Kanał RSS: Gazeta Prawna - Podatki i rachunkowość

Logotyp serwisu informacyjnego

Publikowany przez serwis informacyjny Gazeta Prawna
Adres kanału RSS http://podatki.gazetaprawna.pl/rss.xml
Data ostatniej aktualizacji03.23.2019

Powrót do prac nad nową Ordynacją: Szykują się duże zmiany w podatkach

Marz 23 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

W ocenie ustawodawcy nowe przepisy mają przyczynić się do wzmocnienia ochrony praw podatnika w relacji z urzędnikami. Z drugiej strony, mają też pomóc zwiększyć efektywność ściągania podatków przez organy skarbowe.

Skarbówka bardziej przyjazna

Nową ordynację otwiera pakiet ogólnych zasad, które regulują stosunki na linii skarbówka – podatnik. Fundamentem tej relacji ma być m.in. utrzymanie zasady in dubio pro tributario, czyli praktyka rozstrzygania spraw na korzyść podatnika w razie wątpliwości interpretacyjnych. Ustawodawca kładzie nacisk także na większy dostęp organów skarbowych dla podatnika, rozstrzyganie spraw bez zbędnej zwłoki, zasadę bezstronności fiskusa i równego traktowania podmiotów gospodarczych. Celem nowej ordynacji jest także dążenie do ugodowego rozwiązywania sporów a w razie oczywistej winy podatnika – wymierzenie mu kary proporcjonalnej do wagi przewinienia.

Tajemnica przedsiębiorstwa jak bankowa. Wzmocniona ochrona dla firm

Jak zapewnia ustawodawca, zmiany w zakresie tajemnicy skarbowej będą korzystne dla biznesu. Dane firm mają być chronione tajemnicą skarbową na takim samym poziomie, jak dane objęte tajemnicą bankową. Co do zasady, dane w fakturach VAT nie są objęte taką tajemnicą, gdyż ta nie dotyczy informacji o procesach gospodarczych zachodzących w prowadzonych przez podatników przedsięwzięciach gospodarczych. Ustawodawca gwarantuje natomiast ochronę danych potencjalnych kontrahentów.

Sprawniejszy kontakt i domniemanie uczciwości

Urzędnicy z góry założą, że dane przekazywane w deklaracjach są rzetelne. Zgodnie z art. 131 projektu ordynacji podatkowej uregulowano bowiem domniemanie zgodności z prawdą również innych niż kwota podatku informacji zawartych w deklaracji (np. podstawy opodatkowania, kwoty odliczeń itp.). „Oznacza to, że zaproponowano wprowadzenie generalnej zasady, zgodnie z którą każda deklaracja korzysta z ochrony prawnej”- czytamy w uzasadnieniu projektu.

Zmieni się także prawo do składani korekty deklaracji. Obecnie nie ma możliwości złożenia korekty deklaracji podatkowych na etapie prowadzonego przez organ podatkowy postępowania podatkowego. Nawet gdy podatnik zgadza się z ustaleniami organu podatkowego dokonanymi w postępowaniu podatkowym, nie ma możliwości skorygowania deklaracji, a organ każdorazowo musi zakończyć prowadzone postępowanie decyzją wymiarową – czytamy w uzasadnieniu. Odpowiedzią na tę lukę w prawie jest projektowany art. 139, zgodnie z którym, strona w terminie wyznaczonym przez organ pierwszej instancji, może skorygować deklarację także w okresie objętym postępowaniem podatkowym.

Ustawodawca kładzie także nacisk na szybszą i sprawniejszą komunikację ze skarbówką. Stawia zatem na dokumenty elektroniczne i kontakt przez internet. Cyfryzacja wymusiła na ustawodawcy modyfikację zasady pisemności załatwiania spraw podatkowych. Zgodnie z proponowanym brzmieniem art. 38 określony w ustawie wymóg pisemności uważa się za zachowany, jeżeli dokument elektroniczny zawierający tekst został opatrzony kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub podpisem zaufanym.

Przedawnienie. Fiskus ma ograniczony czas na egzekucję

Przedawnienie poboru podatków przez skarbówkę oznacza wyznacza czas na jego egzekucję W nowej ordynacji zaproponowano wprowadzenie limitów czasowych dla fiskusa na pobór podatków.

Jak wskazano w ustawie, zawieszenie biegu terminu przedawnienia będzie następować tylko z przyczyn obiektywnych, niezależnych od organu podatkowego, takich jak m.in.: śmierć zobowiązanego, śmierć przedstawiciela ustawowego zobowiązanego, utraty przez zobowiązanego lub jego przedstawiciela ustawowego zdolności do czynności prawnych, wystąpienie do innego organu lub sądu o rozstrzygnięcie zagadnienia wstępnego, od którego rozstrzygnięcia uzależnione jest wydanie decyzji wymiarowej przez organ podatkowy.

W prowadzono dwa okresy przedawnienia wymiaru tj. 3 i 5 lat . Pierwszy limit będzie miał zastosowanie do podatków niezwiązanych z prowadzeniem biznesu. Drugi dotyczy ryzyka wyłudzania podatków przez firmy. Jak czytamy w uzasadnieniu, okres ten w związku z instytucją zawieszenie biegu terminu przedawnienie poboru, spowodowaną m.in. ustanowieniem hipoteki czy zastawu skarbowego, może być maksymalnie przedłużony o kolejne 5 lat. Oznacza to, że organ podatkowy może mieć nawet 10 lat, aby wyegzekwować należny podatek.

Ulgi w spłacie

Fiskus będzie mógł negocjować z podatnikiem warunki spłaty zobowiązań. Zgodnie z art. 225 projektu, organ będzie mógł odroczyć termin płatności podatku lub rozłożyć do na raty. W szczególnych przypadkach, będzie mógł umorzyć dług i odsetki.

Nowością jest wprowadzenie możliwości umorzenia podatku przed upływem terminu jego płatności, tj. zanim przekształci się w zaległości podatkową. Ulga ta będzie dostępna na tych samych zasadach, co obowiązujące obecnie umorzenie zaległości podatkowej.

Nie zawsze można będzie liczyć na zwrot podatku

Jeśli organ podatkowy uzna, że zwrot nadpłaconego podatku spowoduje tzw. bezpodstawne zbogacenie się, będzie mógł odmówić wypłacenia podatnikowi należności. Nowo wprowadzone regulacje wydłużają także z 30 dni do 3 miesięcy okres, w którym można złożyć wniosek o stwierdzenie nadpłaty. Wnioski te mogą być złożone w tym terminie także po upływie okresu przedawnienia poboru.

Nawet 2000 zł za interpretację

Nowa ordynacja utrzymuje możliwość wnioskowania o wydaniu interpretacji. W przypadku objaśnień indywidualnych, opłata co do zasady uiszczana jest w wysokości 40 zł w terminie 7 dni od złożenia wniosku. Opłata ta proporcjonalnie wzrasta w zależności od liczby zainteresowanych wskazanych we wniosku.

Zgodnie z art.562, w szczególnych przypadkach opłata ta wzrośnie do 2000 zł. Chodzi m.in. o sytuacje, gdy przedstawione we wniosku zdarzenie wiąże się z powstaniem korzyści podatkowej przekraczającej 500 000 zł lub odnosi się do transakcji między podmiotami powiązanymi.

Spory o drobne kwoty na nowych warunkach

Jak czytamy w uzasadnieniu ustawy, obecnie postępowanie dotyczące 50 zł i 500 mln zł prowadzone jest według tych samych reguł. Zgodne z celem ustawodawcy „Nie ma sensu prowadzenia postępowań w sytuacji, gdy kwota podatku nie przekracza 50 zł. Kwota ta nie pokrywa w wielu przypadkach kosztów związanych z doręczeniami pism.” Zgodnie z projektem takich postępowań nie wszczyna się a wszczęte umarza. Tzw. limit bagatelności sprawy wyceniono na kwotę 50 zł. Jeśli sprawa dotyczy uszczerbku na finansach państwa mniejszych niż ta kwota, podatnik nie musi obawiać się postępowania.

Fiskus stawia na polubowne rozstrzyganie spraw

Obok mediacji i ugody, w ordynacji zaproponowano nową instytucję – umowę podatkową. Jest to forma porozumienia między podatnikiem a organem skarbowym. Jak czytamy w uzasadnieniu, taka umowa może zostać zawarta w szczególności w przypadku trudnych do usunięcia wątpliwości co do stanu faktycznego w sprawie. Jakich spraw może dotyczyć umowa? Ustawodawca przyznaje, że tutaj zakres przedmiotowy jest elastyczny a katalog obszarów uzgodnień nieograniczony. Strony mogą dość do porozumienia także dzięki mediacji. Wynik mediacji ma być dokumentowany w protokole zawierającym m.in. informację o treści umowy lub jej braku.

Podstawa prawna: Projekt z dnia 8 marca 2019 roku Ordynacja podatkowa

]]


MF: potrzebne nowe procedury rozstrzygania sporów ws. podwójnego opodatkowania

Marz 22 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

W piątek projekt regulacji trafił do konsultacji publicznych.

Jak napisano w uzasadnieniu projektu opublikowanego na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji, zmiana ma na celu zwiększenie dostępności i przejrzystości środków umożliwiających rozwiązywanie sporów mogących powstać na tle problematyki podwójnego opodatkowania. Ma to nastąpić m.in. poprzez wprowadzenie nowej procedury rozstrzygania sporów w zakresie unikania podwójnego opodatkowania.

"Projekt ustawy wprowadza procedurę zapewniającą ujednolicenie zasad rozwiązywania sporów dotyczących podwójnego opodatkowania dochodów w ramach Unii Europejskiej, która została przewidziana w Dyrektywie Rady 2017/1852. Dotyczy ona spraw, które prowadzą do sporów powstałych w związku z interpretowaniem i stosowaniem umów i konwencji przewidujących eliminowanie podwójnego opodatkowania dochodu lub majątku, których stroną jest Rzeczpospolita Polska i inne państwa członkowskie („kwestie sporne”)" - czytamy w uzasadnieniu do projektu.

Wyjaśniono, że w ramach tej procedury wprowadzone zostają ramy czasowe i instytucjonalne oraz zasady, na jakich odbywać się będzie przyjęcie i rozpatrzenie wniosku inicjującego procedurę wzajemnego porozumiewania, jej przeprowadzenie, ustanawianie komisji, w skład których wchodzić będą niezależne osoby. Zapewnione zostaną jednolite gwarancje rozstrzygnięcia kwestii spornej, interakcje z krajowymi postępowaniami i zasady odstępstwa od procedury.

Ministerstwo zaznaczyło w uzasadnieniu, że projekt ustawy zapewnia ponadto środki zaskarżenia w określonych sytuacjach. Zawiera także uproszczenia w dostępie do procedury dla osób fizycznych i mniejszych jednostek w rozumieniu wskazanej Dyrektywy Rady.

Dodano, że projekt porządkuje także procedury dotyczące podwójnego opodatkowania, poprzez zamieszczenie istniejących, dostępnych już środków (chodzi o postępowania prowadzone na podstawie Konwencji Arbitrażowej oraz postępowania prowadzone na podstawie umów w sprawie unikania podwójnego opodatkowania) w ramach jednego aktu prawnego. Według MF pozwoli to uniknąć ich rozproszenia, zwiększając tym samym ich przejrzystość i dając możliwość wyboru zastosowania określonego środka na jasnych zasadach.

"Podwójne opodatkowanie zysków w różnych państwach ma negatywny wpływ na działalność gospodarczą w skali międzynarodowej i prowadzi do pogorszenia warunków biznesowych i efektywności ekonomicznej przedsięwzięć, tworząc tym samym bariery rozwoju na wspólnym rynku.

Państwa UE dostrzegły potrzebę wprowadzenia procedury, która będzie prowadziła do zwiększenia efektywności i wydajności rozstrzygania sporów związanych z podwójnym opodatkowaniem w Unii Europejskiej.

"Potrzeba wprowadzenia takiej procedury wynika z postępującej globalizacji, zmieniających się przepisów podatkowych, wzrostu ilościowego, jak i wartościowego transgranicznych operacji gospodarczych. Jej brak może skutkować dodatkowymi negatywnymi konsekwencjami, w których procedury chroniące podatników w obliczu problemu podwójnego opodatkowania byłyby blokowane, przewlekłe lub w istocie nie prowadziłyby do definitywnego rozstrzygnięcia kwestii spornej" - tłumaczy resort.

Według MF usprawnienie procedur rozstrzygania sporów jest też niezbędne z uwagi na ryzyko zwiększenia się liczby sporów w zakresie podwójnego lub wielokrotnego opodatkowania dotyczących potencjalnie wysokich kwot.

Poinformowano, że w 2017 r. przyjęto Dyrektywę Rady (UE) 2017/1852 w sprawie mechanizmów rozstrzygania sporów dotyczących podwójnego opodatkowania w UE. Celem wprowadzanych na jej podstawie regulacji jest zapewnienie ochrony podatnika wobec możliwości powstania problemu podwójnego opodatkowania na gruncie działalności prowadzonej w dwóch lub większej liczbie państw członkowskich. "W tym zakresie potrzeba wydania projektu ustawy jest związana z koniecznością wdrożenia prawa Unii Europejskiej" - dodano.

