład sektora finansów publicznych.

Resort finansów chce wyposażyć organ nadzoru w nowe narzędzia nadzorcze, dochodzeniowe i sankcyjne w odniesieniu do usług biegłego rewidenta objętych standardami wykonywania zawodu, wykonywanych zarówno w jednostkach zainteresowania publicznego (JZP) jak i w nie-JZP.

Projekt noweli zakłada także rozszerzenie zakresu firm audytorskich bezpośrednio kontrolowanych przez organ nadzoru w porównaniu z zakresem firm obecnie bezpośrednio kontrolowanych przez KNA i rozszerzenie zakresu zadań bezpośrednio realizowanych przez organ nadzoru publicznego w porównaniu z tymi obecnie realizowanymi przez KNA).

Uprawnienia Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) w kwestii nadzoru nad firmami audytorskimi mają pozostać bez zmian.

Z kolei Polska Izba Biegłych Rewidentów (PIBR) "w nowym systemie nadzoru publicznego realizowała będzie zadania w ramach nadzoru publicznego sprawowanego przez nowy organ nadzoru jedynie w bardzo ograniczonym zakresie, przy założeniu, że ostateczną odpowiedzialność za nadzór nad realizacją tych zadań ponosi nowo powołana instytucja nadzoru" - napisano w Ocenie Skutków Regulacji.

"W kompetencji PIBR nadal pozostanie ustanawianie krajowych standardów wykonywania zawodu, krajowych standardów kontroli jakości oraz zasad etyki zawodowej biegłych rewidentów, kontrole wypełniania przez biegłych rewidentów obowiązków z zakresu obligatoryjnego doskonalenia zawodowego, a także wykonywanie zadań z zakresu zatwierdzania i rejestracji biegłych rewidentów. Ponadto PIBR będzie prowadził postępowania dyscyplinarne przeciwko biegłym rewidentom za przewinienia inne niż powstałe przy wykonywaniu usług atestacyjnych oraz usług pokrewnych wykonywanych zgodnie z krajowymi standardami wykonywania zawodu" - dodano.

]]