]]


MPiT przypomina o e-sprawozdaniu finansowym za 2018 r.

Marz 22 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

"Każda jednostka prowadząca księgi rachunkowe zobowiązana jest do sporządzania sprawozdania finansowego w postaci elektronicznej i opatrzenia go kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub podpisem zaufanym. W przypadku pokrywania się roku obrotowego z rokiem kalendarzowym termin na sporządzenie sprawozdania mija 31 marca" - przypomina resort w komunikacie.

Poinformowano, że w tej sprawie ministerstwo wysyła w tym tygodniu do ok. 25 tys. księgowych i doradców podatkowych zarejestrowanych w CEIDG maile przypominające o obowiązku sprawozdawczym.

Jak wyjaśniono, że od 1 października 2018 r. sprawozdanie finansowe sporządza się i przesyła do Krajowego Rejestru Sądowego lub do Krajowej Administracji Skarbowej tylko w formie elektronicznej, zgodnie ze strukturą i formatem określonymi przez Ministerstwo Finansów.

Ministerstwo Finansów udostępniło bezpłatną aplikację e-Sprawozdania Finansowe pozwalającą na sporządzenie sprawozdania zgodnie z opublikowaną strukturą logiczną i podpisanie go podpisem kwalifikowanym lub podpisem zaufanym. Od 13 marca z aplikacji tej mogą korzystać nie tylko osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą, ale też osoby prawne.

Szczegółowe informacje na temat e-sprawozdań, w tym odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania praktyczne, można znaleźć na stronie podatki.gov.pl

Zgodnie z zamieszczoną na niej informacją, e-sprawozdania to sprawozdania finansowe sporządzone w postaci elektronicznej, w tym również w odpowiedniej strukturze logicznej i formacie.

Jak tłumaczy MF, e-sprawozdania finansowe sporządzają jednostki wpisane do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego, za wyjątkiem jednostek sporządzających sprawozdania finansowe zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Rachunkowości (MSR) oraz podatnicy PIT, którzy prowadzą księgi rachunkowe i mają obowiązek sporządzania sprawozdań finansowych.

Wskazano, że jednostki wpisane do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego (KRS), które nie sporządzają sprawozdań finansowych zgodnych z MSR, przesyłają e-sprawozdania do KRS w ciągu 15 dni od dnia zatwierdzenia rocznego sprawozdania finansowego. Robią to przez zgłoszenie za pośrednictwem systemu teleinformatycznego udostępnionego w tym celu przez Ministra Sprawiedliwości.

Natomiast podatnicy PIT, którzy prowadzą księgi rachunkowe i mają obowiązek sporządzania sprawozdań finansowych, przekazują e-sprawozdania Szefowi Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) w terminie złożenia zeznania. Robią to za pomocą środków komunikacji elektronicznej, tj. poprzez przeznaczony do tego interfejs webAPI.

]]


Ile piwa jest w piwie? Podniebienie biegłego zdecyduje

Marz 22 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[ Podniebienie biegłego zdecyduje

Producenci piwa mogą więc zaoszczędzić na akcyzie. Wystarczy, że zastąpią słód tańszymi odpowiednikami, np. syropem glukozowym. Jeśli taki napój nadal będzie smakował bądź pienił się jak piwo, to urzędnicy nie mogą kwestionować fiskalnych oszczędności. Takie jest sedno najnowszego, przełomowego wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 13 marca 2019 r. (sygn. akt C-195/18). Teraz sprawa polskiego browaru, który wygrał przed unijnym trybunałem, wróci na wokandę polskich sądów, a te będą musiały wreszcie rozstrzygnąć, co w zasadzie wyprodukował browar, którego dotyczyło orzeczenie TSUE. 

Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie DGP podkreśla, że sąd będzie musiał sprawdzić, czy obiektywne cechy i właściwości napoju odpowiadają obiektywnym cechom i właściwościom piwa. Ale co ważne, w tym względzie należy wziąć pod uwagę szczególnie cechy organoleptyczne danego produktu. W praktyce nie sam sąd, a biegły będzie sprawdzał, czy piwo jest piwem. Jeśli tak, to nie ma mowy o jakichkolwiek przestępstwach skarbowych i pojawi się też szansa na odzyskanie nadpłaconej akcyzy. 

Zresztą nie tylko dla przedsiębiorcy, który przed TSUE wygrał. Inni, którzy produkują piwa o niskiej zawartości słodu i płacą przez to wyższą akcyzę od napojów fermentowanych, też mogą walczyć o odzyskanie nadpłaconego podatku. Tu jednak warto się śpieszyć, bo zgodnie z art. 240 par. 1 pkt 11 i art. 241 par. 2 pkt 2 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 800 ze zm.; dalej: ordynacja podatkowa) po wyroku TSUE przedsiębiorca ma tylko miesiąc na złożenie wniosku o wznowienie prawomocnie zakończonego postępowania. Nie można jednak przesądzać, że wygrana jest w kieszeni. Fiskus zapewne nadal będzie się upierał przy swoich racjach i pieniędzy tak łatwo nie odda. Przekonały się już o tym większe browary produkujące piwa smakowe, które w maju 2018 r. wygrały przed TSUE spór o miliony nadpłaconego podatku. Sędziowie uznali wtedy, że dosłodzenie piwa np. miodem nie zwiększa podstawy opodatkowania akcyzą. Wyrok, który wówczas był jeszcze bardziej druzgocący dla polskiego fiskusa, w praktyce i tak niewiele zmienił (patrz: „Czy można opodatkować cukier lub miód”). Niewykluczone więc, że i teraz w związku z obecnym wyrokiem TSUE z 13 marca 2019 r. przedsiębiorcy nie odzyskają ani złotówki.

Stanowisko Ministerstwa Finansów z 14 marca 2019 r.

Należy podkreślić, że w stosunku do wyrobów branży piwowarskiej, odmiennie niż w przypadku innych napojów alkoholowych, nie istnieją zharmonizowane przepisy szczególne dotyczące warunków produkcji, dopuszczalnych praktyk, procesu produkcji i dodatków itp., natomiast kwestie te są regulowane przez przepisy krajowe państw członkowskich. To na podstawie przepisów krajowych w wielu państwach członkowskich przy produkcji piwa dopuszczone jest stosowanie różnych cukrów, ekstraktów, a także substancji zawierających skrobię, innych niż zboża. Przepisy prawa podatkowego Unii Europejskiej nie dokonują jakichkolwiek rozstrzygnięć określających minimalną zawartość słodu w brzeczce nastawnej lub maksymalnej dopuszczalnej zawartości surowców niesłodowanych. Kluczowe znaczenie, w rozpatrywanym przypadku ma fakt odwołania się prawodawcy unijnego do klasyfikacji taryfowej – „wszelkie produkty oznaczone kodem taryfowym CN 2203…”. Wydając wyrok w sprawie C-195/18, Trybunał orzekł, że produkt otrzymywany z brzeczki zawierającej mniej składników słodowych niż składników niesłodowanych, do której dodano syrop glukozowy przed procesem fermentacji, może należeć do pozycji CN 2203 tylko pod warunkiem, że jego obiektywne cechy i właściwości odpowiadają obiektywnym cechom i właściwościom piwa. W tym względzie należy wziąć pod uwagę szczególnie cechy organoleptyczne danego produktu. W rozpatrywanym przypadku to sąd odsyłający powinien dokonać rozstrzygającej spór weryfikacji tych cech.

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU. CAŁOŚĆ DOSTĘPNA JEST NA EDGP>>>

]]


Wyłudzonych chwilówek nie można odliczyć

Marz 21 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Spór w tej sprawie toczyła z fiskusem firma udzielająca pożyczek poza systemem bankowym. Zależało jej, by zaliczać do kosztów uzyskania przychodu poniesione straty w środkach obrotowych wynikające z wyłudzeń. Chodziło o chwilówki udzielane przez internet. Firma poinformowała, że mimo wdrożonych procedur bezpieczeństwa zdarzają się wyłudzenia – najczęściej z użyciem skradzionych danych osobowych. Sprawy są zgłaszane na policję, ale często nie udaje jej się odzyskać pieniędzy.

Z interpretacji dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie wynikało, że straty w środkach obrotowych, jako związane z prowadzoną działalnością, mogą być co do zasady uznawane za koszty podatkowe. Należy to jednak każdorazowo oceniać na tle konkretnej sprawy. Wyjaśnił, że trzeba brać pod uwagę całokształt prowadzonej przez podatnika działalności, okoliczności, które spowodowały powstanie straty, sposób jej udokumentowania oraz podjęcie przez podatnika działań zabezpieczających.

W tej sprawie – jak stwierdził dyrektor izby – wyłudzone pożyczki nie mogą być kosztem podatkowym, bo firma nie dołożyła należytej staranności mającej na celu zabezpieczenie przed stratami.

Spółka przekonywała, że wyłudzenia pożyczek nie wynikają z jej winy. Tłumaczyła, że posiada procedury bezpieczeństwa mające na celu ograniczenie wyłudzeń, w szczególności bada tożsamość klienta (porównując wskazane przez niego dane z danymi posiadacza rachunku bankowego, na który mają zostać przelane pieniądze), sprawdza jego zdolność kredytową (sięgając do baz dłużników. W razie jakichkolwiek nieprawidłowości odmawia udzielenia pożyczki). Nie jest jednak w stanie w 100 proc. zapobiec wyłudzeniom.

Przegrała jednak w sądach obu instancji. WSA w Warszawie uznał, że przyjęty przez firmę system weryfikacji pożyczkobiorców jest z założenia ułomny. Stwierdził, że ryzykowne jest porównywanie danych potencjalnego pożyczkobiorcy z danymi z rachunku bankowego, bo banki nie weryfikują klienta przy zakładaniu rachunku bankowego, tylko przy udzielaniu kredytu. Nie można więc mówić, że wdrożenie tej procedury jest wyrazem dochowania należytej staranności – stwierdził WSA.

Niekorzystnie dla firmy orzekł też Naczelny Sąd Administracyjny. Sędzia Krzysztof Winiarski wyjaśnił, że kosztowy charakter mogą mieć tylko te straty, które powstały wskutek działań nieprzewidywalnych i niemożliwych do uniknięcia przez podmiot racjonalnie i starannie prowadzący swoje interesy.

– Tymczasem z realiów tej sprawy wynika, że uproszczona procedura udzielania pożyczek, na którą zdecydowała się spółka, wymusza rezygnację z zabezpieczeń powszechnie stosowanych przy zawieraniu tego rodzaju umów – powiedział sędzia Winiarski, przyznając rację fiskusowi.

NSA zgodził się też z organem, że spółka, decydując się na udzielanie takich pożyczek, musiała zdawać sobie sprawę, iż jest to działalność gospodarcza obarczona dużym ryzykiem i część chwilówek nie zostanie spłacona.

– Wybór ryzykownego modelu biznesowego i przenoszenie tego ryzyka na Skarb Państwa jest nieuzasadniony – powiedział sędzia Winiarski.

Na marginesie dodał, że zdaniem NSA organ interpretacyjny powinien był rozważyć, czy w ogóle można mówić o stracie, skoro pożyczka nie jest ani przychodem, ani kosztem podatkowym. 

orzecznictwo

Wyrok NSA z 20 marca 2019 r., sygn. akt II FSK 649/17. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

]]


Skutki prezentu dla pracownika: Albo darowizna, albo koszt

Marz 21 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Ekspertów podatkowych nie dziwią takie próby optymalizacji na podarunkach. Przedsiębiorcy chcą bowiem extra wynagradzać zatrudnionych za ich pracę dla firmy, ale tak, żeby nie trzeba było potrącać zaliczek na PIT ani składek ZUS. Stąd pomysł przekazywania darowizn oraz liczne pytania o potencjalne skutki podatkowe.

Przedsiębiorcy tłumaczą, że chcą w ten sposób zwiększyć motywację już zatrudnionych i zachęcić kandydatów do pracy.

Zarówno jednak fiskus, jak i eksperci, z którymi rozmawialiśmy, tłumaczą: nie można zjeść ciastka i go mieć.

Zasadniczo PIT…

Co do zasady pracodawcy (poza wyjątkowymi sytuacjami) nie dokonują darowizn na rzecz swoich pracowników. Potwierdził to Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu wyroku z 8 lipca 2014 r. (sygn. akt K 7/13).

Zatem pracownicy, którzy dostają prezent od szefa, zasadniczo uzyskują w ten sposób przychód ze stosunku pracy, od którego firma powinna potrącić zaliczki na PIT i składki ZUS. Tylko w niektórych sytuacjach pracownik nie płaci daniny. Zwolnione z podatku dochodowego są świadczenia rzeczowe otrzymane z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych do rocznej wysokości nieprzekraczającej 1 tys. zł (zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 67 ustawy o PIT).

Pracodawca natomiast zalicza wydatki z tego tytułu do kosztów uzyskania przychodu.

…ale może go nie być

Do przekazywania darowizn skłoniły jednak pracodawców rozważania samego TK, który stwierdził, że „gdyby się zdarzyło, że pracodawca rzeczywiście chce obdarować konkretnego pracownika, np. z okazji jubileuszu zatrudnienia wręcza mu zegarek, wówczas korzyść tę należałoby potraktować jako podlegającą ustawie z 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn”.

Ustawa ta zwalnia z podatku darowizny otrzymane od osób niespokrewnionych (z III grupy podatkowej) do łącznej wysokości 4902 zł w ciągu 5 lat. To o wiele więcej, niż warte są okolicznościowe upominki.

Możliwość przekazywania darowizn pracownikom potwierdził także minister finansów w interpretacji zmieniającej z 29 października 2015 r. (nr DD3.8222.2.376.2015.KDJ), a potem dyrektor KIS w interpretacjach z 31 marca 2017 r. (sygn. 1462-IPPB4.4511.180.2017.1.JM), z 12 czerwca 2017 r. (sygn. 0111 -KDIB2-2.4011.51.2017.2.JW) i z 10 lipca 2018 r. (sygn. 0113 KDIPT2-3.4011.331.2018.1.GG).

Próbę otrzymania korzystnej interpretacji podjęła także spółka zajmująca się dystrybucją środków produkcji rolnej. Chciała jednak spytać nie tyle o skutki dla podwładnych, ile dla siebie samej.

Z okazji 30-lecia swojej działalności spółka postanowiła obdarować wszystkich zatrudnionych kartami podarunkowymi, które uprawniałyby ich do zakupów w określonych punktach handlowych. Wartość prezentu miała być uzależniona od stanowiska pracownika i stażu pracy.

O przyznaniu prezentów decydowałby zarząd w specjalnej uchwale. Spółka podkreśliła, że zatrudnieni otrzymają karty, niezależnie od wynagrodzenia ze stosunku pracy. Uważała jednak, że będzie to typowy wydatek pracowniczy, który zwiększy motywację zatrudnionych i przełoży się tym samym na wyższe przychody firmy. Dlatego chciała pomniejszyć swój przychód podatkowy o wartość kupionych kart.

To nie koszt

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej nie kwestionował tego, czy faktycznie będzie to darowizna. Nie wolno mu tego robić w interpretacji. Musi przyjąć stan faktyczny opisany przez podatnika.

Stwierdził natomiast, że jeżeli pracodawca daruje coś pracownikom, to nie może zaliczyć wydatku do kosztów uzyskania przychodu. Zabrania tego wprost art. 16 ust. 1 pkt 14 ustawy o CIT – wskazał w interpretacji z 14 marca br. (sygn. 0111-KDIB2-1.4010.8.2019.3.JK).

Bartosz Mazur, doradca podatkowy i menedżer w Gekko Taxens, nie jest zaskoczony tym, że wielu przedsiębiorców wolałoby darowizny.

– Jest to podatkowo korzystne, jeśli weźmiemy pod uwagę wysokość obciążeń z tytułu PIT i ZUS. Pracodawcy bardziej może się opłacać niepobieranie danin od wynagrodzenia, nawet za cenę wykluczenia wydatku z podatkowych kosztów – mówi doradca.

Typowe benefity

Ekspertów nie dziwi jednak stanowisko fiskusa. Zdaniem Jarosława Ziółkowskiego, doradcy podatkowego w Independent Tax Advisers, mogą być wątpliwości, czy są to w ogóle darowizny.

– Trudno uznać, że przekazanie pracownikom drogich prezentów jest zwykłą darowizną. Rzadko kiedy firmy przekazują coś z dobrego serca. Moim zdaniem jest to zwykły przychód ze stosunku pracy, od którego powinna być potrącona zaliczka na PIT, a firma zalicza wydatek do kosztów uzyskania przychodu – tłumaczy ekspert.

Jego zdaniem przemawia za tym również uregulowanie takich kwestii (przyznania nagród czy prezentów) wprost w regulaminach wynagradzania czy innych wewnętrznych dokumentach firmy.

W jego przekonaniu za darowiznę można uznać tylko indywidualne przypadki gratyfikacji, czyli przyznawanie prezentów wyłącznie wybranym, a nie wszystkim pracownikom, bez związku z wykonywaną pracą. – W większości sytuacji jednak są to typowe benefity, podlegające co do zasady PIT – mówi Jarosław Ziółkowski.

Bartosz Mazur dodaje, że za darowizny można by uznać jednostkowe prezenty z okazji niezwiązanych z zatrudnieniem, np. przekazywane w związku ze ślubem pracownika czy urodzeniem dziecka.

Interpretacje nie pomogą

Eksperci zwracają uwagę, że przedsiębiorcy czasami manipulują stanami faktycznymi we wnioskach o interpretacje tylko po to, aby uzyskać pozytywną odpowiedź fiskusa. Nie oznacza to jednak, że mogą liczyć na ochronę prawną – przestrzegają doradcy.

– Interpretacja indywidualna wiąże tylko wobec stanu faktycznego, który został w niej przedstawiony. Jeśli urzędnik w trakcie kontroli ustali, że nie doszło do żadnej darowizny, to będzie to oznaczać powstanie przychodu u pracownika i odpowiedzialność płatnika za niepotrącenie zaliczki na PIT – mówi Jarosław Ziółkowski.

]]


Czy komornik jest podatnikiem VAT?

Marz 21 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Zgodnie z art. 3 znowelizowanej ustawy o komornikach sądowych, komornik jest organem władzy publicznej w zakresie wykonywania czynności w postępowaniu egzekucyjnym i zabezpieczającym. Art. 33 tej samej ustawy stanowi, że odtąd komornik nie jest już przedsiębiorcą i nie może prowadzić działalności gospodarczej.

„Definitywny zakaz prowadzenia działalności gospodarczej obliguje komornika jako organ władzy publicznej do wyrejestrowania się z rejestru podatników VAT. Czy zatem komornik/zastępca komornika sądowego powołany z mocy prawa jest zgodnie z art. 15 ust. 1 i 6 ustawy o podatku od towarów i usług podatnikiem podatku VAT ?” – pyta wnioskodawca w interpretacji ws. statusu komornika sądowego.

Zapisy w ustawie o VAT, na które powołuje się wnioskodawca dotyczą statusu podatnika VAT. Jest nim, zgodnie z art.15 ust.1 osoba prawna, jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej, i osoba fizyczna. W każdym przypadku warunkiem jest samodzielnie wykonywanie działalności gospodarczej.

W tym samym artykule czytamy, iż za podatnika VAT nie uznaje się organów władzy publicznej oraz urzędów obsługujących te organy, z wyłączeniem czynności wykonywanych na podstawie zawartych umów cywilnoprawnych.

Wnioskodawca będący komornikiem sądowym stwierdzi, że będzie wyłączony z bycia podatnikiem VAT, gdyż tym razem ustawowo i definitywnie nabywa status organu władzy publicznej, który do dnia 1 stycznia 2019 r. mógł być uważany za dyskusyjny. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej potwierdził jego stanowisko.

W interpretacji podjęto próbę odpowiedzi na pytanie, czy komornicy wykonują działalność gospodarczą. Mając na uwadze szeroki zakres pojęcia działalności gospodarczej oraz to, że komornikowi przysługuje wynagrodzenie prowizyjne, proporcjonalne do wysokości uzyskanych opłat egzekucyjnych, kluczowe z punktu widzenia określenia statusu komorników jest ustalenie, czy komornicy sądowi wykonują ustawowo nadane im obowiązki w sposób samodzielny – czytamy w interpretacji.

Jak zaznacza organ, stosunek prawny między pracownikiem a pracodawcą (w tym przypadku: między komornikiem a Skarbem Państwa) wyklucza opodatkowanie ich działalności podatkiem VAT. Dodano, że zmiany, które weszły w życie 1 stycznia 2019 roku skutkują m.in. tym, że relacje pomiędzy komornikiem sądowym a sądem mają charakter zbliżony do więzów prawnych łączących pracownika z pracodawcą, a w takim przypadku trudno uznać komornika sądowego za podmiot samodzielnie – warunek niezbędny do tego by nadać jakiemukolwiek podmiotowi statut podatnika podatku od towarów i usług – prowadzący działalność gospodarczą.

Interpretacja indywidualna z dnia 19 marca 2019 roku (Sygn: 0115-KDIT1-3.4012.860.2018.1.BK)

]]


Kogo obciążają podatki w Polsce? Założenie firmy sposobem na fiskusa

Marz 20 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Efektywne opodatkowanie pracy, czyli suma podatków i składek, jaką pobiera się od uzyskiwanego dochodu, w Polsce jest obecnie wyższe niż opodatkowanie działalności gospodarczej – wynika z raportu „Kogo obciążają podatki w Polsce”, który IBS opublikuje dzisiaj. Zatrudnieni na umowach o pracę muszą liczyć się z tym, że państwo zabierze im – niezależnie od tego, ile zarabiają – 36–37 proc. dochodów. Dużo łagodniej fiskus traktuje umowy cywilnoprawne, pobierając od nich 29–26 proc. dochodów. W przypadku działalności gospodarczej efektywne opodatkowanie do tej pory było bardziej zróżnicowane na korzyść osób, które zarabiały dużo.

IBS operował na danych z lat 2016 i 2017 (a więc z czasów, gdy nie było jeszcze małego ZUS płaconego proporcjonalnie od małych przychodów przedsiębiorcy) i wówczas obłożenie daninami firm było silnie regresywne. Co oznacza, że uzyskujący najniższe dochody płacili fiskusowi bardzo dużo, ale wraz ze wzrostem zarobków ciężar był coraz mniejszy. I tak np. przy dochodzie brutto między 10 a 25 tys. zł rocznie efektywna stopa opodatkowania działalności gospodarczej wynosiła aż 53 proc. Ale już dochód z przedziału 50–100 tys. zł był opodatkowany na poziomie 28 proc., a 100–200 tys. zł – 24 proc. A więc mniej niż w przypadku porównywalnych umów o pracę i kontaktów cywilnoprawnych.

Co to oznacza? Według raportu w naturalny sposób skłania to osoby zarabiające dużo do ucieczki w jednoosobową działalność gospodarczą. Autorzy szacują, że w 2017 r. takich fikcyjnych działalności było ok. 166 tys., czyli niemal co dziesiąty drobny przedsiębiorca (nie licząc tych w rolnictwie) tak naprawdę nim nie był. Od 2011 r. liczba ta zwiększyła się o 32 tys. Chodzi przede wszystkim o tych, którzy całość lub dominującą część przychodów mają od jednego klienta, nie zatrudniają nikogo, nie szukają nowych rynków zbytu, nie inwestują w nowy produkt, a do tego nie mają swobody w wyborze dni i godzin pracy, która na dodatek odbywa się pod regularnym nadzorem klienta. Inne cechy quasi-przedsiębiorcy, które IBS uwzględnił w swoich szacunkach, to korzystanie przez niego z przestrzeni biurowej klienta i branie udziału w spotkaniach pracowników, którzy mają podobny zakres obowiązków. Przejście na taką działalność gospodarczą jest jednak opłacalne, bo przy dochodzie rzędu 100–200 tys. zł rocznie opodatkowanie może być nawet o jedną trzecią niższe niż opodatkowanie umowy o pracę, a różnica ta rośnie wraz ze wzrostem dochodu. I z tego właśnie powodu fikcyjne samozatrudnienie dotyczy przede wszystkim osób o wysokich zarobkach – konstatuje raport.

Im więcej ktoś zarabia, tym bardziej opłaca mu się założyć firmę

Czy wprowadzenie od 2019 r. „małego ZUS” coś zmieni? Zapewne zmniejszy skalę regresji podatkowej, bo obłożenie ciężarami najniższych dochodów będzie mniejsze. Ale z drugiej strony przejście z umowy o pracę na działalność gospodarczą będzie się opłacać już nie tylko bogatym i będzie to dodatkowa zachęta do fikcyjnego samozatrudnienia. Raport IBS przytacza wyliczenia, według których mały ZUS obniża próg opłacalności przejścia z umowy o pracę na działalność gospodarczą z ok. 3 tys. zł do 1,2 tys. zł miesięcznie.

Jakimś wyjściem z tej sytuacji mogłoby być niższe opodatkowanie najniższych dochodów z pracy. W Polsce nie ma różnicy w wielkości klina podatkowego między najniższymi a najwyższymi zarobkami, podczas gdy średnio w UE klin dla najmniejszych płac jest o 8 pkt proc. niższy od tego dla najwyższych.

– Obniżanie klina tylko w przypadku nisko dochodowej działalności gospodarczej, bez ruszania go w opodatkowaniu pracy, będzie zachęcać do takich optymalizacji – mówi Jakub Sawulski, autor raportu IBS. Dodaje, że to wyróżnia Polskę na tle Unii Europejskiej i krajów OECD. Tam też podatki pobierane od dochodów z pracy są wyższe niż te od kapitału, ale jednak struktura jest bardziej korzystna dla osób mało zarabiających.

– Wprowadzenie w życie zapowiedzi podniesienia kosztów uzyskania przychodów z tzw. piątki Kaczyńskiego niewiele tu zmieni. Bo jest to ruch za słaby. Podwojenie kosztów jest rozczarowujące, biorąc pod uwagę wcześniejsze deklaracje znacznego zmniejszenia kosztów pracy dla niskich wynagrodzeń – mówi ekonomista.

Ministerstwo Finansów przymierzało się do pięciokrotnego zwiększenia kosztów uzyskania przychodów. To, w połączeniu z realizacją starej obietnicy podniesienia kwoty wolnej do 8 tys. zł dla wszystkich, mogłoby istotnie obniżyć klin podatkowy. – Szkoda, bo zbyt wysoki klin podatkowy dla niskich płac powoduje różne patologie, jak płacenie pod stołem, zatrudnianie na czarno czy nadużywanie umów cywilnoprawnych – ocenia Jakub Sawulski. 

]]


Efekt STIR? Zakwestionowano obrót na 47 mln zł

Marz 19 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Rezultatem przeszukań 20 miejsc prowadzenia działalności gospodarczej podejrzanych o wystawianie pustych faktur było przerwanie procederu, w wyniku którego budżet państwa straciłby ponad 9 mln złotych.

Dzięki wykorzystaniu przez Funkcjonariuszy Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego systemu STIR zostały zidentyfikowane cztery spółki z branży obrotu artykułami tekstylnymi (odzieżą), w którym występowały tzw. „znikające podmioty” - firmy nie dokonujące rozliczenia podatku VAT.

Na podstawie dokonanych analiz mazowieccy funkcjonariusze i pracownicy Urzędu Celno-Skarbowego we współpracy z komórką Szefa Krajowej Administracji Skarbowej ds. STIR wykryli podmioty pełniące funkcję tzw. „buforów”, które nabywały towary od „znikających podatników”. Tym samym zakwestionowano obrót ponad 47 mln zł.

Jednocześnie wszczęto kontrole celno-skarbową, a rachunki bankowe czterech firm zostały zablokowane na kwotę ponad 1 miliona zł.

„Trzeba pamiętać, że uczestniczenie w procederze obrotu +pustymi fakturami+ to przestępstwo skarbowe, jak też przestępstwo karne, za które może, jeśli kwota uszczuplenia dla budżetu państwa wyniesie ponad 10 mln złotych, grozić kara nawet do 25 lat pozbawienia wolności” – powiedział naczelnik Mazowieckiego Urzędu Celno – Skarbowego w Warszawie Radosław Borowski. 

]]


Pięć lat biegnie dalej, jeśli fiskus pominął pełnomocnika

Marz 19 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Sąd orzekł więc, że jeżeli w postępowaniu kontrolnym został stanowiony pełnomocnik, to naczelnik urzędu skarbowego nie może kierować do podatnika zawiadomienia o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia.

Wczorajsza uchwała (sygn. akt I FPS 3/18) dotyczyła zawieszenia biegu terminu przedawnienia ze względu na wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo lub wykroczenie skarbowe.

Uzasadniając ją, sędzia Jan Rudowski wyjaśnił, że jeżeli naczelnik urzędu skarbowego doręczył zawiadomienie podatnikowi, to do zawieszenia biegu terminu przedawnienia nie doszło, bo pismo nie weszło do obrotu prawnego. I bez znaczenia jest to, że organ zawiadamiający może nie prowadzić jednocześnie postępowania kontrolnego – objaśnił sędzia.

Dodał, że w świetle obowiązujących obecnie przepisów bez znaczenia jest to, czy pełnomocnictwo ma charakter ogólny, czy szczególny. W obu przypadkach o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia należy zawiadamiać pełnomocnika.

Kiedy przerwanie…

Zasadniczo zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem pięciu lat liczonych od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku (art. 70 par. 1 ordynacji podatkowej)

Nie zawsze jednak tak jest. Ordynacja podatkowa daje bowiem fiskusowi możliwości przerywania i zawieszania biegu tego pięcioletniego terminu. Do przerwania dochodzi m.in. wskutek zastosowania każdego kolejnego środka egzekucyjnego. Potem pięcioletni termin zaczyna biec od nowa.

…kiedy zawieszenie

Zawieszenie ma słabszy skutek; powoduje, że termin nie biegnie przez pewien okres, a po ustaniu przyczyny zaczyna biec dalej.

Ordynacja podatkowa przewiduje aż sześć różnych przesłanek zawieszenia biegu terminu przedawnienia. Jedną z nich – najbardziej kontrowersyjną – jest wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo lub wykroczenie skarbowe związane z niewykonaniem danego zobowiązania podatkowego (art. 70 par. 6 pkt 1 ordynacji).

Zawieszenie powoduje, że termin przedawnienia nie biegnie przez pewien okres, a po ustaniu przyczyny zaczyna biec dalej

W przepisach jest jednak pewien istotny warunek. Mianowicie bieg terminu przedawnienia zostaje – z uwagi na tę przesłankę – zawieszony, pod warunkiem że podatnik zostanie o tym zawiadomiony. Mówi o tym art. 70c ordynacji. Zgodnie z nim organ podatkowy zawiadamia podatnika o nierozpoczęciu lub zawieszeniu biegu przedawnienia. Musi to nastąpić najpóźniej z upływem terminu przedawnienia.

Wymóg ten obowiązuje od 15 października 2013 r. To skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 17 lipca 2012 r. (sygn. akt P 30/11).

Jaka treść…

W ubiegłym roku NSA zajmował się już problemem zawiadomienia, ale w kontekście jego treści. W uchwale z 18 czerwca 2018 r. (sygn. akt I FPS 1/18) stwierdził, że może być ona ogólna. Słowem, wystarczające jest powołanie się przez fiskusa na właściwy przepis ordynacji podatkowej (art. 70 par. 6 pkt 1). Nie ma wymogu przytaczania brzmienia tego przepisu, jak i wskazywania, czy przyczyną zawieszenia jest wszczęcie postępowania o przestępstwo skarbowe czy o wykroczenie skarbowe, ani podawania podstawy prawnej z kodeksu karnego skarbowego – wynikało z uchwały.

…na czyje ręce

Krótko potem okazało się, że jest jeszcze jedna wątpliwość – do kogo powinno być kierowane zawiadomienie. Czy do podatnika, czy może do ustanowionego przez niego pełnomocnika?

Problem dotyczy zwłaszcza sytuacji, gdy postępowanie kontrolne z udziałem pełnomocnika jest prowadzone przez inny organ niż ten, który zawiadamia o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia. Robi to bowiem naczelnik urzędu skarbowego, a kontrolę może prowadzić inny organ (np. naczelnik urzędu celno-skarbowego) i podatnik ma ustanowionego pełnomocnika przed tym właśnie innym organem. Pytanie – czy naczelnik US może pominąć pełnomocnika ustanowionego w postępowaniu kontrolnym i wysłać pismo bezpośrednio do podatnika?

Wysłano do podatnika

Tak właśnie było w sprawie, która legła u podstaw uchwały. Podatnik odliczył VAT wynikający z 18 otrzymanych faktur, które – zdaniem przeprowadzającego kontrolę dyrektora urzędu kontroli skarbowej – nie dokumentowały rzeczywistych transakcji. Podatek był należny za 2008 r. Dyrektor UKS wydał pierwszą decyzję w listopadzie 2013 r., a więc tuż przed przedawnieniem. Została ona jednak uchylona przez organ II instancji, którym był dyrektor Izby Skarbowej w Łodzi.

Nową, drugą decyzję dyrektor UKS wydał w czerwcu 2015 r. Uważał, że mimo upływu czasu miał taką możliwość ze względu na wszczęcie postępowania przygotowawczego w sprawie karnoskarbowej (podanie nieprawdy w deklaracjach VAT-7 i narażenie budżetu na stratę na ponad 160 tys. zł).

Podatnik powołał się jednak wtedy na zarzut przedawnienia. Tłumaczył, że nie doszło do zawieszenia biegu terminu przedawnienia, bo zawiadomienie zostało skierowane bezpośrednio do niego, a nie do jego pełnomocnika. Podkreślał, że urząd skierował pismo na jego adres, ale on w ogóle go nie odebrał, w związku z czym przyjęto fikcję doręczenia.

Rzeczywiście podatnik miał ustanowionego pełnomocnika, tyle że w postępowaniu prowadzonym przez dyrektora UKS. Natomiast zawiadomienie o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia sporządził i wysłał naczelnik Urzędu Skarbowego w Zgierzu, a więc organ, przed którym nie toczyło się postępowanie z udziałem tego pełnomocnika.

WSA w Łodzi orzekł, że naczelnik słusznie zawiadomił podatnika, bo pełnomocnik był ustanowiony w odrębnym postępowaniu.

Naczelny Sąd Administracyjny nabrał co do tego wątpliwości. Dlatego uznał, że konieczna będzie uchwała, która rozstrzygnie, kto w takiej sytuacji powinien być zawiadamiany i jaki jest skutek niewłaściwego zawiadomienia (słowem, czy bieg terminu przedawnienia zostaje zawieszony).

Trzy linie

Dotychczas w orzecznictwie sądów administracyjnych ukształtowały się rozbieżne linie orzecznicze.

Jedna mówi, że najważniejsze jest to, aby podatnik przed upływem przedawnienia wiedział, że zobowiązanie podatkowe nie wygaśnie tak szybko, jak mógłby się spodziewać, bo bieg terminu przedawnienia ulega zawieszeniu. Zdaniem sądów cel ten jest osiągnięty zarówno wtedy, gdy zawiadomienie jest doręczone bezpośrednio podatnikowi, jak i wtedy, gdy w trakcie toczącego się postępowania zawiadomienie doręczono do rąk pełnomocnika. Tak np. orzekł NSA w wyroku z 14 października 2015 r. (sygn. akt I FSK 1052/14).

Zgodnie z drugą linią orzeczniczą, zawiadomienie musi być bezwzględnie doręczone podatnikowi. Naczelnik urzędu skarbowego może bowiem zwyczajnie nie wiedzieć, że podatnik ustanowił pełnomocnika w innym postępowaniu (kontrolnym). Tak np. orzekły NSA w wyroku z 19 stycznia 2017 r. (sygn. akt I FSK 1017/15) i WSA w Poznaniu w wyroku z 1 marca 2018 r. (sygn. akt I SA/Po 1090/17).

Trzecia linia opowiada się za koniecznością doręczania pism pełnomocnikom. Sądy powołują się tu na art. 145 par. 2 ordynacji, który wyraźnie mówi, że jeżeli ustanowiono pełnomocnika, to pisma doręcza się właśnie jemu. Wskazują, że ordynacja nie przewiduje w tym zakresie żadnych wyjątków. Tak np. orzekł NSA w wyrokach z 27 kwietnia 2017 r. (sygn. akt I FSK 1806/15) i z 4 lipca 2017 r. (sygn. akt I FSK 2220/15). W konsekwencji doszedł do wniosku, że pominięcie pełnomocnika przy doręczeniu zawiadomienia wywołuje takie same konsekwencje jak pominięcie strony (podatnika). Słowem, daje podstawę do wznowienia postępowania zgodnie z art. 240 par. 1 pkt 4 ordynacji (patrz. wyrok z 23 kwietnia 2018 r., sygn. akt II FSK 955/16).

We wczorajszej uchwale NSA podzielił pogląd wyrażony w tym ostatnim wyroku. 

Problemy z przedawnieniem

orzecznictwo

Uchwała NSA z 18 marca 2019 r., sygn. akt I FPS 3/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

]]


Podatek cyfrowy: Jeżeli nie będzie konsensusu, państwa UE będą decydować same

Marz 18 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Morawiecki był pytany na konferencji prasowej o kwestię debaty nad wprowadzeniem jednolitego unijnego podatku od usług cyfrowych, a także czy rząd PiS w ramach rozwiązań krajowych przewiduje jakieś propozycje w tym zakresie.

Premier zaznaczył, że często rozmawia o podatku cyfrowym z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i innymi przywódcami UE. Jak mówił, z jego informacji wynika, że Austria zdecyduje się na wprowadzenie podatku cyfrowego pomimo braku konsensusu w tej kwestii na poziomie UE.

"Chcemy to zrobić razem z wszystkimi państwami UE, ale przykład austriacki pokazuje, że jeżeli nie będzie konsensusu, to chyba państwa członkowskie będą musiały podejmować te decyzje - mam nadzieję, że już niedługa - same, samodzielnie, odpowiedzialnie" - powiedział szef rządu.

Morawiecki zaznaczył, że raje podatkowe istnieją także w Unii Europejskiej. "Sama Komisja Europejska i OECD określa niektóre kraje, w tym Cypr, Maltę, ale ostatnio nawet zwrócono uwagę na Belgię, Irlandię jako kraje, które pomagają gigantom międzynarodowym w unikaniu płacenia podatków" - zaznaczył Morawiecki.

"Przyglądamy się tej sprawie, ale nie tylko przyglądamy. Przede wszystkim jesteśmy jednym z głównych państw członkowskich, które za każdym razem, na każdym posiedzeniu Rady Europejskiej - i teraz za kilka dni, gdy będę w Brukseli na pewno też będę o tym (mówić): dość z rajami podatkowymi, wprowadźmy opodatkowanie również gigantów cyfrowych" - powiedział Morawiecki.

Jak dodał, "jeżeli ktoś w naszym pięknym kraju sprzedaje swoje produkty, usługi, to niech płaci od tego podatki, a nie rozlicza się minimalną, czasami mikroskopijną stawką tak, jak ten słynny przypadku jednej z największych firm na świecie, która rozliczała się w Irlandii właśnie".

"Nam się to nie podoba zasadniczo, ponieważ oznacza to, że zostaliśmy pozbawieni tych podatków na rzecz bardzo bogatej Irlandii. Kochamy oczywiście Irlandczyków i ich piękną wyspę, ale chcemy sprawiedliwych podatków w UE" - powiedział Morawiecki.

W 2016 r. Komisja Europejska nakazała Belgii odzyskanie około 700 mln euro od przedsiębiorstw, które skorzystały z programu ulg. Oprócz BP i BASF były to Wabco, Cellio, Atlas Copco i Belgacom (obecnie Proximus). Belgia jednak zakwestionowała decyzję KE i wniosła sprawę do unijnego sądu. W lutym KE przegrała z Belgią w unijnym sądzie pierwszej instancji sprawę dotyczącą ulg podatkowych udzielonych przez ten kraj koncernom.

W innych decyzjach - jak informuje Reuters - Komisja Europejska, zarzucając wielkim firmom unikanie płacenia podatków, zobowiązała Irlandię do odzyskania około 13 mld euro od Apple. Luksemburg otrzymał z kolei polecenie odzyskania 250 mln euro od Amazon, około 120 mln euro od francuskiej Engie i do 30 mln euro od Fiata Chryslera. Holandia została natomiast zobowiązana, aby odzyskać od Starbucks 20-30 mln euro.

We wrześniu 2018 r. irlandzki rząd poinformował, że Apple zapłaciło Irlandii 14,3 mld euro podatku wraz z odsetkami wysokości 1,2 mld euro, w związku z tym, że Komisja Europejska orzekła, że ulgi przyznane amerykańskiej spółce są nielegalne.

]]


Matryca VAT pod znakiem zapytania. Nie ma zgody na zmianę stawek napojów i owoców

Marz 18 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Wcześniej – jak wskazywała jedna z posłanek – wszyscy posłowie z sejmowej komisji rolnictwa wypowiedzieli się jednogłośnie przeciwko nowej matrycy. Do premiera Mateusza Morawieckiego został skierowany nawet dezyderat w tej sprawie.

Matryca VAT spadła z piątkowego porządku obrad przed głosowaniem o odrzuceniu zmian po pierwszym czytaniu. Zdaniem posłów, zwłaszcza z opozycji, nowelizacja zaszkodzi polskim producentom i przetwórcom owoców i warzyw.

Nowa matryca ma uprościć rozliczenia VAT i zakończyć liczne spory o stawkę podatku. Obecnie bowiem przedsiębiorcy handlujący podobnymi towarami często rozliczają się według różnych stawek podatkowych. Tak jest w np. przypadku pieczywa. To z datą przydatności poniżej 14 dni objęte jest najniższym podatkiem, a z dłuższą – 23-proc. stawką. Przy waflach i opłatkach istotna jest natomiast zawartość wody. Po wprowadzeniu matrycy pieczywo i ciastka miałyby zostać objęte 5 proc. VAT.

Najniższą, 5-proc. stawką mają też być objęte np. paluszki, owoce tropikalne i cytrusowe, zupy, buliony i żywność dietetyczna, książki papierowe oraz elektroniczne (e-booki), smoczki i żywność przeznaczona dla niemowląt, artykuły higieniczne oraz soki 100-proc. i nektary (spełniające kryteria dyrektywy sokowej).

Natomiast podstawową stawką 23 proc. mają zostać objęte m.in. nektary i napoje z minimalnym 20-proc. wsadem soku lub przecieru. Szczególnie ta zmiana wzbudziła wiele kontrowersji.

– Od kilku tygodni zgłaszają się do mnie osoby oburzone nowymi propozycjami Ministerstwa Finansów dotyczącymi podniesienia stawki VAT z 5 proc. do 23 proc. na napoje powstałe na bazie krajowych owoców i warzyw, przy jednoczesnym obniżeniu VAT na importowane owoce cytrusowe do najniższego z możliwych – mówił podczas pierwszego czytania projektu Jarosław Suchejko (Kukiz’15). Dodał, że tak drastyczne zmiany będą ciosem dla polskich sadowników, producentów warzyw oraz przetwórców. Co więcej – twierdził – konsekwencją zmian będzie zmniejszenie zapotrzebowania na polskie owoce i warzywa o ok. 150 ton rocznie.

W podobnym tonie wypowiadali się inni posłowie opozycji. Genowefa Tokarska (PSL – Unia Europejskich Demokratów) przekonywała, że zmiana utrwali obecność na polskim rynku śmieciowej żywności. Projekt zakłada bowiem obniżkę VAT do 5 proc. na takie produkty jak chipsy, wafle, ciastka, a na cukier – do 8 proc.

Słów krytyki nie szczędziła też Krystyna Skowrońska (PO–Koalicja Obywatelska). Wskazała, że wszyscy posłowie z sejmowej komisji rolnictwa wypowiedzieli się jednogłośnie przeciwko temu projektowi.

Bronił go wiceminister finansów Filip Świtała. Nie zgodził się z tym, że popyt na polskie warzywa i owoce spadnie. Przekonywał, że zmiany będą korzystne dla małych, drobnych producentów naturalnych soków owocowych, np. tłoczonego soku jabłkowego. Natomiast niezdrowe napoje zawierające dużo cukru i tylko 20 proc. owoców będą opodatkowane stawką wyższą – tłumaczył wiceminister. Dodał, że z tych napojów bierze się otyłość. 

Etap legislacyjny

Projekt nowelizacji ustawy o VAT oraz ordynacji podatkowej – po I czytaniu w Sejmie

]]


Nadchodzą spore zmiany w zamówieniach publicznych. Sejm coraz bliżej uchwalenia nowych przepisów

Marz 18 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

W minionym tygodniu Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii wspólnie z Urzędem Zamówień Publicznych przeprowadziło konferencję uzgodnieniową dotyczącą projektu nowej ustawy – Prawo zamówień publicznych. Przez trzy dni uczestnicy konsultacji społecznych mogli przedstawiać argumenty w nawiązaniu do zgłoszonych wcześniej uwag. A tych była rekordowa wręcz liczba. Samo tabelaryczne zestawienie uwag liczy sobie 700 stron.

Choć prace nad projektem są czasochłonne, to MPiT wciąż zakłada, że nowe przepisy wejdą w życie z początkiem 2020 r.

– Jesteśmy zdeterminowani i robimy wszystko, by Sejm zdążył uchwalić nową ustawę w tej kadencji. Tym bardziej że odbiór projektu jest bardzo pozytywny. Nasz kalendarz zakłada, że w maju projekt zostanie przedstawiony Radzie Ministrów, a tuż po jego przyjęciu złożony w Sejmie – zapowiada Joanna Knapińska, zastępca dyrektora departamentu doskonalenia regulacji gospodarczych.

Spotkań nie będzie

Analiza uwag zgłoszonych w trakcie konsultacji trochę jeszcze potrwa, ale już teraz wiadomo, jakie kwestie budziły największe kontrowersje. Jedna z nich to propozycja organizowania spotkań z wykonawcami przed zawarciem umowy. Przedsiębiorcy mieli w ich trakcie poznawać powody, dla których ich oferty nie zostały wybrane. W uwagach zgłoszonych podczas konsultacji powtarzał się zarzut, że spotkania te w zasadzie niczemu nie będą służyć, a skomplikują życie zamawiającym. Wydłużą postępowanie i dodatkowo będą oznaczać konieczność poniesienia kosztów na sprzęt rejestrujący. Zgodnie z projektowanym art. 279 miałby na nich być nagrywany przynajmniej dźwięk.

Propozycję wykreślenia tego przepisu zgłosiła także sama administracja rządowa.

„Powstaje wątpliwość – jakie informacje miałby jeszcze zamawiający przekazać wykonawcom na spotkaniu, w jakiej formie i jakie ewentualne działania mogliby podjąć wykonawcy po uzyskaniu tych dodatkowych informacji” – napisało w swym stanowisku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

Jest już w zasadzie przesądzone, że przepis ten zniknie z projektu.

– Odbiór tej propozycji jest zdecydowanie negatywny. Skoro 99 proc. zainteresowanych uważa ją za zły pomysł, to oczywiście nie będziemy jej na siłę forsować. Prawdopodobnie więc zostanie ona wykreślona z projektu – mówi Joanna Knapińska.

Nie wiadomo natomiast, co stanie się z innym pomysłem, który też budził sprzeciw, choć już nie tak jednoznaczny. Chodzi o przygotowywanie postępowań. Na etapie poprzedzającym ich wszczęcie miałaby być obowiązkowo przeprowadzana analiza potrzeb i wymagań, która pozwoliłaby zamawiającemu zdecydować, czy rzeczywiście należy udzielić zamówienia publicznego, a jeśli tak, to w jaki sposób zrobić to najefektywniej.

Część zamawiających przekonywała podczas konferencji, że będzie to jedynie dodatkowa formalność, która opóźni proces inwestycyjny, a nie przyniesie żadnych korzyści. Zwracali oni uwagę, że przy poważniejszych przedsięwzięciach takie analizy i tak są przygotowywane. Zwolennicy proponowanego rozwiązania odpowiadali, że skoro tak, to trudno mówić o dodatkowych obowiązkach. Wystarczy dołączyć wyniki już przeprowadzonych analiz do protokołu postępowania.

Tryb podstawowy

Sporo zgłoszonych uwag dotyczyło procedury przewidzianej dla zamówień poniżej progów unijnych. Obecne przepisy przewidują dla nich pewne ułatwienia (np. krótsze terminy), ale co do zasady muszą być one udzielane w tych samych trybach co droższe zamówienia. Tymczasem nowa ustawa wprowadzi zupełnie odrębny tryb podstawowy. Ponieważ poniżej progów nie obowiązują unijne przepisy o zamówieniach, to wystarczy samo zapewnienie konkurencyjności. Nowy tryb ma być maksymalnie elastyczny, a zamawiający ma dostosowywać go do swych potrzeb. Przykładowo nie będzie musiał stawiać warunków udziału w postępowaniu, a jeśli się zdecyduje, to sam wybierze jakie.

Tak duża swoboda budzi jednak niepokój części ekspertów.

– Choć jej założeniem jest ułatwienie dostępu do mniejszych zamówień, obawiamy się, że bez pomocy UZP i upowszechnienia standardowych dokumentów przetargowych efekt może być odwrotny do zamierzonego. Zgodnie z projektem zamawiający może z dużą dowolnością kształtować procedurę podstawową przy zamówieniach poniżej progów unijnych, stosując odpowiednio niektóre z przepisów przewidzianych dla dużych zamówień. Może to uczynić, określając wymagania niemal takie same jak dla dużych zamówień lub ograniczyć je stosownie do wielkości zamówienia i ryzyka związanego z jego realizacją. Oba sposoby będą prawnie dopuszczalne. To zaś oznacza, że wykonawcy za każdym razem będą musieli szczegółowo analizować dokumentację przetargową i spełniać jej wymagania. Pozorna elastyczność będzie więc w praktyce oznaczać duże utrudnienie, zwłaszcza MŚP – ocenia Ewa Wiktorowska, przewodnicząca Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Konsultantów Zamówień Publicznych.

Tryb podstawowy będzie miał trzy warianty. Pierwszy zbliżony jest do przetargu nieograniczonego, drugi i trzeci zakłada negocjacje, co można porównać do obecnego trybu negocjacji z ogłoszeniem.

– Dzisiaj tryb ten prawie nie jest wykorzystywany. Rozumiem, że intencją ustawodawcy jest zmiana tej sytuacji, gdyż bez wątpienia może on być korzystny dla niektórych zamówień. Łatwiej jest bowiem negocjować niż składać sztywne oferty. Obawiam się natomiast, że zamawiający mogą się nieco zachłysnąć tą procedurą i stanie się ona teraz najbardziej popularną formą udzielania zamówień podprogowych – zauważa dr Łukasz Goniak, adwokat z kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni.

– Nie jestem zaś pewien, czy będzie to korzystne dla rynku. Zgodnie z danymi UZP negocjacje z ogłoszeniem to drugi – po dialogu konkurencyjnym – najbardziej czasochłonny tryb. W 2017 r. takie negocjacje trwały średnio 67 dni, a dla robót budowlanych nawet 96 dni. Jeśli więc tryb ten będzie nadużywany, to możemy spodziewać się znacznego wydłużenia postępowań – zaznacza.

Doprecyzowywanie przepisów

Jakie jeszcze problemy podniesiono podczas konferencji?

– Przedstawiciele kultury, nauki, więziennictwa i leśnictwa krytycznie odnieśli się do pomysłu rezygnacji z wyłączeń, jakie daje im obecna ustawa. W projekcie zaproponowaliśmy, żeby co do zasady także te zamówienia podlegały pod przepisy o zamówieniach, choć w uproszczonych procedurach. Będziemy jednak o tym dalej dyskutować i nie wykluczamy zmian – relacjonuje Joanna Knapińska.

– Ożywioną dyskusję podczas konferencji uzgodnieniowej wzbudziły też regulacje dotyczące zamówień in-house. Cieszy nas natomiast, że była to dyskusja rzeczowa, a nie postulaty całkowitej rezygnacji z tego rozwiązania lub też maksymalnej liberalizacji tych przepisów – zaznacza.

W projekcie pozostawiono regulacje dotyczące in-house prawie niezmienione. Tak jak jest to obecnie, spółka komunalna chcąca otrzymać z wolnej ręki zlecenie od własnej gminy będzie musiała ponad 90 proc. działalności świadczyć na jej rzecz. Związek Miast Polskich postuluje o obniżenie tego progu do 80 proc., ale nie może chyba liczyć na akceptację tego pomysłu. MPiT zastanawia się natomiast nad doprecyzowaniem pewnych kwestii – przede wszystkim dotyczących reorganizacji przedsiębiorstwa i samodzielnego spełniania przez niego warunków.

Wśród zgłoszonych uwag powtarzały się te dotyczące Izby Koncyliacyjnej. Ma ona stanowić odpowiedź na problemy napotykane podczas realizacji robót. Zamiast zrywać umowę, strony mogłyby podjąć próbę osiągnięcia kompromisu właśnie przed tą izbą. Pomysł wzbudza zainteresowanie, ale też obawy.

„Wprowadzenie obligatoryjnego postępowania koncyliacyjnego budzi poważne wątpliwości z uwagi na fakt, iż może stanowić ograniczenie konstytucyjnego prawa do sądu. Biorąc pod uwagę zrównanie mocy ugody zawartej przed prezesem izby z wyrokiem sądu powszechnego, jak i niedopuszczalność drogi sądowej, regulacja ta w istocie ogranicza stronom umowy o zamówienie publiczne dochodzenie swoich praw w ramach postępowania sądowego” – napisało w swym stanowisku Stowarzyszenia Prawa Zamówień Publicznych.

Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, jest już przesądzone, że Izba Koncyliacyjna powstanie. Resort przedsiębiorczości rozważa natomiast pewną modyfikację zasad, na jakich toczyć się będą prowadzone przed nią postępowania.

]]


Podatek od wiatraków ciągle nie jest przesądzony

Marz 18 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Takie stanowisko sądu kasacyjnego otwiera nowy rozdział w sporach dotyczących opodatkowania w 2017 r. elektrowni wiatrowych podatkiem od nieruchomości – przyznają zgodnie eksperci.

Wydawało się, że sprawę rozstrzygnął ostatecznie wyrok 7 sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 23 października 2018 r. (sygn. akt II FSK 2983/17). Sąd orzekł, że w 2017 r. opodatkowany był cały wiatrak, łącznie z częściami technicznymi.

Jednak w obu najnowszych wyrokach: z 26 lutego (sygn. akt II FSK 3098/17) oraz z 13 marca br. (sygn. akt II FSK 2962/17) NSA nakazał wojewódzkiemu sądowi administracyjnemu dokładne zbadanie, czy wprowadzenie zmian w 2017 r. wymagało powiadomienia (tzw. notyfikacji) Komisji Europejskiej. De facto wymagało to uzyskania aprobaty Brukseli.

Wcześniej NSA w ogóle nie wypowiadał się w tej kwestii lub robił to jedynie zdawkowo.

– Wojewódzki sąd administracyjny będzie więc musiał zbadać, czy znowelizowane przepisy – w kontekście ich zgodności z prawem UE – mogły być stosowane w 2017 r. – przyznaje dr hab. Rafał Dowgier z Katedry Prawa Podatkowego Uniwersytetu w Białymstoku.

Już wcześniej wojewódzkie sądy administracyjne wypowiadały się w tej sprawie.

– Wielokrotnie uznawały, że objęcie opodatkowaniem wiatraków w całości w 2017 r. nie naruszało przepisów unijnych – mówi Michał Nielepkowicz, doradca podatkowy i partner w Thedy & Partners.

Nawet jednak, jeśli w dwóch sprawach, które rozpatrzył ostatnio NSA, sądy wojewódzkie podzielą takie stanowisko, to nie oznacza to, że zgodzi się z nim potem również sąd kasacyjny. Co więcej, uzasadniając wyrok z 13 marca br., NSA zasugerował wprost, że WSA powinien rozważyć, czy nie zadać pytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Wcześniej nie mógł zbadać

Spory o opodatkowanie wiatraków dotyczą wyłącznie 2017 r. Przed 1 stycznia 2017 r. opodatkowane były jedynie części budowlane elektrowni wiatrowych (fundamenty i maszt). Tak też jest od 1 stycznia 2018 r.

Jedynie w 2017 r., na skutek wprowadzonych zmian, przepisy zobowiązywały do zapłaty podatku również od części technicznych (m.in. gondoli i urządzeń).

Wprawdzie już wcześniej pełnomocnicy podnosili zarzut naruszenia prawa UE (brak wspomnianej notyfikacji, czyli pozwolenia Komisji Europejskiej), ale we wspomnianym wyroku z 23 października 2018 r. poszerzony skład NSA nie wypowiedział się w tej kwestii.

Zwrócił bowiem uwagę na to, że wyrok dotyczy interpretacji indywidualnej, a skarżący we wniosku o jej wydanie nie podnosił kwestii niezgodności z regulacjami unijnymi (Traktatem o funkcjonowaniu Unii Europejskiej).

Zarzut ten podatnicy postawili natomiast w skargach kasacyjnych złożonych w sprawach, które w lutym i marcu br. rozpatrzył NSA. Podnieśli kwestię niezgodności polskich przepisów z unijnymi (brak notyfikacji).

NSA uznał, że WSA powinien się w tej sprawie wypowiedzieć.

Trzeba poczekać

– Istota problemu polega na tym, że przepisy skutkujące opodatkowaniem od 2017 r. całego wiatraka nie były notyfikowane przez Komisję Europejską, a więc nie wiemy, czy mogły zostać wprowadzone w Polsce. A jeśli nie mogły zostać wprowadzone, bo tej notyfikacji zabrakło, to nie można było opodatkować wiatraków w całości, w tym ich części technicznych – tłumaczy dr Michał Bernat, radca prawny i doradca podatkowy w Dentons.

Dodaje, że nie ma nawet potrzeby czekania na przyszłe rozstrzygnięcia, np. Trybunału Sprawiedliwości UE. – Wystarczające byłoby orzeczenie sądu krajowego, w którym sąd dokonałby prounijnej wykładni prawa – mówi ekspert.

To pomoc publiczna

Michał Bernat wskazuje, że kluczowy jest tu art. 108 ust. 3 zdanie 3 Traktatu o funkcjonowaniu UE. Zgodnie z nim należy wstrzymać się z udzieleniem pomocy publicznej do momentu wydania przez Komisję Europejską decyzji aprobującej. Taką pomocą może być np. zwolnienie z podatku lub takie ukształtowanie przepisów, które będzie dawało preferencję jednym podatnikom, a na innych, działających na tym samym rynku, będzie nakładało wyższe podatki.

– Już z samego obowiązku notyfikacji wynika konieczność wstrzymania się z udzieleniem pomocy publicznej – tłumaczy Michał Bernat.

Ekspert zwraca też uwagę na notę KE z 2009 r. o współpracy sądów krajowych z Komisją w sprawach dotyczących pomocy publicznej. Wynika z niej, że jednostka (w tym przedsiębiorstwo), która jest dotknięta skutkami takiej nienotyfikowanej pomocy publicznej, ma prawo żądać przed sądem krajowym, aby tej pomocy przestano udzielać.

Podobny przypadek dotyczył podatku od sprzedaży detalicznej. Komisja Europejska zakwestionowała polskie plany wprowadzenia tego podatku, ponieważ został on tak pomyślany, aby objąć jedynie duże sklepy. Komisja uznała, że to niedopuszczalne, bo oznacza selektywne traktowanie podmiotów na tym samym rynku.

Selektywna, więc bezprawna

– W przypadku energii elektrycznej z punktu widzenia nabywcy nie ma znaczenia, z jakiego źródła pochodzi dostawa. Wszyscy wytwórcy, konwencjonalni czy niekonwencjonalni, konkurują na jednym rynku. Skoro poszczególni wytwórcy są różnie opodatkowani, to jest to selektywne – podkreśla Michał Bernat.

Zwraca uwagę na to, że opodatkowaniem całości urządzeń nie zostali objęci konwencjonalni wytwórcy energii ani część wytwórców OZE. Dlatego uważa, że jest to bezprawna pomoc publiczna.

Podobnego zdania jest Michał Nielepkowicz. Również uważa, że to konwencjonalni wytwórcy energii otrzymaliby niedozwoloną pomoc publiczną, ponieważ nie zostali opodatkowani w całości, tak jak farmy wiatrowe. 

]]


Kursy na prawo jazdy niedługo mogą być droższe. To koniec ze zwolnieniem z VAT

Marz 18 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Wyrok zapadł wprawdzie w sprawie jednej z niemieckich szkół jazdy, ale ma znaczenie dla wszystkich państw Unii Europejskiej. W Polsce może mieć skutki zarówno dla kandydatów na kierowców, jak i dla ośrodków nauki jazdy. Pierwsi mogą zapłacić więcej za kurs. Dla drugich to kolosalna zmiana w rozliczeniach VAT i podatku dochodowego.

Dotąd przyjmowano (przynajmniej w Polsce), że nauka jazdy jest zwolniona z VAT. Jej opodatkowanie oznaczałoby, że ośrodki szkoleniowe będą płacić ten podatek, ale będą też odliczać VAT wynikający z otrzymywanych faktur. Będą mogły odjąć go, na przykład kupując lub leasingując „elki” (więcej o skutkach podatkowych dla firm prowadzących kursy – patrz opinia eksperta).

Ministerstwo Finansów, zapytane przez DGP o skutki wyroku TSUE, odpowiedziało, że za wcześnie jeszcze, żeby wiążąco go komentować.

Dziś szkoły nie płacą VAT

Ostatnie interpretacje indywidualne w tej sprawie, które można znaleźć na stronie resortu finansów, pochodzą z 2015 r. i ze stycznia 2016 r. Wynika z nich, że szkolenia w celu uzyskania praw jazdy kategorii B, C, D i E są zwolnione z VAT jako usługi kształcenia lub przekwalifikowania zawodowego. Wyjątek dotyczy kursów na prawo jazdy kategorii A, które są niezbędne motocyklistom.

W interpretacjach tych fiskus przyznawał, że uzyskanie uprawnień do kierowania pojazdami jest obecnie jednym z podstawowych wymogów stawianych kandydatom do pracy na różne stanowiska. Stwierdzili tak m.in. dyrektor Izby Skarbowej w Poznaniu w interpretacji z 19 listopada 2015 r. (sygn. ILPP3/4512-1-140/15-4/JO) oraz wiceminister finansów Maciej Grabowski w odpowiedzi udzielonej 21 kwietnia 2011 r. na pytania senatorów.

TSUE: Podatek musi być

Podobnego zdania była niemiecka spółka A & G Fahrschul-Akademie GmbH. Pierwotnie rozliczała ona VAT od prowadzonych przez siebie kursów na prawo jazdy. Po kilku latach uznała jednak, że jest to usługa edukacyjna zwolniona z podatku. Niemiecki fiskus odmówił jednak prawa do korekty.

Sporu nie rozstrzygnął sąd, ponieważ zadał pytanie do unijnego trybunału. Spytał, czy kursy na prawo jazdy mogą być uznawane za kształcenie lub przekwalifikowanie zawodowe, lub za usługi nauczania prywatnego świadczone przez nauczycieli. Jeśli odpowiedź byłaby pozytywna, byłyby one zwolnione z podatku na podstawie art. 132 ust. 1 lit. i lub lit. j dyrektywy VAT.

Ani rzecznik generalny TSUE Maciej Szpunar, ani trybunał nie mieli wątpliwości, że kursy na prawo jazdy są opodatkowane. Rzecznik generalny przypomniał, że zasadniczo preferencja dla usług kształcenia lub przekwalifikowania zawodowego (art. 132 ust. 1 lit. i dyrektywy) dotyczy czynności wykonywanych w interesie publicznym.

– Nie ma o tym mowy w przypadku kursów na prawo jazdy, bo na zdobyciu uprawnień do kierowania autem zależeć powinno nie tyle państwu, ile samym kursantom – stwierdził Maciej Szpunar.

Nie przekonały go argumenty spółki, że edukacja kandydatów na kierowców ograniczy liczbę wypadków, a tym samym zwiększy bezpieczeństwo ruchu drogowego. – Interes publiczny leży tu w samym wprowadzeniu wymogu posiadania prawa jazdy, a nie w odbyciu szkolenia w tym celu – podkreślił rzecznik.

To nie edukacja

Tego samego zdania był TSUE. Uznał, że szkolenia kandydatów na kierowców to nauczanie specjalistyczne, które nie jest „samo w sobie równoważne z przekazywaniem wiedzy i kompetencji dotyczących obszernego i zróżnicowanego zespołu dziedzin, a także ich pogłębianiem oraz ich rozwojem, co jest charakterystyczne dla kształcenia powszechnego lub wyższego”.

TSUE zgodził się też z wnioskami rzecznika, że niemiecka spółka nie może być uznana za „nauczyciela”, bo taka definicja z założenia dotyczy jedynie osób fizycznych. ©℗

opinia Ośrodki szkoleniowe czeka prawdziwa rewolucja

Krzysztof Ugolik, menedżer w dziale doradztwa podatkowo-prawnego PwC

Wyrok TSUE w fundamentalny sposób może wpłynąć na rozliczenia szkół nauki jazdy. Jeżeli cena oferowanych przez nie kursów wzrośnie o VAT, może to przełożyć się na mniejszą liczbę chętnych do uzyskania prawa jazdy. To z kolei wywoła jeszcze większą presję na i tak konkurencyjnym rynku. Właściciele ośrodków szkolenia kierowców będą musieli zmierzyć się ponadto z niestosowanymi dotychczas przepisami, przede wszystkim dotyczącymi odliczenia VAT od nabycia lub leasingu samochodów i kwalifikacji związanych z tym kosztów uzyskania przychodów. Obecne przepisy nie dają szkołom jazdy żadnych preferencji.

Pełne odliczenie VAT od zakupu „elek” będzie możliwe przy założeniu prowadzenia przez szkoły dokumentacji przebiegu pojazdu i poinformowania urzędu skarbowego. W przeciwnym razie ośrodki odliczą tylko 50 proc. wartości podatku naliczonego, a do kosztów uzyskania przychodu zaliczą wyłącznie 75 proc. ich wartości.

Biorąc pod uwagę to, że samochody stosowane przez ośrodki nauki jazdy wymagają pewnych zmian konstrukcyjnych (m.in. zamontowania pedałów dla instruktora), uważam, że Ministerstwo Finansów mogłoby rozważyć wydanie rozporządzenia, które zniesie obowiązek prowadzenia ewidencji przebiegu przez szkoły jazdy. Pozwoliłoby to przynajmniej w części zniwelować negatywne konsekwencje konieczności opodatkowania VAT kursów jazdy. 

orzecznictwo

Wyrok TSUE z 14 marca 2019 r., sygn. akt C-449/17.

]]


Aplikacja e-Sprawozdania Finansowe już też dla podatników CIT

Marz 17 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Dotąd narzędzie umożliwiało tylko sporządzanie, podpisanie i składanie sprawozdań finansowych do szefa Krajowej Administracji Skarbowej przez podatników PIT. Pisaliśmy o tym w artykule „Jest aplikacja do e-sprawozdań, ale nie dla wszystkich” (DGP nr 242/2018). Podatnicy CIT, którzy od 1 października 2018 r. muszą tworzyć sprawozdania finansowe w strukturach logicznych (w formacie XML), musieli to zrobić na własną rękę, na przykład kupując odpowiedni program.

Teraz już mogą stworzyć i podpisywać e-sprawozdanie (zarówno bezpłatnym profilem zaufanym, jak i podpisem kwalifikowanym) w aplikacji MF. Nadal jednak do Krajowego Rejestru Sądowego (KRS) sprawozdania przesyła się za pomocą systemów udostępnionych przez resort sprawiedliwości. Wystarczy tylko pobrać wygenerowany i podpisany plik XML.

Resort finansów podkreśla, że wprawdzie ułatwienie adresowane jest do podmiotów wpisanych do rejestru przedsiębiorców KRS, ale nie ma ograniczeń w użyciu aplikacji. Mogą z niej skorzystać również nieprowadzące działalności gospodarczej stowarzyszenia, fundacje, koła gospodyń wiejskich, ochotnicze straże pożarne. Za pomocą aplikacji mogą one stworzyć sprawozdanie w formie XML.

O planach MF udostępnienia aplikacji organizacjom nonprofit pisaliśmy w artykule „Można już łatwiej podpisać e-sprawozdanie” (DGP nr 47/2019).

Nową funkcję aplikacji przetestowała Agnieszka Baklarz, biegły rewident, członek zarządu w A. Bombik Kancelaria Biegłego Rewidenta sp. z o.o. Potwierdza, że działa i bez problemu można wygenerować plik XML. Nie ma natomiast możliwości stworzenia sprawozdań skonsolidowanych ani dla podmiotów finansowych (SKOK-ów, banków, towarzystw ubezpieczeniowych).

Ekspertka zwraca uwagę, że problem może powstać, gdy księgowa prześle taki plik członkowi zarządu, który będzie chciał wczytać go do aplikacji i podpisać.

– Czas wczytywania nawet niewielkiego XML (200 kB) to ponad dwie minuty i system często się zawiesza – mówi. Jej zdaniem MF powinien popracować nad stabilnością systemu.

Z przygotowanego XML można również utworzyć plik XML ze znakiem wodnym „dokument nie jest sprawozdaniem finansowym”.

– To bardzo dobre rozwiązanie. Nie wprowadza w błąd użytkowników. Dziś bowiem plik PDF nie może być sprawozdaniem finansowym dla podmiotów wpisanych do rejestru przedsiębiorców – twierdzi Baklarz. 

]]


Nowe obowiązki firm od 1 maja 2019 roku. Kasy fiskalne online wróciły do Sejmu

Marz 16 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Chodzi o rządową nowelę ustawy o VAT i prawa o miarach. Jej głównym punktem jest wprowadzenie obowiązku wymiany tradycyjnych kas a kasy fiskalne online. Taki zabieg ma pomóc w walce z wyłudzaniem podatku. W jaki sposób?

Nowe kasy mają umożliwić przesyłanie danych o transakcji do systemu teleinformatycznego skarbówki zwanego Centralnym Repozytorium Kas. Urzędnicy dowiedzą się zatem o każdym zakupie zewidencjonowanym na kasie fiskalnej. Będą w stanie więc ustalić wysokość podstawy opodatkowania, kwotę podatku należnego, stawkę podatku, rodzaju towaru/usługi, a także czas i miejsce instalacji kasy. Co istotne z punktu widzenia nabywcy towarów i usług, dane ich dotyczące będą anonimowe. Innymi słowy, dane z kas rejestrujących będą stanowiły w praktyce elektroniczny obraz paragonów, na których nie podaje się żadnych informacji dotyczących konsumenta, oprócz numeru identyfikacji podatkowej (NIP) nabywcy, w przypadku gdy nabywca poda ten numer w trakcie dokonywania transakcji. Szef KAS będzie zatem gromadził dane o sprzedaży dokonywanej przy użyciu kas online przez danego podatnika, natomiast nie będzie miał żadnych informacji na temat konsumentów, nabywających dane towary lub usługi.

Czy można będzie korzystać z „tradycyjnych” kas?

Jak zaznaczono podczas debaty sejmowej, z kas starego typu będzie można korzystać do momentu wygaśnięcia zezwoleń na ich użycie. Wyjątkiem będą branże narażone na wyłudzenia VAT. Zaliczono do nich m. in branżę paliwową, której przedstawiciele jako pierwsi będą musieli zakupić nowe kasy.

Terminy

Zgodnie z projektem, do 31 grudnia 2019 roku ze starych kas będą mogli korzystać: przedsiębiorcy - świadczący naprawy pojazdów silnikowych oraz motorowerów, w tym naprawy opon, ich zakładania, bieżnikowania i regenerowania, oraz w zakresie wymiany opon lub kół dla pojazdów silnikowych oraz motorowerów; sprzedający benzynę, olej napędowy czy gaz przeznaczonego do napędu pojazdów.

Do 30 czerwca 2020 roku ze starych kasy będą mogły korzystać: placówki gastronomiczne (w tym również te działające sezonowo); przedsiębiorcy oferujący usługi hotelarskie; sprzedający węgiel, brykiet i podobne paliwa stałe wytwarzane z węgla, węgla brunatnego, koksu i półkoksu przeznaczonych do celów opałowych.

Do końca grudnia 2020 roku kasy będą musieli wymienić podatnicy świadczący usługi: fryzjerskie, kosmetyczne, budowlane, w zakresie opieki medycznej świadczonej przez lekarzy i dentystów, prawnicze oraz usług związanych z działalnością obiektów służących poprawie kondycji fizycznej - wyłącznie w zakresie wstępu.

Po wejściu w życie nowych przepisów podatnicy nadal będą mogli nabywać do prowadzenia ewidencji kasy rejestrujące "starego" rodzaju (kasy z papierowym zapisem kopii do 30 czerwca 2019, natomiast kasy z elektronicznym zapisem kopii do 31 grudnia 2022 r.).

Ulga na zakup nowych kas

Rekompensata za zakup kas okazała się kwestią, która podzieliła posłów. Zgodnie z projektem podatnicy będą mieli prawo do odliczenia od podatku należnego kwoty wydanej na zakup każdej z kas rejestrujących, w wysokości 90 proc. jej ceny zakupu (bez podatku), nie więcej jednak niż 700 zł. Padła jednak propozycja, by kwotę tę zwiększyć. Komisja finansów, do której trafił projekt po drugim czytaniu w Sejmie, zarekomendowała jednak odrzucenie poprawek opozycji i pozostanie przy kwocie 700 zł.

Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy - Prawo o miarach.

]]


Nowa matryca VAT zdjęta z porządku obrad Sejmu

Marz 15 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

Chodzi o przygotowany przez ministerstwo finansów projekt nowelizacji ustawy o VAT, który przewiduje wprowadzenie nowej matrycy stawek tego podatku. W założeniu ma uprościć ich stosowanie, zakłada też zmiany stawek dla niektórych produktów. I tak na przykład soki oraz nektary owocowe i warzywne miałyby być nadal opodatkowane 5 proc. stawką VAT, ale napoje - 23 proc. VAT-em. Obecnie 23 proc. stawką VAT są opodatkowane napoje, które mają do 20 proc. wkładu owocowego. Wnioski o odrzucenie projektu złożyli posłowie Kukiz'15, PSL-UED i Nowoczesnej.

Przed planowanym głosowaniem, Genowefa Tokarska (PSL-UED) mówiła, że projekt porządkując stawki VAT, szkodzi polskim rolnikom, sadownikom i przetwórcom. Pytała ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego, czy godzi się na taką ustawę.

"Zmniejszamy do 5 proc. podatek VAT na owoce tropikalne, na owoce cytrusowe, na niektóre orzechy - kokosowe, pistacjowe, itd., również na tzw. żywność śmieciową, a więc na czipsy, wafle, ciastka - wszystko do 5 proc. Natomiast drastycznie podnosimy stawkę na napoje owocowe, z wkładem powyżej 20 proc. soku" - mówiła.

Podobne zdanie wyraził Jarosław Sachajko z Kukiz'15. Mówił o podwyżce VAT o 18 proc. na polskie napoje i jednocześnie obniżce VAT na cytrusy i jedzenie śmieciowe. "Dlaczego ministerstwo finansów działa na korzyść korporacji międzynarodowych, a jednocześnie pod przykrywką ułatwień, uproszczeń niszczy resztkę polskich przetwórców, producentów, zdrowie naszych dzieci" - mówił.

Paulina Hennig-Kloska (N) mówiła, że zamiast wprowadzać kompleksową reformę podatku VAT, PiS po prostu podnosi VAT na najbardziej popularne napoje z zawartością soku owocowego od 20 proc. do 50 proc. "Polscy konsumenci będą wkrótce płacić o 18 proc. więcej za najchętniej pite napoje. "Tym samym PiS niszczy kolejną gałąź polskiego rolnictwa" - mówiła.

"Nie wiem, czy pan prezes wie, że ministrowie pana prezesa wprowadzają embargo na polskie jabłka, bo tak to trzeba nazwać" - zwróciła się w kierunku prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego Dorota Niedziela (PO-KO).

Po jej wypowiedzi Ryszard Terlecki (PiS) zgłosił wniosek o przerwę. W jej trakcie wokół prezesa PiS zgromadziło się kilkunastu posłów tej partii, podszedł też wiceminister finansów Filip Świtała, odpowiedzialny za prace nad projektem. Rozmawiał z Kaczyńskim kilka minut.

"Po konsultacji z konwentem seniorów informuję, że zdejmuję z porządku dziennego punkt 14" - poinformował marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Tym samym punkt ten nie będzie rozpatrywany podczas aktualnego posiedzenia, nie będzie też głosowania wniosków o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. W reakcji na oświadczenie marszałka posłowie wstali z miejsc i zaczęli skandować: "Jarosław, Jarosław ... ".

Pierwsze czytanie rządowego projektu nowelizacji ustawy o VAT, który przewiduje wprowadzenie nowej matrycy stawek tego podatku odbyło się w środę. Posłowie opozycji złożyli wnioski o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu tłumacząc, że zmiana spowoduje wzrost podatku do 23 proc. na napoje, które mają w swoim składzie powyżej 20 proc. owoców.

Zgodnie z wyjaśnieniami MF, obecnie napoje, które zawierają do 20 proc. wkładu owocowego opodatkowane są 23 proc. stawką VAT. Po wejściu w życie nowej matrycy poziom 20 proc. nie będzie miał znaczenia - liczyć się będzie to, czy dany produkt jest napojem, czy nektarem bądź sokiem. Stawka na napoje wyniesie 23 proc., natomiast stawką 5 proc. będą opodatkowane soki i nektary spełniające wymagania tzw. dyrektywy sokowej. Określa ona minimalny udział soku z różnych owoców w nektarach.

Według ministerstwa wzrost stawki VAT objąłby napoje, które co prawda zawierają powyżej 20 proc. wkładu owocowego, ale mniej niż określono w "dyrektywie sokowej" dla nektarów. Tak więc napój porzeczkowy o zawartości soku w wysokości np. 23 proc. czy 24 proc. byłby opodatkowany podstawową 23-proc. stawką (wobec 5 proc. obecnie), natomiast "nektar" porzeczkowy, który ma w swoim składzie 25 proc. zawartości owoców podlegającym 5-proc. stawce VAT.

W przypadku produktów ze śliwek wkład owocowy będzie musiał stanowić co najmniej 30 proc. aby skorzystać z obniżonej 5-proc. stawki, a w przypadku napojów jabłkowych - 50 proc. Poziomy te wynikają z przepisów unijnych i krajowych definiujących co jest napojem, a co nektarem.

Projekt nowelizacji ustawy o VAT, przewidujący nową matrycę tego podatku, rząd przyjął w ubiegłym tygodniu. Wiceminister Świtała mówił w środę podczas pierwszego czytania projektu w Sejmie, że w ostatnich latach priorytetem resortu było uszczelnienie systemu podatkowego, zwłaszcza VAT, a teraz przyszedł czas na to, żeby system podatku VAT uprościć, poprawić warunki prowadzenia działalności gospodarczej przez podatników, dać im więcej pewności. Zaznaczył, że obecny system stawek VAT jest skomplikowany, ma on zbyt wiele pozycji w załącznikach zawierających wykazy towarów objętych stawkami obniżonymi, liczne wyłączenia, brakuje w nim pewności co do klasyfikacji towarów.

Jak tłumaczyło CIR uzasadniając projekt, nowa matryca powstanie przy radykalnym uproszczeniu systemu stawek, którego podstawą będą 3 filary: prostota – przejrzystość – przyjazność stosowania. W praktyce chodzi o prawidłowe przyporządkowanie towarów lub usług do stawek VAT. Efektem uproszczenia systemu stawek VAT będą także zmiany samych stawek podatku od towarów i usług dla niektórych towarów.

Zgodnie z projektem stawki VAT zostaną obniżone na niektóre produkty: owoce tropikalne i cytrusowe, niektóre orzechy jadalne, skórki owoców cytrusowych lub melonów – do 5 proc. czyli zostaną objęte stawką jak wszystkie owoce (obecnie są opodatkowane 8 proc. stawką).

Pieczywo każdego rodzaju oraz ciastka – zostaną objęte 5 proc. stawką (obecnie pieczywo i wyroby ciastkarskie są objęte trzema stawkami: 5, 8 i 23 proc. w zależności od terminu przydatności do spożycia lub daty minimalnej trwałości).

Zupy, buliony, żywność homogenizowana i dietetyczna będą opodatkowane stawką 5 proc. (obecnie jest 8 proc.); musztarda, słodka papryka (przyprawa) oraz niektóre przyprawy przetworzone (np. pieprz, tymianek) – zostaną objęte 8 proc. stawką jak pozostałe przyprawy (obecnie 23 proc.).

Książki wszelkiego rodzaju: drukowane, na dyskach i taśmach oraz innych nośnikach, jak również w formie elektronicznej (e-booki) – będą miały 5 proc. stawkę (obecnie e-booki i niektóre książki opodatkowane są 23 proc. stawką VAT).

Natomiast gazety, dzienniki i czasopisma drukowane oraz umieszczone na dyskach, taśmach i innych nośnikach oraz w formie elektronicznej (e-prasa) – zostaną objęte 8 proc. stawką VAT (oznacza to zejście ze stawki 23 proc. w przypadku niektórych gazet oraz e-prasy).

Żywność dla niemowląt i małych dzieci, a także smoczki, pieluszki oraz foteliki samochodowe – będą objęte stawką 5 proc. (obecnie 8 proc.), podobnie jak artykuły higieniczne (podpaski, tampony higieniczne, pieluchy).

Dla niektórych produktów stawki VAT wzrosną. Niektóre przyprawy nieprzetworzone (np. kmin, szafran, kurkuma) – z 5 do 8 proc. Napoje owocowe i warzywne - z 5 na 23 proc. Natomiast soki oraz nektary owocowe i warzywne pozostaną na poziomie 5 proc.

Homary i ośmiornice, inne skorupiaki, mięczaki i bezkręgowce wodne (m.in kraby, langusty, krewetki, ostrygi, małże, ślimaki) oraz przetwory z nich, a także kawior i dania sprzedawane w placówkach gastronomicznych, których składnikiem są ww. produkty, który dotychczas są opodatkowane 5 proc. VAT - wzrosną 23 proc.

Lód używany do celów spożywczych i innych celów chłodniczych – wzrost z 8 na 23 proc.

Stawka VAT na czasopisma specjalistyczne wzrośnie z 5 na 8 proc. Podwyżka nie obejmie drukowanych czasopism regionalnych i lokalnych, a także tych umieszczonych na dyskach i płytach oraz podobnych nośnikach, dla których utrzymano stawkę 5 proc.

Przewidziano także wprowadzenie tzw. wiążącej informacji stawkowej (WIS). WIS będzie decyzją wydawaną przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej na potrzeby opodatkowania VAT. Zapewni podatnikom większą pewność co do prawidłowości stosowania stawek podatku VAT (chodzi o określenie właściwej stawki dla danego towaru lub usługi).

Zmieniony zostanie sposób identyfikowania towarów i usług na potrzeby podatku VAT. Przewidziano odejście od stosowania Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług (PKWiU 2008) na rzecz Nomenklatury Scalonej (CN – w odniesieniu do towarów) oraz aktualnej Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług (PKWiU 2015 dotyczy usług).

Od 1 czerwca 2019 r. zaczną obowiązywać nowe stawki podatku VAT na niektóre towary i usługi (e-booki, e-prasa). Z tą datą mają wejść też w życie przepisy umożliwiające uzyskiwanie WIS przez podatników. Natomiast od 1 stycznia 2020 r. mają być stosowane przepisy wprowadzające nowy sposób identyfikowania towarów i usług na potrzeby VAT oraz stawki VAT dotyczące pozostałych towarów i usług.

]]


Emilewicz: Obniżony podatek PIT dla mikrofirm?

Marz 15 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[

"W Ministerstwie Finansów trwają prace nad operacjonalizacją, w jaki sposób ten podatek obniżony (z 18 na 17 proc. - proc.) miałby wyglądać" - powiedziała na antenie Jedynki Polskiego Radia szefowa MPiT pytana, czy zapowiadana w ramach nowej "piątki PiS" zmiana stawki PIT będzie dotyczyć także mikroprzedsiębiorców.

"Jeśli będzie on także dotyczył mikrofim, to przyjmiemy go z jeszcze większym zainteresowaniem, bo to one właśnie przede wszystkim potrzebują obniżania progu dostępu, progu rozwojowego, tego, aby rzeczywiście w ciągu kilku lat mogły się rozwijać" - podkreśliła minister.

Emilewicz powiedziała, że w czasie gdy gospodarka nieco spowalnia, "naszym największym wyzwaniem jest obniżanie kosztów pracy i obniżanie kosztów prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce". Zastrzegła jednak, że nasza gospodarka ciągle utrzymuje się "na bardzo wysokiej fali wzrostu".

"Dość ostrożnie szacujemy 3,5 proc. - 3,7 proc. (PKB - PAP) na ten rok, a ja myślę, że gdy utrzymamy dynamikę z początki roku (...), możemy ten rok skończyć na poziomie 4 proc. PKB" - powiedziała.

Szefowa resortu przedsiębiorczości przypomniała, że Polska rozwija się trzykrotnie szybciej, niż nasz największy partner gospodarczy - Niemcy.

Zapowiedziała, że w poniedziałek odbędzie się pierwsze forum gospodarcze polsko-niemieckie w Berlinie. "To bardzo ważne wydarzenie - pierwsze tego typu spotkanie - adresowane i szyte na miarę tylko dla polskich przedsiębiorców" - tłumaczyła. Wyjaśniła, że udział w imprezie zapowiedziało ponad 300 polskich i niemieckich przedsiębiorców.

"Mamy nadzieję na większą liczbę bezpośrednich inwestycji realizowanych w Niemczech. To jest droga dla wielu polskich przedsiębiorców" - oceniła. "Chcielibyśmy podczas tego spotkania w jeszcze większym stopniu zaprezentować (...) w Niemczech branże IT/ICT, czyli szerokorozumianą informatykę przemysłową" - powiedziała. Zaznaczyła, że branża specjalistów od programowania i projektowania linii produkcyjnych będzie na poniedziałkowym forum szeroko reprezentowana.

"Mamy nadzieję na ciekawe, dobre podpisane kontrakty. To jest przyszłość z całą pewnością: większa aktywność eksportowa, większa aktywność usługowa sprawi, że bezpieczne tempo dla rozwoju Polski 3-3,5 proc. rozwoju gospodarczego będzie utrzymane" - podkreśliła.

]]


Uchwalili przepisy z furtką. Rodzaj zaliczki zmienimy w trakcie roku?

Marz 15 2019 Wersja archiwalna

<![CDATA[ Ciekawe, co na to fiskus

Zasadą jest, że przedsiębiorcy płacą zaliczki na PIT i CIT co miesiąc od uzyskanego w tym czasie dochodu. Przepisy przewidują jednak odstępstwa od tej reguły. Niektórzy podatnicy (mali oraz rozpoczynający działalność gospodarczą) mogą regulować zaliczki raz na kwartał. Można też wybrać uproszczoną formę. Polega ona na tym, że zaliczki płaci się nie na podstawie bieżących wyników, lecz dochodu sprzed dwóch, a nawet trzech lat. Tę metodę – jak zastrzegają ustawa z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1509 ze zm.; dalej: ustawa o PIT) i ustawa z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1036 ze zm.; dalej: ustawa o CIT) – wybiera się z góry na cały rok. Ale począwszy od 2019 r. o wyborze informuje się dopiero po zakończeniu roku – w składanym zeznaniu. Nieuchronnie rodzi się więc pytanie – co w sytuacji, gdy podatnik pomyli się w wyliczeniu zaliczki? Czy jeżeli błąd wykryje np. w marcu, czerwcu bądź w październiku, to odbierze mu to prawo do uproszczonej formy? Jeśli nie, mogłoby to prowadzić do wniosku, że w trakcie roku można zmienić tryb rozliczania się z fiskusem z bieżących dochodów. A stąd już prosta droga do swobodnego ustalania wysokości zaliczek – w zależności od aktualnych możliwości płatniczych firmy. Paradoksalnie na taką elastyczność nie pozwala wybór zaliczki kwartalnej, choć tu akurat przepisy wydają się dużo bardziej liberalne.

Raz na kwartał…

Co kwartał, a nie co miesiąc, mogą płacić zaliczki przedsiębiorcy rozpoczynający działalność gospodarczą (w pierwszym ich roku podatkowym) oraz mali podatnicy, czyli tacy, których przychód ze sprzedaży (wraz z VAT) nie przekroczył w poprzednim roku podatkowym 1,2 mln euro (co dla 2019 r. oznacza 5 135 000 zł). Dotyczy to zarówno podatników PIT, jak i CIT.

Ryczałtowcy również mogą wpłacać ryczałt ewidencjonowany co kwartał, przy czym dotyczy to wyłącznie podatników rozpoczynających działalność oraz tych, u których przychody z działalności prowadzonej samodzielnie albo przychody spółki – w roku poprzedzającym rok podatkowy – nie przekroczyły 25 tys. euro (dla 2019 r. jest to kwota 106 987,50 zł).

TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU. CAŁOŚĆ DOSTĘPNA JEST NA EDGP>>>

]]